Miasto-ogród. Utopia czy rzeczywistość?

Miasto-ogród. Utopia czy rzeczywistość?

Jesteśmy świadkami ‘zabetonowywania’ miast. Podczas rewitalizacji liczne place zostały spłaszczone i pozbawione zieleni przez pokrycie ich betonowymi płytami. Jak zatrzymać ten trend? Czy tak musi wyglądać przyszłość?

Często jedynym elementem zapewniającym ochronę przed słońcem są fontanny lub kurtyny wodne. Prawie całkowicie zapomniano o drzewach lub usunięto je, próbując zastąpić je mniejszymi odmianami. Faktem jest, że główne place miejskie muszą mieć możliwość pomieszczenia dużej liczby ludzi, być miejscem, w którym możliwe będzie organizowanie różnego rodzaju wydarzeń kulturalnych. Problemem jest to, że często już podczas planowania przebudowy tych miejsc nie wzięto pod uwagę ochrony istniejącej zieleni.

 

 

Świadomość wobec tego, jak ważna jest zieleń w naszym otoczeniu, rośnie. Dzięki mediom, głównie telewizji i Internetowi, widzimy, że grono osób zainteresowanych tematem funkcjonalnego, a zarazem „zielonego” zagospodarowania miast stale się powiększa.  Naturalnym skutkiem takiego stanu rzeczy jest rosnąca popularność przedsięwzięć z zielonymi akcentami w rolach głównych. Co ciekawe, nie jest to trend ani nowy, ani przełomowy. Naukowe prace nad rolą zieleni w codziennym życiu nie należą do rzadkości. Już u progu XX  wieku socjolog-samouk, Ebenezer Howard, opracował  koncepcję „miasta-ogrodu”, u podstaw której leżała teoria „Trzech magnesów”.

„Praca ta miała stanowić rozwiązanie problemu depopulacji osiedli wiejskich, jak i złych warunków bytowych mieszkańców miast. Howard podjął się w niej próby zespolenia energii i aktywności życia miejskiego z pięknem i spokojem, jakie niesie natura. Zilustrował to za pomocą diagramu „Trzech magnesów”, na którym główne zalety miasta (Town) i wsi (Country) przeciwstawił ich wadom, natomiast w połączonym obszarze wiejsko-miejskim (Town-Country) widział nadzieję na nowe i zdrowsze życie lokalnych społeczności[1]”.

źródło: Baranowska M, Miasta-ogrody, utopia a rzeczywistość, [w:] „Acta Universitatis Lodziensis. Folia Geographica Socio-Oeconomica”, nr 08/2007, s. 18.

Wspomniana idea powstała jako odpowiedź  na problemy wynikające z zanieczyszczenia środowiska i brudu panującego w ówczesnych miastach. W jej duchu miały powstać w pełni samowystarczalne miasta-ogrody, gdzie stosunek terenów zabudowanych do terenów zielonych wynosił 1:4. Nietrudno się domyślić, iż centrum każdego miasta-ogrodu stanowił… ogród, wokół którego lokowano główne budynki. Dalsze tereny zajmowały kolejne zieleńce, tuż za nimi znajdować się miały obiekty rekreacyjne czy szkoły. Główny ośrodek miejski był połączony z miastami satelickimi symetrycznie ułożonymi drogami (również kolejowymi).

 

Choć założenia brzmią utopijnie, to jednak po dziś dzień istnieją miasta, któremu dały początek, między innymi: Hellerau (w Niemczech), Letchworth i Welwyn  (w Wielkiej Brytanii), Radburn (w USA), Kapyla (w Finlandii), Stains (we Francji). Poszukując miast-ogrodów, nie trzeba jednak szukać aż tak daleko – warto przyjrzeć się Podkowie Leśnej czy podwarszawskim Ząbkom.

 

Welwyn, Wielka Brytania

Czy teoria jest jednak tak doskonała jak mogłoby się wydawać? Obecnie jej realizacja jest niezwykle trudna, szczególnie ze względu na znacznie większą liczbę ludności, niż miało to miejsce w czasach Ebenezera Howarda. Nie sposób stworzyć komfortowych warunków dla setek tysięcy mieszkańców na ograniczonej przestrzeni, właśnie dlatego tereny zielone są przeznaczane m.in. pod zabudowę mieszkalną i stanowią coraz mniejszy procent w ogóle terenów miejskich.

 

 

Mieszkańcy dostrzegają jednak wady boomu budowlanego i szeroko pojętej globalizacji, chcą otaczać się zielenią – teoria Ebenezera Howarda staje się na nowo aktualna. Trend powrotu do natury sprawia, że pojawiają się kolejne skwery, a tam, gdzie nie sposób wygospodarować dla nich miejsca, trafiają kwietniki i wielkie donice z drzewami, kwiatami ozdobnymi czy krzewami. Donice i pojemniki, szeroko pojmowane ukwiecenie przy użyciu kontenerów w miejscu, w którym nie sposób zmienić nawierzchni, to jedyne rozwiązanie w sytuacji, kiedy w toku rewitalizacji pominięto obecność zieleni w naturalnej postaci.

 

Kindberg, Austria | źródło: www.terraform.pl

Nierzadko zdarzają się sytuacje, kiedy nie wiadomo jak wygląda uzbrojenie działki ze względu na nieaktualne bądź wręcz zaginione plany infrastruktury podziemnej. W takim przypadku założenie rabaty bądź nasadzenie bogato ukorzenionych drzew w gruncie jest niemożliwe.

 

Gdańsk | źródło: www.terraform.pl

Duże donice, kwietniki czy mobilne meble miejskie są rozwiązaniem. Ich funkcjonalność (połączenie pojemnika na roślinność z ławką, stolikiem, stojakiem na rowery, duża mobilna donica jako bariera na drodze, barierka przy przejściu dla pieszych, zielona ściana przystanku autobusowego) sprawia, że nie konkuruje się z istniejącą zabudową, ale wydobywa jej atuty. Jednocześnie donice czy kwietniki są punktem przystankowym dla wszelkiej maści owadzich zapylaczy, bez których nie może obejść się m.in. przemysł spożywczy.

 

Bielsko-Biała | źródło: www.terraform.pl

Duże donice czy wieże kwiatowe pozwalają przywrócić zieleń, która została utracona na rzecz „betonowej pustyni” i uzupełnić już istniejącą o dodatkowe korzyści dla mieszkańców. Już przeszło 100 lat temu dostrzeżono ten problem, nie pozwólmy, by musiał minąć kolejny wiek, by w naszej przestrzeni nastąpiły pozytywne, „zielone” zmiany.

 

[1]Baranowska M, Miasta-ogrody, utopia a rzeczywistość, [w:] „Acta Universitatis Lodziensis. Folia Geographica Socio-Oeconomica”, nr 08/2007, s. 17.

zdjęcia: www.fotolia.com, www.pexels.com, www.wiezekwiatowe.pl, www.terraform.pl

Dodaj komentarz