Ale sztuka! Street art wtapia się w miasto

Jeszcze do niedawna street art nie cieszył się najlepszą opinią… Do czasu! Od kiedy za sztukę ulicy „wzięli” się prawdziwi artyści, nasze miasta nie tylko przestały być szpecone przez niskiej jakości malunki, to wręcz wypiękniały!

źródło: www.instagram.com/cosimocheone/

Cosimo Cheone Caiffa ma swój własny przepis na niezwykłą przestrzeń miejską. W swoich pracach łączy grafitti z architekturą, w kreatywny sposób wykorzystując jej formę. Puste ściany pokrywają się trójwymiarowymi obrazami, które wtapiają się w okolicę. Nas najbardziej zachwyciła postać tworząca „zebrę” – przejście dla pieszych. A która z prac Cosimo Cheone Caiffa najbardziej przykuła Wasze spojrzenia? Koniecznie dajcie znać!

źródło: www.instagram.com/cosimocheone/

zobacz więcej zdjęć artysty:

źródło: www.instagram.com/cosimocheone/




Nowa Zelandia: mieszkańcy dla przestrzeni publicznej

Nowa Zelandia, choć bardzo odległa, nie różni się znacznie od europejskich krajów. Jej miasta zmagają się z podobnymi wyzwaniami – potrzebą ożywienia przestrzeni publicznych kolorami i nadania im wyjątkowego charakteru. 

Próba odpowiedzi na powyższe wątpliwości była początkiem dla programu Keep New Zealand Beautiful (KNZB – w wolnym tłumaczeniu: „Spraw, by Nowa Zelandia była piękna”).

Założenia programu obejmują między innymi edukację na temat gospodarki odpadami i ich recyklingu. To również dążenie do upiększania okolicy przez usuwanie szpecących malunków oraz uprzątanie zaniedbanych i zapomnianych zakątków. Do udziału zaproszono wszystkich chętnych: od uczniów szkół, poprzez całe rodziny czy lokalne społeczności.

Jednym z najbardziej efektownych założeń programu jest jednak „kolorowanie” miast poprzez tworzenie nowych, artystycznych murali. Mieszkańcy chcący mieć swój wkład w kreowanie krajobrazu miast, mogą „wziąć na warsztat” między innymi skrzynie elektryczne – elementy przestrzeni, bez których nie sposób funkcjonować, a które nie zawsze zachwycają estetyką.

Nowe malunki na nowozelandzkich skrzyniach elektrycznych wyglądają wspaniale! Każdy z nich to małe dzieło sztuki, które jest dostępna dla każdego przechodnia. Mamy nadzieję, że i w Polsce przyjdzie nam podziwiać tego typu prace.

A może podobna akcja odbywa się w już Waszej okolicy? Dajcie znać, chętnie opiszemy ją na blogu.

 

zdjęcia: www.chorus.co.nz/blog/cabinet-art-gallery

więcej o programie Keep New Zealand Beautiful: www.knzb.org.nz




Najbardziej zaczytany mural w Europie

W tej okolicy każdy mól książkowy poczuje się jak w domu. Otoczenie nie dość, że miłe dla oka, to jeszcze inspirowane największymi dziełami literatury istnieje i znajduje się w Utrechcie!

Źródło: www.instagram.com/janisdeman/

Artyści uliczni tworzący pod pseudonimami Jan Is De Man i Deef Feed zwarli siły, by stworzyć coś naprawdę wyjątkowego, a na dodatek w skali XXL. Tak właśnie powstała przestrzeń, z którą mogą identyfikować się mieszkańcy…

Źródło: www.instagram.com/janisdeman/

Trójwymiarowy mural można obecnie podziwiać na jednym z budynków w Utrechcie (Holandia). Rozpościera się na przestrzeni całej ściany i przedstawia półki pełne najróżniejszych książek. Obraz prezentuje się na tyle realistycznie, że aż chce się sięgnąć po jedną z nich!

Źródło: www.instagram.com/janisdeman/

Zobaczcie więcej prac, jakie w przestrzeni miejskiej stworzył Jan Is De Man: klik




Krokodyle łzy?

Dziś o emocjach, świecie przyrody i… nieco o sztuce. Wszystko w wydaniu „maxi” i ogromnej skali – bo i przedsięwzięcie jest niemałe, a na dodatek obejmuje działania wpływające przyszłość kolejnych pokoleń!

„Płacz zwierząt” to najnowsza seria instalacji artystycznych – zdjęć, których cel jest inny niż większość tego typu przedsięwzięć. Poza rolą czysto estetyczną, wizualną, ma ona jeszcze jedno, znacznie ważniejsze zadanie. Julien Nonnon – twórca street artu, o którym pisaliśmy już tutaj – klikchciał w nietypowy sposób zwiększyć świadomość na temat wymierania najbardziej majestatycznych  górskich stworzeń. To wołanie o pomoc!

Zobaczcie, jak pracował Julien:

 

Dzięki krótkotrwałej, przemijającej naturze przedstawień zwierząt, uzyskanej przez silny projektor, autor chciał podkreślić zagrożenia, z jakimi zmagają się te piękne zwierzęta w swoim środowisku. Sylwetki wyświetlane są nocą, w ogromnym powiększeniu, na tle oryginalnych, naturalnych siedlisk.

źródło: www.juliennonnon.com

„Planuję wyświetlić więcej zdjęć zagrożonych wyginięciem zwierząt w kolejnych częściach świata. Na przykład lwy w górach Atlas, wymarłe w 1950 roku, pumy w Kalifornii (których wymieranie zostało potwierdzone kilka miesięcy temu), a także goryle w rejonie Wielkich Jezior – ich wymieranie zostało przyspieszone przez konflikty i wycinki lasów. Poprzez pryzmat mojej sztuki chcę też inspirować do spotkań lokalnych społeczności z interesariuszami, które mogłyby wpłynąć na ochronę środowiska i zwierząt, a także zachęcać młodzież do działań na rzecz ich własnej przyszłości”.

– zaznacza Julien Nonnon

źródło: www.juliennonnon.com

Więcej informacji na stronie: www.juliennonnon.com

źródło: www.juliennonnon.com




Street art nie dla wrażliwych

Kto lubi pająki? Kogo pasjonują tajemnicze modliszki? A może pośród Was jest miłośnik os? Jeśli tak, zajrzyjcie do tego wpisu – jeśli jednak wolicie podziwiać te stworzenia wyłącznie w artystycznym wydaniu… również musicie to zobaczyć!

źródło: www.instagram.com/odeith

Portugalski artysta ukrywający się pod pseudonimem Odeith szykuje dla mieszkańców miast terapię szokową. Czy można inaczej nazwać wielkie, trójwymiarowe wizerunki rodem z koszmaru niejednego z nas? Wytwory Odeitha to jednak forma sztuki. Nanosząc na zniszczone elewacje postaci owadów i innych, niezbyt przyjemnych postaci, zmienia je nie do poznania, wykorzystując dodatkowo ich „atuty” – położenie, szczególną formę, a nawet porzucone wokół odpady.

źródło: www.instagram.com/odeith

Przygoda artysty z tworzeniem niebanalnej sztuki ulicy trwa już od lat 90’ i zaczęła się dość zwyczajnie. Najpierw powstawał szkic, który trafiał na wybraną ścianę. Z czasem wizerunki zaczęły zyskiwać głębię, i tak do momentu, aż stały się one wręcz trójwymiarowe. Wystarczy spojrzeć na dzieła pod odpowiednim kątem – i zimne ciarki z pewnością „przebiegną” po plecach… a następnie przejdą w westchnienie zachwytu.

źródło: www.instagram.com/odeith

Sztuka Odeitha może być nazwana kontrowersyjną, jednak z pewnością nie można odmówić mu talentu i wyjątkowo czujnego, wrażliwego na piękno natury, oka. Warte pochwały jest również działanie na rzecz przestrzeni miejskiej, która nie zawsze musi być „doskonała” – czasami liczy się jej ulotność i dostrzeżenie tego, co czasami umyka naszym spojrzeniom.

źródło: www.instagram.com/odeith

Czy ulice polskich miast są gotowe na taki przejaw sztuki? Czy wizerunki wielkich owadów spotkałyby się z ciepłym przyjęciem? A może macie inny pomysł na ożywienie naszych wspólnych przestrzeni? Zapraszamy do dyskusji!

Zobaczcie więcej pomysłów na „porażającą” przestrzeń miejską:

Więcej informacji/źródło: wwwInstagram




street art (1)

Bezpieczniejsze ulice. Szczęśliwsi ludzie

Aż 80 wypadków w zaledwie pół roku – tak ponurą statystykę odnotowano na skrzyżowaniu LeGare w Addis Abebie. Szeroka ulica dawała pozorne poczucie bezpieczeństwa i kusiła do szybszej jazdy. W oczekiwaniu na przebudowę, zastosowano artystyczny trik doskonale wpasowujący się w trend tymczasowego aranżowania przestrzeni.

Szeroka, prosta ulica w stolicy Etiopii aż kusi do tego, by mocniej przycisnąć pedał gazu. Tak beztroskie podejście do bezpieczeństwa może prowadzić do wypadków – skrzyżowanie wymagało szybkiej przebudowy. Prace budowlane, a także towarzysząca im biurokracja pochłaniają jednak na tyle wiele czasu, by niezbędne było zastosowanie tymczasowego rozwiązania o podobnym mechanizmie działania.

street art (1)

Źródło: The Global Designing Cities Initiative (GDCI)

Postanowiono więc stworzyć wizualną iluzję – zamalowano część jezdni, wyznaczając przy tym jej optymalną szerokość. Dzięki temu piesi mają do przekroczenia krótszy odcinek, a samochody zwalniają. W przedsięwzięcie zaangażowano prawie 100 studentów akademii sztuk „uzbrojonych” w 750 litrów farby, wystarczającej do pokrycia 2 tys. metrów kwadratowych powierzchni.

Przejście zmieniło się nie do poznania i zyskało nie tylko na bezpieczeństwie, ale również na estetyce. Ulicę podzielono na dwie części: przeznaczoną dla pojazdów, jak i tę, stworzoną z myślą o pieszych. Kolorowych kleksów nie sposób wręcz nie zauważyć, a tym samym nie sposób też nieumyślnie wkroczyć na jezdnię bądź w przypadku pojazdów: na strefę dla przechodniów.

street art (1)

Źródło: The Global Designing Cities Initiative (GDCI)

Po zakończeniu malowania, na skrzyżowanie LeGare wkroczyli inżynierowie ruchu, których zadaniem jest podsumowanie przedsięwzięcia, opracowanie wniosków i planów dla przyszłej, „poważniejszej” przebudowy.

Rozwiązanie z Addis Abeby to ciekawy przykład tymczasowego zagospodarowania przestrzeni (więcej na ten temat: klik), które powstają z myślą o lokalnej społeczności. Pamiętajmy, że to właśnie mieszkańcy tworzą charakter okolicy, a zmiany wcale nie muszą być „na stałe” – dynamiczne miasto tętni życiem i staje się wspaniałym miejscem!

Źródło: The Global Designing Cities Initiative (GDCI)




Czy widzisz to, co ja?

Takie pytanie zapewne często zadaje najbliższym Tom Bob – artysta uliczny, który w przestrzeniach miast dostrzega wiele więcej, niż inni, a następnie ‘ożywia’ swoje pomysły.

Zakątki Nowego Jorku, które odwiedza Tom, i które zdołają go zainspirować – nigdy nie zostają takie same. W pozytywnym tego słowa znaczeniu! W miejscach, gdzie znajdują się zwyczaje elementy naszej codzienności – barierki ochronne, pokrywy studzienek, hydranty – on widzi coś więcej.

źródło: www.instagram.com/tombobnyc

Aby umożliwić innym mieszkańcom wizytę w tym samym „świecie”, przekształca miejską infrastrukturę zgodnie ze swoim wyobrażeniem. I tak – barierki okazały się zakochanymi wężami, pokrywa studzienki to klepka na muchy, a hydrant… to księżniczka Leia we własnej osobie!

źródło: www.instagram.com/tombobnyc

Sztuka ulicy, jaką prezentujemy, pozwala zobaczyć nasze miasta w zupełnie innym wydaniu. W opiniach na temat prac Toma przeważają głosy zachwytu i uznania wobec wyobraźni, jednak… są tacy, którzy dostrzegają w nich elementy wandalizmu.

Inspirowani, jakie jest Wasze zdanie na temat takiej formy kreowania przestrzeni miast? Dajcie znać!

Zobaczcie więcej pomysłów Toma na przestrzeń miejską w serwisie instagram




Lilliputs series - Hakan Keleş (18)

Miasto – wielkie pole dla wyobraźni!

Hakan Keleş to architekt, wykładowca i mieszkaniec Turcji, który dostrzegł na ulicach miast swego kraju „coś więcej”. Z czasem okazało się, że otaczająca go przestrzeń miejska zdaje się być miejscem życia dla… olbrzymów. Jedyne, co trzeba zrobić, by je zauważyć, to uruchomić wyobraźnię!

Lilliputs series - Hakan Keleş (18)

Hakan Keleş – „Lilliputs series” | źródło: www.instagram.com/haakankeles

Artysta zainspirowany serią powieści o podróżach Guliwera autorstwa Jonathana Swifta zaczął fotografować budynki, place i ulice. Następnie dorysował do nich gigantycznych rozmiarów postacie ze świata zwierząt i ludzi zajmujące się dość zwyczajnymi rzeczami. Tytułowymi liliputami stali się prawdziwi mieszkańcy tureckich miast, którzy stanowią jednocześnie dość oryginalne tło dla wielkich „sąsiadów”.

W grafikach zebranych w serwisie Instagram pod tytułem „Seria Liliputów” widzimy więc gigantyczną ośmiornicę, ławicę ryb, kobietę przechadzającą się z bańkami mleka, biznesmena, ulicznych muzykantów, a nawet miłośnika wędkarstwa, któremu za wędkę posłużył… dźwig budowlany.

Lilliputs series - Hakan Keleş (18)

Hakan Keleş – „Lilliputs series” | źródło: www.instagram.com/haakankeles

Czy przestrzeń miejska może być inna, niż wydaje się to na pierwszy rzut oka? Oczywiście! Czasami wystarczy bardzo niewiele, by diametralnie zmienić jej charakter: niekiedy wystarczy nieco ją uporządkować, innym razem sprawdzają się roślinne i architektoniczne detale, ale najszybszym i najbardziej dostępnym sposobem jest nasza wyobraźnia.

Inspirowani, czy dostrzegacie w swojej okolicy miejsce dla wyimaginowanych olbrzymów? A może uważacie, że mogą do niej trafić jeszcze inne postaci? Zachęcamy do eksperymentowania z fotografią, rysunkiem i projektowaniem graficznym – efektami swoich prac możecie pochwalić się na naszym blogu.

 

Zobaczcie więcej prac Hakana w serwisie Instagram

źródło: www.instagram.com/haakankeles

 




Słodko-gorzkie życie rzeczy

Porzucona kanapa i niepotrzebny fotel to tylko część spośród wielu „modeli”, którzy występują na zdjęciach artysty z Los Angeles. Co je łączy? Przewrotna forma, która jednocześnie bawi i składnia do przemyśleń.

Bez względu na miejsce zamieszkania, każdemu z nas, podczas wędrówki ulicami miast, zdarzyło się natknąć na porzucone meble, sprzęt RTV i inne elementy domowego wyposażenia. Niechciane, uszkodzone, „czekają” na kogoś, komu znowu się przydadzą.

Źródło: www.instagram.com/lonesometown9

Potencjał odpadów dostrzegł pochodzący z Los Angeles artysta ulicy ukrywający się pod pseudonimem Lonesome Town. Na swoich fotografiach ożywia niepotrzebne sprzęty, uwidaczniając melancholię towarzyszącą odrzuceniu – i to nie tylko tę, która mogłaby towarzyszyć niepotrzebnym meblom.

Źródło: www.instagram.com/lonesometown9

Dodatkowo maluje na zepsutych elementach wyposażenia twarze smutnych klaunów, przez co uzyskuje coś więcej niż tylko przewrotną kompozycję – to również metafora porzucenia w kontaktach międzyludzkich.

Źródło: www.instagram.com/lonesometown9

Anonimowy artysta zapoczątkował swoją serię w momencie, gdy natknął się na „przygnębioną” lodówkę, która wręcz zdawała się mu przyglądać. Dodał jej atrybuty smutnego klowna, a zwyczajny sprzęt zyskał nowe życie – stał się sztuką ulicy, która rozśmiesza przechodniów ze względu na swój niespodziewany, przewrotny charakter, ale również składnia do refleksji nad przemijaniem.

Źródło: www.instagram.com/lonesometown9

Od momentu powstania pierwszej kompozycji, Lonesome Town regularnie tworzy kolejne obiekty. Przestrzeń miasta Los Angeles jest ogromnym polem do popisu, ponieważ mieszkańcy często porzucają zużyte sprzęty na chodnikach przed domami. Słodko-gorzkie kompozycje dokumentuje w serwisie Instragram dostępnym pod tym linkiem – klik.

źródło zdjęć: www.instagram.com/lonesometown9




Street art wychodzi z miasta

Większość artystów ulicy za swoje płótna uważa przestrzeń miast, jednak pochodzący z Moskwy graficiarz Evgeny Ches tworzy w… lesie. Stosując specjalną technikę, sprawia, że między drzewami pojawiają się najróżniejsze, hiperrealistyczne postacie.

CelloGraffitti to technika, która zakłada wykorzystanie najzwyklejszego celofanu. Rozpościerając go pomiędzy pniami dwóch drzew, uzyskuje się dużych rozmiarów „płótno”. Na przezroczystej folii, za pomocą farby w sprayu można stworzyć coś, co da się określić jako niezwykłe murale. Zamiast wysokich budynków w przestrzeni miejskiej – rosłe drzewa!

Źródło: www.evgenyches.com

Dzięki przezroczystemu tłu, każdy obraz nabiera realistycznej głębi. Gigantyczna wiewiórka wygląda jak żywa, niedźwiedź polarny może wzbudzić przerażenie, a dinozaur… no cóż, to dopiero zaskoczenie! Więcej na temat postaci zwierząt i street artu przeczytasz  między innymi w tym wpisie – klik.

Źródło: www.evgenyches.com

Artysta pobudza naszą wyobraźnie dzięki temu, że jego twory zdają się pojawiać znikąd, niemal tak, jak prawdziwe zwierzęta. Dzięki pomysłowemu mocowaniu celofanu na pniach, dostępna jest niemal każda lokalizacja w lesie – to dowód na to, że „street art” wcale nie musi być ograniczony do przestrzeni miejskiej. Stosowanie folii to również rozwiązanie dla osób, które dopiero zdobywają szlify w tworzeniu sztuki ulicy – w razie pomyłki wystarczy usunąć celofan i zacząć od nowa, bez szkody dla elewacji.

Źródło: www.evgenyches.com

Hiperrealistyczne dzieła ukryte miedzy drzewami mogą jednak budzić kontrowersje. Warto docenić talent artysty, jednak stosowanie tworzyw sztucznych w głębi lasu nie zawsze jest zgodne z ekologią. Mamy nadzieję, że niezwykłe „płótno” każdorazowo jest odpowiednio utylizowane: bez szkody dla natury, a z korzyścią dla widzów!

 Źródło: www.evgenyches.com

Zobaczcie więcej prac, jakie tworzy Evgeny Cheswww | Facebook | Instagram | YouTube | Behance

 




Gra miejska – poznaj bohaterów dzieciństwa

Kto pamięta Super Mario? Kto grywał w słynne „Kaczki”? Kto pamięta rodzinkę Simpsonów? Do tego wpisu zapraszamy wszystkich miłośników street artu w przestrzeni miejskiej i… Fanów przebojów popkultury!

Artystyczna przestrzeń miejska

Johan Karlgren, znany również jako Pappas Pärlor, to szwedzki artysta, dzięki któremu przestrzeń miejska staje się znacznie ciekawszym miejscem. To jeden z tych szczęśliwców, którzy zdołali połączyć pracę zawodową z prywatnym hobby – postacie, ożywające za jego sprawą na chodnikach i skwerach, pochodzą bowiem przede wszystkim ze świata filmów animowanych oraz gier video. Dzięki sprytnemu nawiązaniu do świata popkultury i jego najpopularniejszych tworów, nie ma chyba przechodnia, który nie uśmiechnąłby się na widok tego, co tworzy Johan.

Źródło: www.instagram.com/pappasparlor

Wspomnień czar

Pamiętacie starą grę, w której gracz brał udział w polowaniu na kaczki, i to nie z pustymi rękoma, ale „uzbrojony” w specjalną strzelbę? Zwycięzca triumfował, a kto nie podołał – był narażony na kpiny pewnego czworonoga… I to właśnie jego, między innymi, możecie spotkać na ulicach oraz w najbliższym otoczeniu szwedzkich miast.

Źródło: www.instagram.com/pappasparlor

W czym tkwi sukces?

Ciekawie wkomponowane w przestrzeń postacie są „rozpikselowane” – takie jakie serwował je nam świat lat 80’ i 90’ – a to nadaje im wspaniałego stylu filmów i gier vintage. To najlepszy sposób na to, by w czasie zwyczajnego spaceru choć na chwilę powrócić do beztroskich czasów dzieciństwa, gdy naszym najważniejszym zadaniem było uwolnienie pewnej księżniczki z wieży…

Źródło: www.instagram.com/pappasparlor

Patrz uważnie!

Aby wprowadzić postacie jeszcze bliżej do otoczenia przechodniów, Pappas Pärlor umieszcza je bezpośrednio na ulicach – ukrywa w żywopłotach, na słupkach, plażach i wielu innych, często nie do końca oczywistych miejscach.

Źródło: www.instagram.com/pappasparlor

Jak sprawić, by przestrzeń miejska stała się bardziej przyjazna? Podglądając przykład ze Szwecji, można uznać z dużą dozą prawdopodobieństwa, że tajemnica sukcesu to nawiązanie do tego, co lubimy najbardziej. Ulubieni bohaterowie z gier i street art są chyba najbardziej doskonałym połączeniem!

Źródło: www.instagram.com/pappasparlor

Zdjęcia: www.instagram.com/pappasparlor




przejście dla pieszych 3d

Przestrzenna „zebra” sposobem na bezpieczeństwo?

Sposób na poprawę bezpieczeństwa czy coś zupełnie przeciwnego? A może to tylko oryginalna sztuka ulicy? Zanim zdecydujecie, zobaczcie jedną z najnowszych odsłon klasycznej „zebry”:

Zdania na temat trójwymiarowej „zebry” są podzielone, dlatego warto poświecić jej kilka chwil. Dwóch walorów odmówić jej nie sposób – jest dowodem troski o bezpieczeństwo przechodniów, a także ogromnego talentu malarskiego jej autora. Dlaczego więc uznaliśmy, że to pomysł dość kontrowersyjny? Zacznijmy od początku:

przejście dla pieszych 3d

Źródło: Gústi Productions

W Ísafjörður, niewielkiej rybackiej wiosce na Islandii temat bezpieczeństwa na drogach stał się niedawno tematem numer jeden. Co więcej, o niepozornym miasteczku usłyszał cały świat. Wszystko za sprawą nowego przejścia dla pieszych namalowanego w technice 3D, co pozwoliło uzyskać niesamowicie realistyczną iluzję optyczną.

przejście dla pieszych 3d

Źródło: Gústi Productions

Innowacyjna forma „zebry” nie tylko daje przechodniom wrażenie spaceru ponad powierzchnią gruntu ale przede wszystkim silnie wpływa na percepcję kierowców. Osoby kierujące pojazdami zbliżającymi się do przejścia zobaczą bowiem szereg wysoko zawieszonych, solidnych poprzeczek, które pozornie uniemożliwiają przejazd. Każdy z kierowców wręcz podświadomie zwolni, gwarantując pieszym bezpieczną przeprawę na drugą stronę chodnika. Pojawia się więc pytanie: jak wielu z nich, zaskoczonych niezwykłym obiektem na środku ulicy, podejmie złą decyzję i zamiast „zdjąć nogę z gazu”, gwałtownie zatrzyma się, tamując ruch i przyczyniając się do karamboli?

przejście dla pieszych 3d

Źródło: Vegamálun GÍH

O technice przestrzennego street artu pisaliśmy już między innymi w tym wpisie – klik. W przypadku takich przedsięwzięć ich odbiór jest jednoznaczny – to niezwykłe dzieła sztuki, które nieco „oszukują” nasze mózgi, dając nam zupełnie nowe bodźce w przestrzeni publicznej. Problem pojawia się, gdy sztuka staje się nadmiernie realistyczna i może stać się przyczynkiem nie do poprawienia bezpieczeństwa, ale czegoś zupełnie odwrotnego.

przejście dla pieszych 3d

Źródło: Vegamálun GÍH

Inspirowani, jakie jest Wasze zdanie na temat trójwymiarowych pasów na islandzkim przejściu dla pieszych? Warto przenieść go na nasze ulice, a może powinien zostać wyłącznie na chodnikach, z dala od pojazdów? Dajcie znać w komentarzach!

Źródło, zdjęcia:  Gústi ProductionsVegmálun GÍH

 

Zapisz




motyle murale street art (17) mantra

Efekt motyla

Znacie teorię, w myśl której delikatne trzepotanie skrzydeł motyla w jednym miejscu może wywołać wielkie zmiany w odległej lokalizacji? Ze sztuką jest podobnie: odrobina kreatywności może zrewolucjonizować postrzeganie miast na całym świecie…

 

Źródło zdjęć: Colossal, Instagram i Facebook.

Przestrzeń miejska inspirowana naturą

Pochodzący z Francji artysta ukrywający się pod pseudonimem Mantra przekształca miejskie blokowiska w… baśniowe łąki. Przy pomocy doskonale dopracowanych sztuczek wizualnych w technice 3D tworzy ogromne, hiperrealistyczne postacie motyli ujętych w drewniane ramy – niczym z prawdziwej kolekcji skrzydlatych okazów! Długie cienie i delikatne szczegóły, które tworzą wrażenie istnienia szklanej oprawy sprawiają, że iluzja optyczna wkracza na zupełnie nowy poziom.

Źródło zdjęć: Colossal, Instagram i Facebook.

Nie wszystkie motyle Mantry zdobią otwarte przestrzenie i elewacje budynków. Niektóre z nich znajdują się w pouczonych lokalizacjach, gdzie zdają się „wyłaniać” znikąd. Do tej pory skrzydlate dzieła sztuki trafiły do miast w Austrii, Francji i Kolumbii.

Pssst! Więcej na temat sztuki ulicy z nutką natury przeczytacie m.in. w tym miejscu – klik.

Źródło zdjęć: Colossal, Instagram i Facebook.

Street art nie dla wrażliwych

Chcecie mocniejszych wrażeń? Oto i one! Iluzje francuskiego artysty nie kończą się na pięknych motylach – uwiecznia on również koty, ptaki, gady i inne stworzenia, nie zawsze tak urokliwe (jednak zawsze perfekcyjnie wykonane). Ogromny pająk wspinający się po ścianie musi wywoływać co najmniej gęsią skórkę!

Źródło zdjęć: Colossal, Instagram i Facebook.

Zobacz więcej prac Mantry w serwisie Instagram i Facebook

Źródło zdjęć: Colossal, Instagram i Facebook.

Zapisz




Miasto słońca – miastem cieni!

W Kalifornii słońca nie brakuje. A jak wiadomo, gdzie słońce, tam i cień. Nic nadzwyczajnego? Zobaczcie, jak bardzo niezwykłe mogą być cienie rzucane przez typowe obiekty:

Jeśli przyjdzie Wam wędrować po słonecznych ulicach Redwood City w Kalifornii, możecie odnieść wrażenie, że coś jest „nie tak”. Przechodnie – zwyczajni. Pojazdy – typowe. Architektura – dokładnie taka, jaką spodziewalibyście się zastać w tym rejonie świata. O co więc chodzi?

Źródło: www.damonbelanger.com

Zmysły dobrze podpowiadają! Warto przyjrzeć się cieniom, jakie rzuca mała architektura i okoliczne dekoracje. Gdy przeciętny stojak rowerowy rzuca cień w kształcie kwiatów, na parkometr zasiada niewidzialna małpa, a skrzynka na listy zmienia się w potwora… To nie złudzenie, ale kreatywna praca artysty!

Źródło: www.damonbelanger.com

Nie martwcie się jednak, Wasze oczy widzą dokładnie to, co rzeczywiście istnieje. Wszystkie malunki przypominają wręcz do złudzenia cienie, jednak naniesiono je tak, by nabierały dość nietypowych form. Ich autorem jest Damon Belanger, grafik z okolic Zatoki San Francisco. W całym Redwood City można napotkać aż 20 „sztucznych cieni”, których zadanie jest bardzo proste: dodać okolicy nieco przewrotnego charakteru. „Cienie dodają zwyczajnym przedmiotom życia, dzięki czemu przechodnie stają się radośniejsi” – zaznacza Damon.

Jesteśmy pewni, że ten cel został w pełni osiągnięty 😉 Inspirowani, czy na naszych ulicach sprawdziłyby się podobne malunki?

Źródło: www.damonbelanger.com

Więcej informacji: instagram, www

Kliknij, by poznać inne prace Damona i nie zapomnij wybrać ulubionej!

źródło: www.damonbelanger.com

Zapisz




Światło, koronka i… Jeżowce

Oto trzy podstawowe elementy, jakie złożyły się na pewną oryginalną instalację. Zobaczcie, w jaki sposób świat poznaje prawdę o potrzebie ochrony środowiska naturalnego:

Wbrew pozorom światło, koronka i jeżowce mogą stworzyć spójną koncepcję. W jaki sposób? Na to pytanie odpowiedzieli sobie twórcy z Choi+Shine Architects, którzy stworzyli instalację na potrzeby The iLight Marina Bay Festival w Singapurze, imprezy pod otwartym niebem, której motywem przewodnim była biomimikra i zrównoważony rozwój.

Źródło: © Choi+Shine Architects

Trzy wielkie „jeżowce” zostały stworzone tak, by ich forma współgrała z naturalnym światłem dnia i nocną iluminacją. Przechodnie mogli podziwiać zwiewne, koronkowe konstrukcje wyraźnie odcinające się na tle nowoczesnej architektury. Jeżowce mają delikatną konstrukcję, która poddaje się podmuchom wiatru, dzięki czemu zmienia się ona nieznacznie w każdej chwili, tworząc przy tym niezwykłe cienie.

Źródło: © Choi+Shine Architects

„Koronkowa tkanina” została stworzona z poliestrowego sznura, następnie podświetlono ją mnóstwem białych punktów świetlnych, tworzących bajkową strukturę. Ręcznie tkana instalacja pierwotnie powstała w Bostonie i wymagała dwóch miesięcy ciężkiej pracy aż 50 osób. Na całość składa się 20 segmentów połączonych ze sobą metalowymi obejmami, każdy „jeżowiec” ma 17 metrów wysokości i waży około 100 kg.

Źródło: © Choi+Shine Architects

Koronkowe dekoracje miejskie zachwyciły przechodniów na ulicach Singapuru. Czy jednak są w stanie przekazać wiadomość o potrzebie ochrony środowiska morskiego, czy też są wyłącznie miłym dla oka elementem architektury? Zapraszamy do dyskusji!

Źródło: © Choi+Shine Architects

Zapisz




Gdzie mieszkają miejskie wróżki?

Nawet jeśli kiedykolwiek odwiedziliście amerykańskie miasto Ann Arbor w stanie Michigan, istnieje duża szansa, że nie zauważyliście jednej z jego najciekawszych atrakcji.

Co prawda większość ludzi nie poświęca nadmiernie wiele uwagi poszukiwaniu nietypowych szczegółów w przestrzeni miejskiej, to czasem jednak warto wytężyć wzrok. Maleńkie, tajemnicze drzwiczki mogą bowiem pojawić się w najmniej spodziewanym miejscu…

Urban Fairies (8)

Pierwsze „Drzwi wróżek” pojawiły się w 2005 roku na elewacji jednej z miejskich kawiarni. Już niedługo później oczom przechodniów ukazały się kolejne, jednak… skąd się wzięły i czemu służą? Najpopularniejsza teoria mówi, że to dzieła Jonathana B. Wrighta, autora książek dla dzieci, określającego się jako „certyfikowanego wróżkologa”.

Urban Fairies (7)

Obecnie drzwiczki (a nawet domowe wnętrza, ukryte za nimi) pojawiają się w kolejnych miejscach Michigan – najczęściej na ścianach sklepów z pamiątkami i galeriach sztuki. „Drzwi „pojawiają się” w dowolnych lokalizacjach, a następnie znikają – wszystko zgodnie z mitologią „miejskich wróżek” – zaznacza Jonathan B. Wright.

Urban Fairies (6)

W kilku miejscach pozostawiono nawet księgi gości, w których każdy może pozostawić ślad po swojej wizycie i napisać kilka słów o magicznych drzwiczkach. Jeśli kiedykolwiek odwiedziecie Ann Arbor, wysilcie wzrok i szukacie czegoś więcej, niż tyko zwyczajnych miejskich krajobrazów!

Urban Fairies (5)

Urban Fairies (4)

Urban Fairies (3)

Urban Fairies (2)

Urban Fairies (1)

Urban Fairies (12)

Źródło: www.urban-fairies.com