Zróbmy sobie miasto, czyli Nowy Urbanizm w praktyce

Zróbmy sobie miasto, czyli Nowy Urbanizm w praktyce

W powojennej Europie i USA nie było ani miejsca, ani czasu na racjonalne planowanie miejskiej zabudowy. Z biegiem lat w wielu przestrzeniach publicznych zapanował chaos. „Wiatr odnowy” powiał dopiero lat 70 XX wieku i przyniósł ze sobą nowatorskie założenia architektoniczno-społeczne.

Jak to się zaczęło?

Podróż po dziejach planowania przestrzennego warto rozpocząć od wczesnych lat 50’ XX wieku. Wojenna zawierucha szczęśliwie przeszła już do historii, jednak jej piętno jeszcze przez wiele lat miało odciskać się na mieszkańcach miast. W miejscu wyburzonych budynków szybko powstały nowe – nie zawsze zgodne z charakterem otoczenia. Priorytetem było szybkie odbudowanie miast, a to nie byłoby możliwe bez nowych dróg, dodatkowych domów, które rosły na niespotykaną dotąd skalę. Społeczeństwo ściśle podzieliło strefy swojego funkcjonowania, wobec czego gigantyczne blokowiska – „miejskie sypialnie” pustoszały za dnia, by zapełniać się wieczorami. A centra? Te wyludniały się tuż po standardowych godzinach pracy. Miasto stało się machiną z mieszkańcami – anonimowymi trybikami.

Pierwotnie taki podział zdawał się najbardziej racjonalny. Z czasem okazało się, że mieszkańcy potrzebują czegoś nieco innego i masowo rozpoczęli podróż na przedmieścia. Efekt? Segregacja społeczna, powstawanie „lepszych” oraz „gorszych” dzielnic, degradacja środowiska naturalnego, a nawet problemy natury psychicznej.

Założenia z lat powojennych nie zdawały egzaminu. W opozycji do nich już od lat 70 XX wieku rozwijał się ruch reprezentowany między innymi przez Leona Kriera, luksemburskiego architekta-wizjonera. Jego główny postulat zakładał powrót do odrzuconego przez modernistów założenia struktury miasta. Tak powstała koncepcja Nowego Urbanizmu.

Nowy Urbanizm – podstawowe postulaty

Współcześnie nie zdajemy sobie sprawy, że to, co określamy „miastem”, powstało w dość nowatorskim wydaniu: jako wspólnota, w której zaspakajane miały być podstawowe potrzeby społeczne. Serce miasta to ratusz z placem i tradycyjną zabudową. To właśnie do tego wzorca dążą teoretycy Nowego Urbanizmu.

Zróbmy sobie miasto, czyli Nowy Urbanizm w praktyce

Powrót do korzeni obejmuje między innymi:

  • schludne i przyjazne mieszkańcom przestrzenie publiczne (również w kontekście zieleni miejskiej)
  • łączenie obiektów mieszkalnych, biurowych, usługowych oraz rekreacyjnych dla stworzenia tętniącej życiem przestrzeni
  • przeciwdziałanie tzw. urban sprawl, czyli niekontrolowanemu „rozlewaniu się” miasta na przedmieścia
  • porządkowanie krajobrazu – uzupełnianie zabudowy, ukrywanie parkingów, ograniczanie chaosu wizualnego (również w kontekście treści reklamowych)
  • poprawienie bezpieczeństwa drogowego przez intuicyjne rozwiązania i ograniczanie zbędnych znaków drogowych
  • ograniczenie ruchu kołowego, wprowadzanie stref wolniejszego ruchu
  • budowa tzw. woonerfów – „ulic do mieszkania” (czytaj więcej na ten temat – klik)
  • dodatkowa infrastruktura dla pieszych i rowerzystów
  • budowa wyniesionych przejść dla pieszych, progów dla samochodów,
  • regularna zabudowa z zachowaniem równej linii szczytowych elewacji
  • duża ilość zieleni – parki, skwery, nasadzenia w kwietnikach, donicach, pasach zieleni przyulicznej
  • korzystanie z rozwiązań ekologicznych, pochodzących recyklingu

rola parków w przestrzeni miejskiej (3)

Nowy Urbanizm zakłada, że wszystkie niezbędne do życia elementy powinny znajdować się w najbliższym otoczeniu człowieka. Praca, sklep, lekarz pierwszego kontaktu i miejsce do relaksu, w tym parki czy zieleńce muszą znajdować się na wyciągnięcie ręki. Celem jest wyprowadzanie ruchu tranzytowego poza miasto i stworzenie takich warunków dla alternatywnych form przemieszczania, by korzystanie z samochodu było ostatecznością. To korzyść dla natury, zdrowia, a także bezpieczniejsi piesi.

woonerf łódź

Łódź,  woonerf na ulicy 6 sierpnia

W pełni doskonałe rozwiązanie?

Pomimo tak wielu korzyści, jakie niesie za sobą teoria Nowego Urbanizmu, istnieją argumenty, które podważają celowość jej wdrażania. Podstawowy zarzut to ograniczenie wolności samych mieszkańców na rzecz poprawienia warunków ich życia. Wyciszony ruch kołowy to korzyść dla pieszych, jednak utrapienie dla zmotoryzowanych, ograniczenie zabudowy na przedmieściach uderza w osoby pragnące życia na wsi… Argumenty można mnożyć jeszcze długo – o tym, czy teoria Nowego Urbanizmu ma więcej zalet czy wad, dowiemy się dopiero w skali kilku następnych dekad. W tej chwili możemy jedynie gdybać, opierając się na wnioskach z dyskusji i wdrążając jej założenia wyłącznie w drodze referendów, głosowań czy budżetów obywatelskich – więcej na ten temat w tym wpisie – klik.

Dodaj komentarz