Botanik: także w ogrodzie warto wspomagać retencję

Skutkiem suszy, paradoksalnie, są podtopienia. Woda nie wsiąka w przesuszoną ziemię, tylko spływa po niej. O tym, jak prowadzić ogród ekonomiczny pod względem wykorzystania wody i dlaczego ogrodnicy powinni zrezygnować z torfu na rzecz kompostu, mówi dr hab. Marcin Zych, dyrektor Ogrodu Botanicznego UW.

O SUSZY PODCZAS DESZCZU

To, że od kilku dni pada, wcale nie oznacza, że suszy nie ma. Susza jest faktem. Na uwodnienie gleby wpływa to, co dzieje się w atmosferze przez cały rok.

Jak tłumaczy botanik, zimą zwykle pojawiały się w Polsce opady śniegu, które topniejąc, uwalniały wodę. Woda pozostawała w glebie podczas wilgotnej niegdyś wiosny. Później następowało suche lato, ale też lipcowe deszcze powodowały, że gleba nie była przesuszona. Obecnie zimy już nie przypominają zim z dawnych lat, a problem suszy istnieje w ciągu całego roku.

Można to zobaczyć na mapach tzw. uwilgotnienia gleby publikowanych przez IMGW. Nawet po ulewnych lub długotrwałych deszczach widać, że cały obszar Polski jest oznaczony na pomarańczowo, co oznacza deficyt wody w glebie.

„Kilkudniowe opady to zbyt mało aby odbudować zasoby wodne, które nie pozostały po zimie. A tegorocznej zimy niemal w ogóle nie było śniegu. Po niej nastąpiła wyjątkowo sucha wiosna i nawet jeśli trochę potem padało, to woda nie pozostawała w glebie”

– mówi dr hab. Zych.

Tłumaczy, że gleba pozostaje sucha podczas deszczu, ponieważ woda nie wsiąka w nią, ale spływa – do okolicznych zbiorników wodnych, a w zabetonowanym mieście – do kanalizacji. To może powodować lokalne podtopienia. Gdyby gleba wcześniej była wilgotna, woda mogłaby w nią wsiąkać.

Aby to zobrazować, dr hab. Zych proponuje przeprowadzenie prostego eksperymentu. Wystarczy wylać szklankę wody na kompletnie suchy piasek, a następnie wylać taką samą ilość wody na piasek, który jest wilgotny. Ta prosta czynność pozwala zaobserwować, że przesuszona gleba prawie w ogóle nie przyjmuje wody.

APEL BOTANIKA: OSZCZĘDZAJMY TORF

Filozofia prowadzenia ogrodu powinna zakładać wykorzystywanie jak najmniejszych ilości wody. A to można uzyskać stosując rośliny lokalne, dostosowane do siedliska, które pasują do typu gleby i umiarkowanego klimatu.

„Nie warto na siłę tworzyć fantastycznych ogrodów – estetycznych, ale niezwykle kosztownych w utrzymaniu. Mówię tutaj na przykład o różanecznikach, do których trzeba stosować tony torfu a potem je obficie podlewać. Jeżeli już mamy wodę w ogrodzie, to powinniśmy zrobić jak najwięcej, żeby ją tam utrzymać, czyli stosować zabiegi, które wspomagają retencję”

– mówi dr hab. Zych.

Dyrektor Ogrodu Botanicznego UW tłumaczy, że retencja to utrzymywanie wody w glebie i niedopuszczanie, żeby ta wilgoć wyparowała i uciekała z ogrodu. Warto stosować ściółkowanie czyli przykrywanie gleby po posadzeniu roślin zrębkami drewna, korą lub sieczką słomianą. Goła gleba szybko paruje.

Aby nie dokładać swojej cegiełki do globalnej suszy i efektu cieplarnianego, ogrodnicy i działkowcy powinni, zdaniem naukowca, zrezygnować z wykorzystywania torfu.

„Torfowiska są cennym rezerwuarem wody i węgla. Wykorzystanie torfu, który szybko rozkłada się w naszej glebie, oznacza dewastowanie torfowisk i dostarczanie dodatkowych porcji dwutlenku węgla do atmosfery, co wzmaga efekt cieplarniany. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem dla wzbogacenia gleby, jest kompost”

– uważa dr hab. Zych.

Własny kompost można dodawać do piaszczystej gleby, wzbogacając ją w ten sposób w substancje organiczne. Dzięki strukturze, jaką daje kompost, woda jest bardziej dostępna dla roślin.

***

Botanik dr hab. Marcin Zych jest ekspertem akcji #UważniNa Suszę prowadzonej przez Uniwersytet Warszawski. Jej uczestnicy, zamieszczając post opatrzony odpowiednim hasztagiem, mogą dzielić się własnymi sposobami na oszczędzanie wody. Więcej na ten temat w serwisie Nauka w Polsce – tutaj.

 

PAP – Nauka w Polsce, Karolina Duszczyk

kol/ agt/

źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

zdjęcie główne: www.terraform.pl




Eksperci: zielona infrastruktura miast odpowiedzią na zmiany klimatu

Pokryte roślinnością ściany domów, trawiaste torowiska, ogrody na dachach czy miejskie stawy wypełnione deszczówką nie tylko poprawiają estetykę i jakość życia w miastach, ale też są odpowiedzią na zmiany klimatu – wskazują eksperci, namawiając do tworzenia zielonej infrastruktury.

O wyzwaniach związanych z adaptacją miast do postępujących zmian klimatycznych eksperci i samorządowcy dyskutowali we wtorek w Głównym Instytucie Górnictwa (GIG) w Katowicach. Naukowcy przekonywali, że bez systemowych, planowanych z dużym wyprzedzeniem rozwiązań, będą nasilać się miejskie podtopienia, problemy z odprowadzaniem wód deszczowych czy dokuczliwości związane z upałami w miastach.

Systematycznie ocieplanie klimatu znajduje potwierdzenie w statystykach – rośnie średnia roczna temperatura, zmienia się rozkład opadów, mniej jest dni śnieżnych, więcej letnich, obniża się poziom wód gruntowych. Na to nakłada się specyficzny klimat miasta, gdzie jest cieplej niż na terenach niezabudowanych, bo budynki kumulują ciepło; inne są też kierunki i siła wiatru, inny system wodny, bo urbanizacja oznacza konieczność odprowadzania większej ilości wód.

W efekcie – jak wskazuje szef pracowni studiów środowiskowych i programowania ochrony wód w Zakładzie Ochrony Wód GIG, dr Leszek Trząski, ulewy często skutkują podtopieniami, a susza – brakami wody. Coraz więcej przestrzeni jest zagrożone powodzią, a fale upałów są coraz trudniejsze do zniesienia np. dla starszych mieszkańców miast, prowadząc nawet do śmierci. Prognozy wskazują, że w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat zjawiska te nasilą się – tym bardziej konieczne są programy adaptujące miasta do zmian klimatycznych.

„Jednym z wyzwań jest np. zmiana podejścia do problemu wód deszczowych, z ich odprowadzania, do gospodarowania nimi, czyli maksymalnego wykorzystywania i retencjonowania”

– powiedział dr Trząski, wskazując na konieczność tworzenia systemów zagospodarowania wód opadowych i łączenia ich z zieloną infrastrukturą, której funkcje w mieście są znacznie szersze niż tylko poprawa estetyki czy kształtowanie krajobrazu.

„Zielona infrastruktura to elementy łączące środowisko naturalne z obszarem zabudowanym i sprawiające, że miasto staje się lepszym miejscem do życia. Aby takie systemy były użyteczne, muszą być dobrze wymyślone, dobrze wykonane i dobrze zarządzane, tworząc w mieście spójną sieć i łącząc wiele różnych funkcji”

– wyjaśnił dr Trząski.

Łukasz Pierzchała z GIG podawał przykłady takich rozwiązań. Np. porośnięte roślinnością ściany budynków ograniczają kumulowanie ciepła przez budynki, przechwytują część opadów i poprawiają jakość powietrza; ogrody na dachach zmniejszają negatywne skutki miejskich „wysp ciepła”, trawiaste torowiska umożliwiają wchłanianie wody przez grunt, niecki na wody deszczowe zapewniają ich retencję i zmniejszają ryzyko podtopień. Zielone – zamiast asfaltowych czy betonowych – mogą być też ścieżki rowerowe; połączenie wszystkich tych elementów może tworzyć w mieście przyjazne zielone korytarze.

Eksperci wskazują, że dojście do takiego stanu wymaga długofalowego planowania, przemyślanej strategii, dostosowania do specyfiki danego miasta oraz otwartości na innowacyjne rozwiązania. Przekonują jednak samorządowców, że warto podjąć taki wysiłek.

„Adaptacja do zmiany klimatu jest częścią inteligentnego rozwoju miasta”

– podsumował dr Trząski.

Narzędziem do planowania zielonej infrastruktury przez samorządy mogą być np. systemy informacji przestrzennej, pomocne w inwentaryzacji istniejących zasobów i stworzeniu wizji rozwoju. Wyznacznikami w tym procesie mogą być np. przyjęte w Europie Zachodniej wskaźniki, zgodnie z którymi każdy mieszkaniec miasta powinien mieć do najbliższego terenu zielonego (o powierzchni co najmniej 2 ha) nie dalej niż 300 m, a na tysiąc mieszkańców powinny przypadać co najmniej dwa hektary zieleni.

 

PAP – Nauka w Polsce

mab/ mhr/

źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

zdjęcie główne: www.nunoni.com – ogród na dachu hotelu Astoria




hydrogel-w-leśnictwie-jesienne-nasadzenia-lasów-

Naukowcy: chrońmy lasy, wspierając ich otoczenie i naturalne procesy regeneracji

Jeśli chcemy chronić europejskie lasy, m.in. przed skutkami zmian klimatu – musimy wspierać również ich otoczenie i naturalne procesy regeneracji – postulują na łamach prestiżowego „Science” naukowcy, m.in. z Polski, podsumowując „leśny” wątek w nowej, unijnej strategii różnorodności biologicznej do 2030 r.

20 maja b.r. roku Komisja Europejska opublikowała Strategię Różnorodności Biologicznej w UE do 2030 r. Dokument ten zapowiada odbudowę różnorodności biologicznej Europy z uwzględnieniem potrzeb ludzi, klimatu i planety. Opisana w nim strategia zakłada m.in. objęcie ochroną co najmniej 30 proc. należących do Europy lądów – i tyleż mórz, a także odtworzenie zdegradowanych ekosystemów lądowych i morskich.

Są też plany dotyczące ochrony pozostałych w UE lasów, m.in. przywracania odporności ekosystemów leśnych. Strategia zobowiązuje do ścisłej ochrony lasów pierwotnych, lasów zbliżonych do naturalnych i bardzo starych. Lasy tego rodzaju, jak choćby Puszcza Białowieska, Karpacka czy lasy w północno-zachodniej części Szwecji (które w niewielkim stopniu uległy zrębom zupełnym, wprowadzonym w Szwecji w latach 50. i 60. XX w), stanowią zaledwie 0,7 procenta powierzchni lasów Europy. Jedynie 46 proc. ich powierzchni podlega ścisłej ochronie.

Założenia dotyczące ochrony lasów w ramach unijnej strategii skomentowali na łamach „Science” naukowcy z Polski, Niemiec i Szwecji. Inicjatorką tekstu jest dr hab. Nuria Selva z Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie, współautorzy to dr hab. Przemysław Chylarecki z Muzeum i Instytutu Zoologii PAN w Warszawie, prof. Bengt-Gunnar Jonsson z Mittuniversitetet w szwedzkim Sundsvall oraz Szwedzkiego Uniwersytetu Nauk Rolniczych w Umeå oraz Pierre L. Ibisch, profesor ochrony przyrody z Hochschule fur nachhaltige Entwicklung Eberswalde (Niemcy).

Ich zdaniem strategia jest dobrą okazją, by zadekretować skuteczną ochronę lasów, ale program ochrony lasów ma słabe punkty. Po pierwsze – piszą naukowcy w „Science” – unijna strategia pomija potrzebę spójności przestrzennej. „Skuteczność ochrony niewielkich, chronionych skrawków lasu będzie niższa, jeśli w otoczeniu dominować będą intensywne praktyki leśne” – ostrzegają.

„Jeśli ochrona ma się koncentrować wyłącznie na najstarszych fragmentach lasów, takich jak Puszcza Białowieska czy lasy karpackie – to to nie wystarcza, bo są to – kolokwialnie mówiąc – rodzynki rozrzucone w kontekście większego krajobrazu. Sama ochrona `wysepek` nie załatwi problemu. Jeśli chcemy, żeby te stare lasy sprostały zmianom klimatycznym – musimy też chronić ich otoczenie, aby np. zachować spójność, łączność tych cennych fragmentów leśnych” – tłumaczy jeden z autorów opinii, Przemysław Chylarecki.

M.in. dlatego należy zapobiegać budowie dróg przez cenne fragmenty lasów. Powinno się też zapewnić wsparcie dla naturalnego odnawiania i selekcji drzew najbardziej odpornych na ataki owadów czy katastrofy naturalne – postulują naukowcy.

Unijna strategia na lata 2020-2030 zobowiązuje też do przywracania ekosystemów leśnych, jako przykład konkretnego działania proponując posadzenie ponad 3 miliardów drzew.

„To szalenie widowiskowe” – przyznaje prof. Chylarecki. I od razu zastrzega, że może to być zarazem ryzykowne. Unijna strategia nie precyzuje bowiem, jakie gatunki drzew należy sadzić. Tymczasem to ważne – piszą autorzy tekstu w „Science” – zwłaszcza, gdy gospodarka leśna w większości krajów UE w coraz większym stopniu „negatywnie wpływa na funkcjonalność ekosystemów, wprowadzając do nich gatunki egzotyczne”.

W gospodarce leśnej powszechnie uważa się, że gatunki obce, jak np. daglezja, świerk sitkajski czy sosna wejmutka lepiej zniosą przyszłe zmiany klimatu, zachowując zarazem dobrą wydajność (produkcja masy drzewnej). „Ale tego nikt tak naprawdę nie wie, bo gatunki te nie były dotychczas aż tak szczegółowo przebadane!” – zwraca uwagę naukowiec z MiIZ PAN w Warszawie.

Owszem, gatunki te testowano w naszej szerokości geograficznej – mówi. Nie brano jednak pod uwagę wpływu zmian klimatu. Daglezję na ziemie polskie grubo ponad 100 lat temu sprowadzali Niemcy; sprawdzała się pod względem wydajności – podobnie, jak modrzewie japońskie. „Ale to nie zmienia faktu, że nie były one testowane w warunkach zmian klimatu” – zaznacza prof. Chylarecki. – „Nie wiemy też, jak wygląda ich funkcjonowanie w ekosystemie. Kiedy do jakiegoś ekosystemu wprowadzamy nowe gatunki – pochodzące, jak choćby daglezje, z Gór Skalistych – to trudno powiedzieć, w jakie układy wejdą one z rodzimymi grzybami czy owadami traktowanymi w gospodarce leśnej jako szkodniki. To ryzyko”.

Zdaniem autorów publikacji w „Science” zamiast sadzenia drzew, eksperci zajmujący się ochroną przyrody powinni się skoncentrować na ograniczeniu degradacji (a dosłownie: wycinki) i wspieraniu naturalnych procesów odnawiania lasu. Unijna strategia nie uwzględnia bowiem naturalnej, samoczynnej odnowy lasów. Pozostawienie ich samym sobie w celu naturalnej regeneracji prowadzi zwykle do uzyskania większej liczby drzew, do tego – mniejszym kosztem, niż dzięki prowadzeniu nasadzeń. Unijna strategia powinna promować podejście polegające na braku ingerencji – tak, by zabezpieczyć naturalną reakcję ekosystemów na degradację i zmiany środowiska – zwracają uwagę autorzy analizy.

Powołując się na badania borów górskich, zniszczonych przez korniki w Ameryce Północnej, prof. Chylarecki zaznacza, że las odnawiający się spontanicznie po katastrofie naturalnej znosi kolejne kataklizmy (często napędzane zmianami klimatu) dużo lepiej, niż las z nasadzeń.

Już wcześniej ustalono, że atak kornika powoduje dramatyczną zmianę składu genetycznego drzew. „Przeżywają drzewa nieliczne – i takie, które mają określony skład genowy. I właśnie takie osobniki powinno się rozmnażać, szykując kolejne pokolenia dla odnawiającego się lasu. A nie osobniki, które sami wyhodowaliśmy w szkółkach, a które nie przeszły przez sito selekcyjne i za kilka lat dostaną cięgi od kornika” – tłumaczy prof. Chylarecki. – „To bardzo silna selekcja. Jeśli nie pozwolimy jej pracować – a lasom ewoluować w tym wyścigu zbrojeń pomiędzy drzewami a kornikiem – to sami sobie wbijamy gola. Wprowadzamy do lasu na powrót genotypy, które nie zostały poddane tej selekcji naturalnej”.

„Działania na rzecz promowania adaptacji lasów do globalnych zmian i zwiększenia ich odporności powinny bazować na dostępnej wiedzy ekologicznej i wymagać podejścia bardziej złożonego, niż uproszczona strategia nasadzeń” – piszą naukowcy w „Science”.

Dodają, że Strategia Różnorodności Biologicznej w UE do 2030 r. została opublikowana bez dokumentów wykonawczych, dotyczących poziomu UE i krajów członkowskich. „Zakładamy, że nasze uwagi mogą być użyteczne w kontekście przygotowywania listy konkretnych działań, towarzyszących strategii” – mówi prof. Chylarecki. – „Punktem wyjścia całej tej krytyki jest fakt, że Komisja Europejska nie wyciągnęła lekcji z poprzedniej Strategii na rzecz ochrony bioróżnorodności na lata 2010-2020. Ta również była ambitna w założeniach i celach, ale żaden z nich nie został osiągnięty. Pytanie brzmi: dlaczego. Częściowo dlatego, że były to założenia nierealistyczne – i że brakowało konkretów. Dokumenty, które nie wyciągają lekcji z poprzednich edycji, mogą powielać stare błędy. Chcąc chronić lasy w epoce szybkich zmian klimatu, nie możemy sobie pozwolić na stratę kolejnej dekady”.

Więcej na temat ochrony lasów można znaleźć w materiale wideo.

 

PAP – Nauka w Polsce, Anna Ślązak

zan/ ekr/

źródło: www.naukawpolsce.pap.pl




Zielone dachy kontra zanieczyszczenia powietrza

Zielone dachy to umowne określenie systemu biologiczno-inżynierskiego, w którym rośliny uprawiane są na dachach, stropach i tarasach. Mają tam odtworzone warunki gruntowe i są na trwałe związane z konstrukcją budowli.

Zalety zielonych dachów przedstawiła dr hab. Małgorzata Frazik-Adamczyk z Katedry Dendrologii i Architektury Krajobrazu, podczas konferencji poświęconej zanieczyszczeniu powietrza, która odbyła się na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie.

 

Jak przypomniała w swoim opracowaniu dr hab. Frazik-Adamczyk, z początku zielone dachy miały zabezpieczać obiekty przed wpływem czynników atmosferycznych. Obecnie usprawniają one ekologiczne funkcjonowanie miast. Z ich pomocą można walczyć z zanieczyszczeniami powietrza.

 

„W wielu metropoliach w Stanach Zjednoczonych wprowadzono przepisy zobowiązujące do zakładania zielonych dachów w obiektach użyteczności publicznej (w Chicago rozpoczęto realizację od urzędu władz miejskich), a w największych miastach Szwajcarii od 2002 roku istnieje obowiązek zazieleniania wszystkich nowych budynków pokrytych dachem płaskim. Także w Niemczech zielone dachy są ważnym instrumentem polityki podatkowej w kontekście optymalizacji zarządzania wodą opadową” – wylicza badaczka.

 

Zielone dachy są nie tylko ozdobą budowli, ale pełnią wiele funkcji ekologicznych, co przekłada się na znaczne oszczędności. Dach gromadzi nawet połowę wody opadowej, a zasadzona na nim roślinność oczyszcza ją poprzez system korzeniowy i mikroorganizmy glebowe. Na dachach budynków można tworzyć zastępczą przestrzeń życiową dla zagrożonej fauny i flory. Rośliny filtrują powietrze z pyłów i zanieczyszczeń gazowych. Dodatkowo produkują tlen.

 

Konstrukcja poprawia współczynnik izolacji termicznej obiektów. Dzięki temu nie trzeba tak mocno ogrzewać pomieszczeń, co jednocześnie ogranicza emisję toksycznych gazów i zanieczyszczeń pyłowych. W lecie lepiej funkcjonuje pasywne chłodzenie budynku, a bezpośrednio nad powierzchnią zielonego dachu temperatura obniża się nawet o 5 stopni. W ten sposób łagodzone są negatywne skutki tzw. miejskiej wyspy ciepła, m.in. smogu. Mniejsza dzienna różnica temperatur, słabsze oddziaływanie promieniowania ultrafioletowego czy uszkodzeń gradowych na pokrycia dachów nawet dwukrotnie wydłuża trwałość materiałów hydroizolacyjnych i ogranicza zaśmiecanie środowiska.

 

Na świecie najczęściej stosowane są dachy ekstensywne o mniejszych wymaganiach konstrukcyjnych, pielęgnacyjnych, a także niższych nakładach finansowych. Taki trawiasty ekologiczny dach ma pasywna hala sportowa Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie.

 

W Polsce dominują dachy intensywne pokrywające przeważnie obiekty podziemne, głównie parkingi. Za przykład może posłużyć zielony dach Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. Obydwa polskie obiekty uniwersyteckie przyrodnicy wykorzystują także do badań naukowych. Zachowanie bioróżnorodności roślin zbliżonej do siedlisk naturalnych sprzyja ochronie przyrody.

 

„Pomimo tego, że znaczną część powierzchni miasta zajmują dachy, to zielone dachy w Krakowie są nieliczne. Postuluje się, by w ramach polityki energetycznej i ekologicznej miasta zauważono potencjał technologii zielonych dachów, choćby zaczynając symbolicznie kampanię promującą od zielonego zadaszenia wiat przystankowych będących w gestii miasta” – proponuje dr hab. Frazik-Adamczyk. Dodaje, że 50 proc. takiej powierzchni może być zakwalifikowane do powierzchni biologicznie czynnej w rozumieniu przepisów prawa budowlanego.

 

 

PAP – Nauka w Polsce

kol/ mrt/

źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

zdjęcie główne: www.nunoni.com




Domowe sposoby na zdrowe rośliny w donicach

Profesjonalne środki do pielęgnacji roślin w donicach są na wyciągnięcie ręki. Ich wysoka skuteczność wynika ze stosowania syntetycznych składników, nie zawsze przyjaznym naturze. Zobacz, czym je zastąpić:

ricola nuno'ni donice kwadratowe (1)

Źródło: www.makeithome.pl

Największymi bolączkami posiadaczy roślin ozdobnych w donicach są między innymi: szara pleśń, zgnilizna bakteryjna oraz szkodniki: mączniak prawdziwy, mszyce, przędziorki czy też mączliki. Syntetyczne środki służące do ich zwalczania cechuje wysoka skuteczność, którą zwykle osiąga się kosztem naruszenia chwiejnej równowagi ekologicznej.

donice nuno'ni terraform.pl

Źródło: www.makeithome.pl

Aby uniknąć szkód wynikających ze stosowania chemicznych substancji, a jednocześnie móc cieszyć się zdrowymi roślinami we wnętrzach, wystarczy sięgnąć po „babcine rozwiązania”. Prawdopodobnie najbardziej skuteczne, bezpieczne dla roślin, jak i domowników środki, znajdują się w Twojej  kuchni!

donica etima nunoni terraform.pl

Źródło: www.makeithome.pl

Domowe sposoby na zdrowe rośliny to:
  • Czosnek – to naturalny antybiotyk, który działa zbawiennie zarówno na człowieka, jak i rośliny doniczkowe. Wystarczy umieścić kilka ząbków w glebie, by zwalczyć szkodniki: przędziorki, tarczniki oraz mszyce, a także choroby pochodzenia grzybowego i bakteryjnego. Godny uwagi jest zabieg obejmujący podlewanie roślin wywarem w proporcjach: pół ząbka czosnku na cztery szklanki wody.

jak dbać o rośliny w donicach (4)Źródło: www.pixabay.com

  • Jeśli domowe rośliny doniczkowe cierpią przez niesforne czworonogi, użyj pieprzu. Rozsypany wokół donicy kwiatowej zniechęci koty i psy do ich podgryzania. To bezpieczny środek, który nie zaszkodzi zwierzakom, domownikom ani samym roślinom.

jak wybrać donice dla biur donice terraform

Źródło: www.makeithome.pl

  • Gleba w donicy będzie pulchniejsza i bogatsza w tlen, gdy wzbogacisz ją o fusy z herbaty i kawy. Zawierają one potas, który wspiera rozwój roślin i chroni przed muszkami. Płynnych pozostałości po herbacie nie warto wyrzucać, ponieważ nawet pozornie bezużyteczne „zlewki” sprawdzą się jako antidotum na mszyce.

jak dbać o rośliny w donicach (5)Źródło: www.pixabay.com

  • Doskonałym źródłem węglanu wapnia i azotu są skorupki z jajek. Wystarczy zalać je wodą i odstawić na 2-3 tygodnie, a uzyskaną w ten sposób miksturę stosować do podlewania roślin. Można też drobno rozgniecione skorupki wymieszać z ziemią – nigdy jednak nie stosuj tego sposobu w przypadku roślin wymagających podłoża o kwaśnym odczynie.

jak dbać o rośliny w donicach (2)Źródło: www.pixabay.com

  • Żyzna ziemia to podstawowy warunek dla zdrowych roślin. Nawet podłoże niższej jakości można jednak wzbogacić, i to niewielkim kosztem! Wystarczy najzwyklejszy popiół z kominka (najlepiej z drewna liściastego, nigdy ze spalania tworzyw sztucznych lub makulatury!). Pamiętaj, że pozostałości ze spalania drewna zawierają nawet 10% potasu, niemal 4% fosforu i aż 35% wapnia – to skład godzien najlepszego syntetycznego środka do pielęgnacji roślin.

rośliny w donicachŹródło: www.pixabay.com

  • Soda oczyszczona połączona z olejem i wodą pozwala zlikwidować mączniki, roztocza, a także mszyce. Stwórz roztwór w proporcjach: 1 łyżeczka sody, 1/3 szklanki oleju, 1 szklanka wody i spryskuj nim kwiaty.

jak dbać o rośliny w donicach (1)Źródło: www.pixabay.com

  • Drożdże spożywcze to stary i sprawdzony sposób na zdrowe włosy, paznokcie i cerę. Równie dobrze wpływa na kondycję roślin doniczkowych. Ze względu na ich właściwości wymieszaj je z odrobiną wody i używaj jak zwyczajny nawóz.

Źródło: www.terraform.pl

  • Rośliny o dużych liściach pokrytych woskiem odzyskają blask, gdy przetrzesz je… piwem lub majonezem wymieszanym z odrobiną wody. Dodatek mydła sprawdza się z kolei jako sposób na tarczniki, mszyce oraz wełnowce – po użyciu mydła pamiętaj, by następnego dnia spłukać je czystą wodą.

 

Zainteresowałeś się donicami z tego wpisu? Znajdziesz je tutaj – www.makeithome.pl




Adoptuj pszczołę… dla klimatu! Ruszyła siódma edycja akcji Greenpeace

Ruszyła siódma edycja akcji społecznej Greenpeace – Adoptuj Pszczołę. Tym razem organizacja chce zająć się owadami zapylającymi w kontekście kryzysu klimatycznego i jego skutków. 

Adoptuj Pszczołę to odbywająca się corocznie od 2013 roku akcja Greenpeace, której celem jest budowa Polski przyjaznej pszczołom. Wszyscy mogą wziąć udział w akcji poprzez dokonanie wirtualnej „adopcji” na stronie adoptujpszczole.pl. Dzięki adopcjom Greenpeace realizuje zadania, które pozwalają chronić pożyteczne owady zapylające. W tym roku po raz pierwszy będą to działania związane ze skutkami kryzysu klimatycznego.

 

 Kryzys klimatyczny zagraża nie tylko ludziom. Jego ofiarami są również rośliny i zwierzęta, a w sposób szczególny widać to na przykładzie owadów zapylających. Nawet w naszym kraju obserwujemy już teraz skutki kryzysu klimatycznego, takie jak ulewne deszcze, upały i susze. Szkodzą one pszczołom i przyczyniają się do osłabienia ich populacji. Musimy działać razem, by z jednej strony minimalizować negatywne skutki trwającego kryzysu, a z drugiej – zapobiec katastrofie klimatycznej, która zagraża całym ekosystemom  mówi Dominika Sokołowska z Greenpeace Polska, koordynatorka akcji.

 

W poprzednich latach Greenpeace wraz z dziesiątkami tysięcy uczestników akcji Adoptuj Pszczołę m.in. postawił sto hoteli dla zapylaczy w kilkunastu miastach Polski, odtworzył zniszczoną przez pestycydy populację pszczół w miejscowości Przyczyna Dolna, przeprowadził badania nad kondycją zapylaczy oraz stworzył Narodową Strategię Ochrony Owadów Zapylających  plan działań, który ma doprowadzić do zbudowania Polski przyjaznej pszczołom.

 

 Coraz częściej mówi się o problemach, jakie kryzys klimatyczny stwarza dla populacji owadów na całym świecie, co w oczywisty sposób wpływa również na nasze zdrowie i bezpieczeństwo żywnościowe. Nawet
w naszym kraju widzimy już zmiany w zasięgach występowania niektórych zapylaczy. Z kolei anomalie w cyklu pór roku sprawiają, że pszczoły mogą wylatywać na łąki, na których jeszcze nie ma wartościowych kwiatów. Upały, susze, łagodne zimy i ulewne deszcze – to wszystko ma kolosalny wpływ na to, ile wartościowego jedzenia mają pszczoły do dyspozycji, jak przeżywają zimę, ile mają siły na swoją ciężką pracę. Dane, które przedstawiają naukowcy, nie nastrajają pozytywnie, dlatego potrzebujemy wspólnych i zdecydowanych działań, by powstrzymać katastrofę klimatyczną
  dodaje Dominika Sokołowska.

Adoptuj pszczołę 7 from Greenpeace Polska on Vimeo.
 

W ramach tegorocznej akcji Adoptuj Pszczołę Greenpeace razem z naukowcami zaktualizuje Narodową Strategię Ochrony Owadów Zapylających tak, aby w jeszcze większym stopniu uwzględniała przeciwdziałanie negatywnym dla zapylaczy skutkom zmian klimatu. Stworzy również, we współpracy z wybranym miastem, modelowe rozwiązanie dla miejskiej przyrody  możliwy do replikowania w innych miejscach miejski ogród przyjazny ludziom i pszczołom, który pozwoli lepiej chronić nas i owady zapylające przed niebezpiecznie zmieniającym się klimatem. Ale przeciwdziałanie skutkom nie wystarczy: musimy również wyeliminować przyczynę zmian klimatu, a w polskich warunkach jest nią przede wszystkim energetyka oparta na węglu. Dlatego dzięki adopcjom Greenpeace będzie jeszcze skuteczniej działać na rzecz sprawiedliwej transformacji i odejścia od spalania paliw kopalnych, a w rezultacie powstrzymania katastrofy klimatycznej  również dla pszczół i całej dzikiej przyrody.

 

 

źródło: greenpeace.org

więcej o akcji: adoptujpszczole.pl

zdjęcie główne: elements.envato.com




Pszczoły lubią miasto - miasto lubi pszczoły

Pszczoły lubią miasto – miasto lubi pszczoły

Miasta są przyjaznym środowiskiem dla pszczół; jest w nich cieplej niż na wsi, mają także bogatą roślinność, jest dużo parków i drzew; miejskich pszczół nie trzeba się bać, bo pszczelarze dbają o to, by hodować łagodne odmiany – mówi PAP pszczelarz, opiekun pasieki na dachu Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego ks. Tomasz Gałuszka.

„Pszczoły mają w mieście bardzo dobre warunki do życia” – zapewnił ks. Tomasz Gałuszka, który opiekuje się pasieką na KUL. „W mieście jest bardzo bogata roślinność, jest dużo parków, mnóstwo lip, akacji, różnych krzewów, po których pszczoły latają i przynoszą nektar i pyłek do ula. W mieście jest cieplej, niż na wsi, tutaj przyroda wiosną szybciej budzi się do życia, rośliny zaczynają kwitnięcie wcześniej” – dodał pszczelarz. Zapewnił, że pszczoły hodowane w mieście nie zagrażają ludziom. „Od wielu lat pszczelarze troszczą się o to, by praca przy pszczołach dawała zadowolenie, by nie trzeba było się przebierać w specjalne stroje ochronne. Pszczoły są selekcjonowane, wybiera się takie, które są łagodne, można do nich iść bez lęku” – podkreślił ks. Gałuszka.

 

Pszczelarz zaobserwował, że w krótkim czasie pszczoły przygotowały bardzo dużo miodu. „Widać, że są zdrowe, nie ma padłych pszczół przed ulami, owady pracują, co potwierdza, że czują się tu dobrze. Miód będzie poddany szczegółowej analizie, ale widać, że jest zdrowy” – powiedział ks. Gałuszka po spróbowaniu pierwszej partii miodu. Jego zdaniem, „pszczoła nawet, gdyby metale ciężkie były w powietrzu, nie odkłada ich do miodu. To jest pierwsza zasada, one jej szkodzą, ale nie przedostają się do miodu. Co innego jest na wsi, gdzie jest mnóstwo chemii, mnóstwo oprysków stosowanych przez rolników. Niestety, ale pszczoły przez to i giną, i w pewnym stopniu chemia przedostaje się do miodu”.

 

Dzięki hodowli pszczół na dachu, KUL chce m.in. promować się własnym miodem. „Pszczoły bardzo dobrze czują się na naszym dachu. KUL chce promować pszczoły w mieście. To nie tylko pożytki związane z nowym gadżetem naszej uczelni, ale przede wszystkim promowanie postaw proekologicznych. To próba zainstalowania pożytecznego owada w naszym mieście ufam, że ta idea będzie się rozwijać” – powiedział rektor KUL ks. prof. Antoni Dębiński.

 

Pszczoły to nie tylko miód, to przede wszystkim owady zapylające. Ks. Gałuszka zwraca uwagę na to, że rośliny zapylane np. pomidory mają więcej nasion w porównaniu z tymi, które są uprawiane w szklarniach. Uczelnia planuje utworzenie kolejnej pasieki na dachu jednego z akademików, organizuje spotkania przybliżające zalety i warunki trzymania pszczół w warunkach miejskich. Trzymanie pszczół w śródmieściu Lublina do niedawna było zabroniona, podobnie jak hodowla innych zwierząt gospodarskich. W maju tego roku rada miasta zmieniła „Regulamin utrzymania czystości i porządku” i wprowadziła przepisy, które dopuszczają trzymanie łagodnych pszczół w centrum, ale jedynie przez instytucje edukacyjne.

 

Dyrektor Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego w Lublinie, Marta Smal-Chudzik, powiedziała, że w przyszłości niewykluczone jest dalsze złagodzenie przepisów, by pszczół w mieście mogło być więcej. „Takie są światowe trendy, chcemy iść za nimi” – zapewniła. „To pierwszy krok, zmierzający do tego, by mieszkańców oswoić z tym, że pszczoły są hodowane w mieście. Trzeba zacząć od działań edukacyjnych i informacyjnych. Będziemy obserwować, na ile mieszkańcy są zainteresowani i rozumieją potrzeby w tym zakresie. Poczekamy na reakcje, nie wykluczamy takiej możliwości, aby później jeszcze zliberalizować regulamin. Jesteśmy otwarci na dalsze rozwiązania, by miasto było proekologiczne i tworzyło warunki sprzyjające bytowaniu pszczół” – powiedziała Smal-Chudzik. (PAP)

 

Zajrzyj na stronę, na której będziesz mógł na żywo śledzić „wydarzenia” z pszczelej pasieki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego – klik

 

źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

zdjęcie główne: www.elements.envato.com




Kampania „Wrzucam nie wyrzucam”

Trendy proekologiczne mają się coraz lepiej. I nic dziwnego, rośnie bowiem świadomość społeczeństwa i poczucie odpowiedzialności za to, co pozostawimy kolejnym pokoleniom. Chcesz zadbać o naszą planetę? Przeczytaj!

Unijne przepisy, m.in. znowelizowana dyrektywa ramowa o odpadach oraz dyrektywa w sprawie zmniejszenia wpływu niektórych produktów z tworzyw sztucznych na środowisko nakładają na Polskę konkretne obowiązki:
● w 2020 r. – 50 proc., a w roku 2035 – 65 proc. odpadów komunalnych musimy poddać recyklingowi,
● w 2025 r. – 65 proc., a w roku 2030 – 70 proc. odpadów opakowaniowych musimy poddać recyklingowi,
● do 2025 r. musimy objąć selektywną zbiórką odpadów 77 proc. butelek wykonanych z tworzyw sztucznych, a do 2030 aż 90 proc.,
● każda butelka z tworzywa sztucznego musi zawierać 25 proc. materiałów pochodzących z recyklingu do 2025 r., a do 2030 r. – 30 proc.

 

Za niezrealizowanie tych obowiązków grążą nam sankcje unijne. Ponadto kary mogą zostać nałożone na samorząd oraz przedsiębiorstwa, które sprzedają swoje produkty w opakowaniach. Już teraz szacuje się, że większość miast w Polsce nie zdąży osiągnąć 50% progu recyklingu odpadów komunalnych w 2020 roku. Podobnie producenci mogą mieć duże problemy z zebraniem wymaganej ilości i jakości odpadów opakowaniowych, w tym butelek po napojach.
Czy istnieje rozwiązanie wspierające wprowadzenie tych założeń?

Tak. To wprowadzenie w Polsce obowiązkowego systemu kaucyjnego na opakowania po napojach: zarówno dla jednorazowych z tworzyw sztucznych, metalu i szkła, jak i dla zwrotnych opakowań szklanych i plastikowych. Z tego
rozwiązania skorzystało już 10 państw europejskich: Chorwacja, Dania, Estonia, Finlandia, Holandia, Islandia, Litwa, Niemcy, Norwegia i Szwecja, a kolejne pracują nad jego wdrożeniem: Austria, Francja, Łotwa, Słowacja, Wielka Brytania.

Dobrze zaprojektowany system kaucyjny jest kwestią indywidualną każdego kraju, a jego wprowadzenie wymaga czasu i szerokiej kampanii Informacyjnej. Daje on gwarancję na zrealizowanie obowiązków nałożonych przez dyrektywy unijne, czyli przekazania do powtórnego wykorzystania i recyklingu wymaganej ilości zużytych opakowań oraz zmniejszenia opłat ponoszonych przez mieszkańców za zagospodarowanie odpadów.

 

Mimo tak wielu przykładów, nie istnieje jednolity system, który można wprost skopiować w Polsce. Jednakże wszystkie dotychczas wprowadzone rozwiązania mają wiele wspólnych i uniwersalnych cech, które powinny być podstawą wdrażania go w naszym kraju. System taki powinien być:
♻ Zorganizowany w oparciu o ustawowo ustanowiony system rozszerzonej odpowiedzialności producenta
♻ Obowiązkowy dla wszystkich producentów i importerów napojów w opakowaniach jedno- i wielorazowych z tworzyw sztucznych, szkła i metali
♻ Scentralizowany: zorganizowany i finansowany przez producentów i importerów napojów oraz działający na zasadach non for profit
♻ Z ustawowo regulowaną wysokością kaucji oraz wymaganym poziomem zbiórki, odzysku i recyklingu opakowań
♻ Zautomatyzowany dla dużych sklepów oraz manualny dla małych, w zależności od liczby opakowań zbieranych w danej jednostce handlowej.

Jak działa taki system?

System kaucyjny dla opakowań jedno i wielorazowych – podstawowe informacje:
♻ Każdy producent lub importer musi przystąpić do systemu i uiścić określoną opłatę administracyjną jego operatorowi za wprowadzoną ilość napojów w opakowaniach.
♻ Na każdy sprzedawany produkt w butelce szklanej, plastikowej lub w puszce jest nałożona kaucja, w wysokości około 10 eurocentów. Każdy kraj sam decyduje o wysokości kaucji, dlatego w Niemczech ta wartość to minimum 25 eurocentów.

♻ Sklepy mają ustawowy obowiązek naliczania kaucji przy sprzedaży napojów oraz przyjmowania opakowań po napojach i zwrotu doliczonej przy ich sprzedaży kaucji.
♻ Sklepy, które za usługi oferowane w systemie kaucyjnym otrzymują opłatę manipulacyjną, mogą zainstalować u siebie automaty do odbioru opakowań i wydawania kaucji – najczęściej są to obiekty o powierzchni powyżej 250 metrów kwadratowych.
♻ Sprzęt do automatycznego odbioru i sortowania opakowań może być udostępniany sklepom nieodpłatnie. W systemie kaucyjnym punkty zbiórki mogą być zautomatyzowane lub ręczne w zależności od ilości opakowań zbieranych w danym punkcie w okresie miesiąca.
♻ Klient wrzucając butelkę lub puszkę do automatu, otrzymuje paragon, który uprawnia do odebrania równowartości kwoty podanej na paragonie lub wydania jej na zakupy w tym sklepie.

♻ Operator regularnie odbiera od sklepów opakowania, przekazując je recyklerom. Ten sam operator rozlicza handlowców i przedsiębiorców z wpłaconych i wypłaconych kaucji.
♻ Koszty systemu kaucyjnego pokrywane przez producentów i importerów opakowań obejmują także opłatę manipulacyjną dla sprzedawców, logistyki i transportu.

♻ Wśród przychodów systemu można wymienić wpływy z nieodzyskanej kaucji oraz wpływy ze sprzedanych surowców. Systemy kaucyjne powinny działać na zasadzie non for profit, co oznacza że to, czego nie udało się sfinansować z przychodów, uzupełniają producenci.

System zbiórki opakowań jednorazowych

System zbiórki opakowań wielokrotnego użytku wygląda bardzo podobnie, najczęściej punkty zbiórki opakowań jedno- i wielorazowych obsługuje jeden automat, a operator systemu rozlicza obydwa rodzaje opakowań. Opakowania zabierane są ze sklepu bezpośrednio do producenta. Ten oczyszcza je z zabrudzeń i powtórnie napełnia.
Szklane opakowania wielokrotnego użytku mogą być używane nawet 50 razy, a plastikowe 15, zanim ostatecznie trafią do recyklingu.

Dotychczas wprowadzone systemy kaucyjne nie uwzględniają opakowań wielomateriałowych – tzw. „kartonów”, wykonanych w rzeczywistości z 6 warstw papieru, folii plastikowej i aluminiowej. Ich zbiórka w systemie kaucyjnym jest rozważana przez kilka krajów. Opakowania te powinny być przynajmniej objęte odpowiednią opłatą produktową, która uwzględnia ich jednokrotne wykorzystanie i wysokie koszty przetwarzania.

 

ZALETY SYSTEMU KAUCYJNEGO
Nie więcej niż 40 proc. opakowań wyrzucanych w Polsce trafia do selektywnej zbiórki i późniejszego zagospodarowania. Dla porównania, w krajach takich jak Niemcy czy Litwa, gdzie opakowania po napojach są objęte kaucją, poziom ich zbierania sięga 90 proc.!, czyli tyle, ile według przepisów unijnych powinniśmy osiągnąć do 2030 roku. Również wartość materiału zbieranego w systemie kaucyjnym jest wyższa nawet o 85 proc., z uwagi na mniejszy stopień zabrudzenia i mniejsze koszty odzysku.

 

TAK dla gospodarki o obiegu zamkniętym
Jednym z narzędzi, jakimi Europa walczy z problemem odpadów jest dyrektywa w sprawie zmniejszenia wpływu niektórych produktów z tworzyw sztucznych na środowisko, która wymaga miedzy innymi aby do 2030 r. 90 proc. plastikowych opakowań PET zostało poddanych recyklingowi. Pozwoli to na racjonalne wykorzystanie zasobów które mamy, pozostawiając je w gospodarce tak długo, jak jest to możliwe, przy równoczesnym zredukowaniu ilości wytwarzanych odpadów.

 

TAK dla opakowań wielokrotnego użytku
Organizacje pozarządowe postulują, aby docelowo co najmniej 70 proc. opakowań wprowadzanych na rynek było wielokrotnego użytku. Zastąpienie jednorazowych butelek plastikowych oraz puszek butelką szklaną wielokrotnego użytku o tej samej pojemności powoduje zmniejszenie emisji CO2 odpowiednio do 1,6 i do 2 razy.

 

TAK dla zielonych miejsc pracy
Świat stawia na wspieranie nowych ekologicznych technologii, na redukcję gazów cieplarnianych oraz ilość produkowanych odpadów. Podczas wszystkich tych działań powstają „zielone miejsca pracy”. Takie może stworzyć system kaucyjny, zarówno w sektorze produkcji opakowań, jak ich zbiórki, doczyszczania i recyklingu.

 

TAK dla czystego środowiska
Z problemem zaśmiecenia ulic, parków, lasów czy rzek, boryka się większość miejscowości w Polsce – aż 50% śmieci stanowią opakowania po napojach. We wszystkich krajach posiadających system kaucyjny zaszła wyraźna, pozytywna
zmiana w kwestii czystości przestrzeni publicznej. Dzięki systemowi kaucyjnemu redukujemy również liczbę odpadów, które trafiają do altan śmietnikowych. Wraz z wejściem nowych przepisów zobowiązujących mieszkańców gmin do segregacji na 5 frakcji, okazało się, że brakuje miejsca w śmietnikach. Teraz opakowania po napojach trafią do punktów zbiórki w obiektach handlowych.

 

TAK dla dobrych nawyków Polaków
Badania pokazują, że system kaucyjny na opakowania po napojach kształtuje postawy Europejczyków, którzy przywiązują większą wagę do segregacji wszystkich odpadów. 94 proc. Polaków popiera wprowadzenie kaucji, a 71 proc. deklaruje, że chodziłoby do butelkomatów – wynika z badania Kantar, przeprowadzonego na zlecenie Gazety Wyborczej w 2019 roku.

 

DOBRY PRZYKŁAD:
Litwa. Sprawdzamy działanie systemu kaucyjnego Jednym z najnowszych systemów kaucyjnych w Europie jest ten znajdujący się na Litwie. Został on wprowadzony w 2016 r., w efekcie czego 90 proc. opakowań po napojach jest tam poddawanych recyklingowi. Obsługą systemu zajmuje się konsorcjum, powołane przez producentów napojów oraz jednostki handlowe. Litwa może pochwalić się 900 automatami, do których można wrzucać plastikowe i szklane butelki oraz metalowe puszki. Za wymienione opakowania otrzymuje się paragon, który pozwala na rozliczenie za inny towar w tym samym sklepie lub jest podstawą do wydania odpowiedniej należności (kaucja na poziomie 40 groszy). Obecnie, po trzech latach funkcjonowania systemu, dziewięć z dziesięciu opakowań wraca do systemu właśnie poprzez automaty. W ciągu pierwszych pięciu miesięcy Litwini oddali tak do skupu 130 mln opakowań – o połowę więcej, niż szacowano*

 

ORGANIZATOR KAMPANII:
Organizatorem kampanii jest Polskie Stowarzyszenie Zero Waste, które zajmuje się promocją bezodpadowego stylu życia. Wśród naszych projektów znajdziecie akcję #zwłasnymkubkiem, torby bumerangi, warszawską kawiarenkę naprawczą oraz Festiwal Zero Waste.

Link do o petycji do Ministerstwa Środowiska na rzecz wprowadzenia obowiązkowego systemu kaucyjnego na opakowania po napojach – klik.

www.facebook.com/PolskieStowarzyszenieZeroWaste
www.zero-waste.pl

*Źródło informacji: L24.lt

Źródło: informacja prasowa organizatora.




Holandia: 316 przystanków pokryło się łąką

Według statystyk w Holandii żyje aż 358 gatunków pszczół. Niestety ponad połowa z nich jest zagrożona wyginięciem. Lokalne władze dostrzegły problem i wprowadziły ciekawe rozwiązania: przyjazne gatunkom zapylającym przystanki autobusowe.

Włodarze Utrechtu dostrzegli w przystankach autobusowych nowy potencjał.  Aby zredukować skalę wymierania pszczół i trzmieli, postanowili nasadzić na płaskich dachach przystanków… łąki kwietne.

źródło: www.brightvibes.com

Nasadzenia wspierają lokalne populacje zapylaczy, stanowiąc dla nich miniaturę prawdziwej łąki. Co więcej, rośliny pomagają wychwytywać drobny pył, przyczyniając się do oczyszczania powietrza w bezpośrednim sąsiedztwie ulic.

Najnowsza „zielona” inwestycja w Utrechcie ma również wspierać mieszkańców w walce z problemami klimatycznymi. Chłonąc wodę deszczową, redukuje zagrożenie podtopieniami, a także wpływa na zmniejszenie temperatury otoczenia (więcej na temat tak zwanych „wysp ciepła” przeczytasz tutaj – klik).

źródło: www.brightvibes.com

Zielone przystanki to nie jedyna tego typu inicjatywa w Utrechcie. W najbliższych latach urzędnicy planują zastąpić tradycyjne autobusy elektrycznymi, a także zainstalować na przystankach autobusowych panele słoneczne. Jeszcze przed 2028 roku flota miejskich pojazdów ma być całkowicie neutralna pod względem emisji dwutlenku węgla.

Czy podobna inwestycja przyjmie się w Polsce? A może w Waszej okolicy już powstały podobne rozwiązania, które mają chronić przyrodę i zdrowie mieszkańców? Koniecznie dajcie znać!

źródło: www.brightvibes.com

Więcej informacji: klik

 

 




Krokodyle łzy?

Dziś o emocjach, świecie przyrody i… nieco o sztuce. Wszystko w wydaniu „maxi” i ogromnej skali – bo i przedsięwzięcie jest niemałe, a na dodatek obejmuje działania wpływające przyszłość kolejnych pokoleń!

„Płacz zwierząt” to najnowsza seria instalacji artystycznych – zdjęć, których cel jest inny niż większość tego typu przedsięwzięć. Poza rolą czysto estetyczną, wizualną, ma ona jeszcze jedno, znacznie ważniejsze zadanie. Julien Nonnon – twórca street artu, o którym pisaliśmy już tutaj – klikchciał w nietypowy sposób zwiększyć świadomość na temat wymierania najbardziej majestatycznych  górskich stworzeń. To wołanie o pomoc!

Zobaczcie, jak pracował Julien:

 

Dzięki krótkotrwałej, przemijającej naturze przedstawień zwierząt, uzyskanej przez silny projektor, autor chciał podkreślić zagrożenia, z jakimi zmagają się te piękne zwierzęta w swoim środowisku. Sylwetki wyświetlane są nocą, w ogromnym powiększeniu, na tle oryginalnych, naturalnych siedlisk.

źródło: www.juliennonnon.com

„Planuję wyświetlić więcej zdjęć zagrożonych wyginięciem zwierząt w kolejnych częściach świata. Na przykład lwy w górach Atlas, wymarłe w 1950 roku, pumy w Kalifornii (których wymieranie zostało potwierdzone kilka miesięcy temu), a także goryle w rejonie Wielkich Jezior – ich wymieranie zostało przyspieszone przez konflikty i wycinki lasów. Poprzez pryzmat mojej sztuki chcę też inspirować do spotkań lokalnych społeczności z interesariuszami, które mogłyby wpłynąć na ochronę środowiska i zwierząt, a także zachęcać młodzież do działań na rzecz ich własnej przyszłości”.

– zaznacza Julien Nonnon

źródło: www.juliennonnon.com

Więcej informacji na stronie: www.juliennonnon.com

źródło: www.juliennonnon.com