Nowa Zelandia: mieszkańcy dla przestrzeni publicznej

Nowa Zelandia, choć bardzo odległa, nie różni się znacznie od europejskich krajów. Jej miasta zmagają się z podobnymi wyzwaniami – potrzebą ożywienia przestrzeni publicznych kolorami i nadania im wyjątkowego charakteru. 

Próba odpowiedzi na powyższe wątpliwości była początkiem dla programu Keep New Zealand Beautiful (KNZB – w wolnym tłumaczeniu: „Spraw, by Nowa Zelandia była piękna”).

Założenia programu obejmują między innymi edukację na temat gospodarki odpadami i ich recyklingu. To również dążenie do upiększania okolicy przez usuwanie szpecących malunków oraz uprzątanie zaniedbanych i zapomnianych zakątków. Do udziału zaproszono wszystkich chętnych: od uczniów szkół, poprzez całe rodziny czy lokalne społeczności.

Jednym z najbardziej efektownych założeń programu jest jednak „kolorowanie” miast poprzez tworzenie nowych, artystycznych murali. Mieszkańcy chcący mieć swój wkład w kreowanie krajobrazu miast, mogą „wziąć na warsztat” między innymi skrzynie elektryczne – elementy przestrzeni, bez których nie sposób funkcjonować, a które nie zawsze zachwycają estetyką.

Nowe malunki na nowozelandzkich skrzyniach elektrycznych wyglądają wspaniale! Każdy z nich to małe dzieło sztuki, które jest dostępna dla każdego przechodnia. Mamy nadzieję, że i w Polsce przyjdzie nam podziwiać tego typu prace.

A może podobna akcja odbywa się w już Waszej okolicy? Dajcie znać, chętnie opiszemy ją na blogu.

 

zdjęcia: www.chorus.co.nz/blog/cabinet-art-gallery

więcej o programie Keep New Zealand Beautiful: www.knzb.org.nz




Ale sztuka! Street art wtapia się w miasto

Jeszcze do niedawna street art nie cieszył się najlepszą opinią… Do czasu! Od kiedy za sztukę ulicy „wzięli” się prawdziwi artyści, nasze miasta nie tylko przestały być szpecone przez niskiej jakości malunki, to wręcz wypiękniały!

źródło: www.instagram.com/cosimocheone/

Cosimo Cheone Caiffa ma swój własny przepis na niezwykłą przestrzeń miejską. W swoich pracach łączy grafitti z architekturą, w kreatywny sposób wykorzystując jej formę. Puste ściany pokrywają się trójwymiarowymi obrazami, które wtapiają się w okolicę. Nas najbardziej zachwyciła postać tworząca „zebrę” – przejście dla pieszych. A która z prac Cosimo Cheone Caiffa najbardziej przykuła Wasze spojrzenia? Koniecznie dajcie znać!

źródło: www.instagram.com/cosimocheone/

zobacz więcej zdjęć artysty:

źródło: www.instagram.com/cosimocheone/




Najbardziej zaczytany mural w Europie

W tej okolicy każdy mól książkowy poczuje się jak w domu. Otoczenie nie dość, że miłe dla oka, to jeszcze inspirowane największymi dziełami literatury istnieje i znajduje się w Utrechcie!

Źródło: www.instagram.com/janisdeman/

Artyści uliczni tworzący pod pseudonimami Jan Is De Man i Deef Feed zwarli siły, by stworzyć coś naprawdę wyjątkowego, a na dodatek w skali XXL. Tak właśnie powstała przestrzeń, z którą mogą identyfikować się mieszkańcy…

Źródło: www.instagram.com/janisdeman/

Trójwymiarowy mural można obecnie podziwiać na jednym z budynków w Utrechcie (Holandia). Rozpościera się na przestrzeni całej ściany i przedstawia półki pełne najróżniejszych książek. Obraz prezentuje się na tyle realistycznie, że aż chce się sięgnąć po jedną z nich!

Źródło: www.instagram.com/janisdeman/

Zobaczcie więcej prac, jakie w przestrzeni miejskiej stworzył Jan Is De Man: klik




Uwaga, słoń w metrze!

Żyjemy coraz szybciej i coraz intensywniej. Czasami wpadamy przez to w nudną, szarą rutynę. Też Wam się to zdarzyło? Zajrzyjcie do wpisu z niezwykłymi ujęciami, a dzień stanie się bardziej kolorowy!

Rzucić wyzwanie logice, pobudzić kreatywność – to główne założenia, którym przyświecało stworzenie tej niesamowitej kolekcji zdjęć. Malajczyk Zulkarnain Ismail pracował – jak wielu współczesnych twórców – w oparciu o technologie komputerowe, jednak wszystko zaczyna się w jego pełnej pomysłów głowie…

źródło: instagram.com/en.ps/

W zdigitalizowanym świecie podróż przez wyimaginowane światy nie przysparza już żadnych trudności, a granica między rzeczywistością a fikcją staje się wręcz umowna. Porzućmy więc utarte schematy i pomyślmy przez chwilę „poza pudełkiem”:

źródło: instagram.com/en.ps/

Zulkarnain Ismail podsuwa nam mnóstwo inspiracji – jego fotomanipulacje czerpią zarazem ze świata natury, jak i zwyczajnego, codziennego życia. Tak właśnie powstają zaskakujące kompozycje, na których jednocześnie możecie dojrzeć i wielkiego słonia, i podróżujący metrem tłum!

źródło: instagram.com/en.ps/

Zobaczmy świat oczami kreatywnego fotografika – zbiór najciekawszych prac znajdziecie poniżej, a po więcej zapraszamy do serwisu Instagram: klik.

źródło: instagram.com/en.ps/




Gdy drzewo nosi szalik… Miejscy partyzanci w natarciu

…gdy słupki drogowe ubierają czapki, gdy miejskie donice „same” wypełniają się kwiatami, a (pozornie opuszczone) publiczne rabaty pięknieją… Coś się dzieje!

Za tego typu akcjami stoją partyzanci. Ich orężem nie jest broń palna ani nawet siła fizyczna. Nic z tych rzeczy! Co prawda „ogrodowa partyzantka” (ang. guerilla gardening) nawiązuje do walki, to jest to walka o naturę, a konkretniej: naturę w „miejskim” wydaniu i maksymalne zwiększenie jej zasięgu. To, co wyróżnia ogrodowych partyzantów, to działanie wyłącznie na „ziemi niczyjej” – w przestrzeniach zapomnianych, porzuconych przez właściciela bądź bez prawnie ustalonej własności. To właśnie przydrożne rabaty, stare, zapomniane donice i pojemniki na rośliny stoją w centrum zainteresowania tej niezwykłej, społecznej armii.

Światowy trend

 „Ogrodowa partyzantka” zyskuje popularność na całym świecie. Mieszkańcy miast podejmują społeczne inicjatywy, których celem jest poprawienie estetyki okolicy bądź zwrócenie uwagi włodarzy na zagospodarowanie lokalnej zieleni (czy też jego brak). To również głos w dyskusji o zwiększanie obszarów zadrzewionych (parków, skwerów). Coraz częściej działalność typowo „partyzancka”, jednorazowa, przekształca się w długofalowe, sformalizowane przedsięwzięcia – więcej na temat tak zwanych ogrodów społecznych przeczytacie tutaj – klik. Tego typu miejsca nie tylko scalają lokalną społeczność pod wspólnym hasłem, ale także poprawiają estetykę okolicy, a nawet pełnią rolę edukacyjną, dając mieszkańcom szansę na naukę uprawy własnych warzyw. I to wszystko w centrum miejskiej dżungli!

Jak działają ogrodowi partyzanci?

Nie noszą mundurów ani broni – to już pewne. Najczęściej są to zwyczajni ludzie, zupełnie tacy jak Ty i ja! Działają w nieformalnych grupach, spontanicznie, by „odzyskać” zaniedbane przestrzenie i tchnąć w nie nowe życie. Przykład – twórczość Zielonogórskiego Towarzystwa Upiększania Miasta, które zazieleniało zaniedbane rabaty, lub Saskie Trykoty – stołeczną formację, która „przebiera” małą (i dużą!) infrastrukturę w kolorowe, wełniane wdzianka – barwne stroje dostają nawet drzewa i słupki drogowe! Tak zwany Urban Knitting to zbliżona do ogrodowej partyzantki inicjatywa, w której narzędziami walki są nie nasiona i sadzonki, ale bajecznie kolorowa włóczka. …a wszystko po to, by wprowadzić nieco natury i kolorów w miejsca, które do tej pory umykały uwadze włodarzy.

Gdzie spotkać ogrodowego partyzanta?

Najczęściej komórki guerilla gardening działają na terenie większych miast. Zazwyczaj nie dba się o skomplikowane planowanie. Liczy się spontaniczne działanie na rzecz natury i estetyki we wspólnych przestrzeniach. Typowy partyzant działa po zmroku i jak na buntownika przystało, towarzyszy mu grupa przyjaciół – praca w zespole jest nie tylko sprawniejsza, ale i o ile weselsza! Uzbrojeni w zapas sadzonek, ziemię ogrodniczą, narzędzia i nieco dobrych chęci – przechodzą do działania!

UWAGA zawsze należy działać z umiarem, by nie zakłócić codziennej równowagi miejskiego życia

i nie działać wbrew prawu.

Poniżej przypominamy Mały Poradnik Ogrodowego Partyzanta:
  • Wykorzystaj podstawową szkolną wiedzę. Umieszczaj rośliny jedynie tam, gdzie mają szanse przetrwać. Ważna jest obecność światła i wody, kwiaty powinny być wyrośnięte, gdyż w starszym stadium rozwoju są silniejsze.
  • Zrezygnuj z pięknych, szlachetnych roślin – te są zagrożone kradzieżami.
  • Brzydkie płoty i szare mury zasłaniaj zielonymi pnączami. Nie tylko szybko rosną, ale są w stanie zasłonić mało atrakcyjną przestrzeń.
  • Nie kupuj nasion ze względu na koszty. Z łatwością znaleźć je można podczas zwykłej wizyty na łące.
  • Dbaj o swoje sadzonki, warto podlać je od czasu do czasu, zanim nie osiągną samodzielności.
  • Dobrze przemyśl każdą akcję. Zaznaczamy, że w żadnym wypadku nie popieramy ani promujemy aktów wandalizmu, nawet dla ochrony natury. Wyszukaj miejsce zaniedbane, ale tylko takie, w którym twoja akcja nie stworzy żadnego zagrożenia, nie zaburzy przestrzeni ani nie narazi nikogo na wydatki – w ten sposób uzyskasz odwrotny efekt.

zdjęcia: fotolia.com, elements.envato.com




Krokodyle łzy?

Dziś o emocjach, świecie przyrody i… nieco o sztuce. Wszystko w wydaniu „maxi” i ogromnej skali – bo i przedsięwzięcie jest niemałe, a na dodatek obejmuje działania wpływające przyszłość kolejnych pokoleń!

„Płacz zwierząt” to najnowsza seria instalacji artystycznych – zdjęć, których cel jest inny niż większość tego typu przedsięwzięć. Poza rolą czysto estetyczną, wizualną, ma ona jeszcze jedno, znacznie ważniejsze zadanie. Julien Nonnon – twórca street artu, o którym pisaliśmy już tutaj – klikchciał w nietypowy sposób zwiększyć świadomość na temat wymierania najbardziej majestatycznych  górskich stworzeń. To wołanie o pomoc!

Zobaczcie, jak pracował Julien:

 

Dzięki krótkotrwałej, przemijającej naturze przedstawień zwierząt, uzyskanej przez silny projektor, autor chciał podkreślić zagrożenia, z jakimi zmagają się te piękne zwierzęta w swoim środowisku. Sylwetki wyświetlane są nocą, w ogromnym powiększeniu, na tle oryginalnych, naturalnych siedlisk.

źródło: www.juliennonnon.com

„Planuję wyświetlić więcej zdjęć zagrożonych wyginięciem zwierząt w kolejnych częściach świata. Na przykład lwy w górach Atlas, wymarłe w 1950 roku, pumy w Kalifornii (których wymieranie zostało potwierdzone kilka miesięcy temu), a także goryle w rejonie Wielkich Jezior – ich wymieranie zostało przyspieszone przez konflikty i wycinki lasów. Poprzez pryzmat mojej sztuki chcę też inspirować do spotkań lokalnych społeczności z interesariuszami, które mogłyby wpłynąć na ochronę środowiska i zwierząt, a także zachęcać młodzież do działań na rzecz ich własnej przyszłości”.

– zaznacza Julien Nonnon

źródło: www.juliennonnon.com

Więcej informacji na stronie: www.juliennonnon.com

źródło: www.juliennonnon.com




Street art nie dla wrażliwych

Kto lubi pająki? Kogo pasjonują tajemnicze modliszki? A może pośród Was jest miłośnik os? Jeśli tak, zajrzyjcie do tego wpisu – jeśli jednak wolicie podziwiać te stworzenia wyłącznie w artystycznym wydaniu… również musicie to zobaczyć!

źródło: www.instagram.com/odeith

Portugalski artysta ukrywający się pod pseudonimem Odeith szykuje dla mieszkańców miast terapię szokową. Czy można inaczej nazwać wielkie, trójwymiarowe wizerunki rodem z koszmaru niejednego z nas? Wytwory Odeitha to jednak forma sztuki. Nanosząc na zniszczone elewacje postaci owadów i innych, niezbyt przyjemnych postaci, zmienia je nie do poznania, wykorzystując dodatkowo ich „atuty” – położenie, szczególną formę, a nawet porzucone wokół odpady.

źródło: www.instagram.com/odeith

Przygoda artysty z tworzeniem niebanalnej sztuki ulicy trwa już od lat 90’ i zaczęła się dość zwyczajnie. Najpierw powstawał szkic, który trafiał na wybraną ścianę. Z czasem wizerunki zaczęły zyskiwać głębię, i tak do momentu, aż stały się one wręcz trójwymiarowe. Wystarczy spojrzeć na dzieła pod odpowiednim kątem – i zimne ciarki z pewnością „przebiegną” po plecach… a następnie przejdą w westchnienie zachwytu.

źródło: www.instagram.com/odeith

Sztuka Odeitha może być nazwana kontrowersyjną, jednak z pewnością nie można odmówić mu talentu i wyjątkowo czujnego, wrażliwego na piękno natury, oka. Warte pochwały jest również działanie na rzecz przestrzeni miejskiej, która nie zawsze musi być „doskonała” – czasami liczy się jej ulotność i dostrzeżenie tego, co czasami umyka naszym spojrzeniom.

źródło: www.instagram.com/odeith

Czy ulice polskich miast są gotowe na taki przejaw sztuki? Czy wizerunki wielkich owadów spotkałyby się z ciepłym przyjęciem? A może macie inny pomysł na ożywienie naszych wspólnych przestrzeni? Zapraszamy do dyskusji!

Zobaczcie więcej pomysłów na „porażającą” przestrzeń miejską:

Więcej informacji/źródło: wwwInstagram




Czy widzisz to, co ja?

Takie pytanie zapewne często zadaje najbliższym Tom Bob – artysta uliczny, który w przestrzeniach miast dostrzega wiele więcej, niż inni, a następnie ‘ożywia’ swoje pomysły.

Zakątki Nowego Jorku, które odwiedza Tom, i które zdołają go zainspirować – nigdy nie zostają takie same. W pozytywnym tego słowa znaczeniu! W miejscach, gdzie znajdują się zwyczaje elementy naszej codzienności – barierki ochronne, pokrywy studzienek, hydranty – on widzi coś więcej.

źródło: www.instagram.com/tombobnyc

Aby umożliwić innym mieszkańcom wizytę w tym samym „świecie”, przekształca miejską infrastrukturę zgodnie ze swoim wyobrażeniem. I tak – barierki okazały się zakochanymi wężami, pokrywa studzienki to klepka na muchy, a hydrant… to księżniczka Leia we własnej osobie!

źródło: www.instagram.com/tombobnyc

Sztuka ulicy, jaką prezentujemy, pozwala zobaczyć nasze miasta w zupełnie innym wydaniu. W opiniach na temat prac Toma przeważają głosy zachwytu i uznania wobec wyobraźni, jednak… są tacy, którzy dostrzegają w nich elementy wandalizmu.

Inspirowani, jakie jest Wasze zdanie na temat takiej formy kreowania przestrzeni miast? Dajcie znać!

Zobaczcie więcej pomysłów Toma na przestrzeń miejską w serwisie instagram




Lilliputs series - Hakan Keleş (18)

Miasto – wielkie pole dla wyobraźni!

Hakan Keleş to architekt, wykładowca i mieszkaniec Turcji, który dostrzegł na ulicach miast swego kraju „coś więcej”. Z czasem okazało się, że otaczająca go przestrzeń miejska zdaje się być miejscem życia dla… olbrzymów. Jedyne, co trzeba zrobić, by je zauważyć, to uruchomić wyobraźnię!

Lilliputs series - Hakan Keleş (18)

Hakan Keleş – „Lilliputs series” | źródło: www.instagram.com/haakankeles

Artysta zainspirowany serią powieści o podróżach Guliwera autorstwa Jonathana Swifta zaczął fotografować budynki, place i ulice. Następnie dorysował do nich gigantycznych rozmiarów postacie ze świata zwierząt i ludzi zajmujące się dość zwyczajnymi rzeczami. Tytułowymi liliputami stali się prawdziwi mieszkańcy tureckich miast, którzy stanowią jednocześnie dość oryginalne tło dla wielkich „sąsiadów”.

W grafikach zebranych w serwisie Instagram pod tytułem „Seria Liliputów” widzimy więc gigantyczną ośmiornicę, ławicę ryb, kobietę przechadzającą się z bańkami mleka, biznesmena, ulicznych muzykantów, a nawet miłośnika wędkarstwa, któremu za wędkę posłużył… dźwig budowlany.

Lilliputs series - Hakan Keleş (18)

Hakan Keleş – „Lilliputs series” | źródło: www.instagram.com/haakankeles

Czy przestrzeń miejska może być inna, niż wydaje się to na pierwszy rzut oka? Oczywiście! Czasami wystarczy bardzo niewiele, by diametralnie zmienić jej charakter: niekiedy wystarczy nieco ją uporządkować, innym razem sprawdzają się roślinne i architektoniczne detale, ale najszybszym i najbardziej dostępnym sposobem jest nasza wyobraźnia.

Inspirowani, czy dostrzegacie w swojej okolicy miejsce dla wyimaginowanych olbrzymów? A może uważacie, że mogą do niej trafić jeszcze inne postaci? Zachęcamy do eksperymentowania z fotografią, rysunkiem i projektowaniem graficznym – efektami swoich prac możecie pochwalić się na naszym blogu.

 

Zobaczcie więcej prac Hakana w serwisie Instagram

źródło: www.instagram.com/haakankeles

 




Słodko-gorzkie życie rzeczy

Porzucona kanapa i niepotrzebny fotel to tylko część spośród wielu „modeli”, którzy występują na zdjęciach artysty z Los Angeles. Co je łączy? Przewrotna forma, która jednocześnie bawi i składnia do przemyśleń.

Bez względu na miejsce zamieszkania, każdemu z nas, podczas wędrówki ulicami miast, zdarzyło się natknąć na porzucone meble, sprzęt RTV i inne elementy domowego wyposażenia. Niechciane, uszkodzone, „czekają” na kogoś, komu znowu się przydadzą.

Źródło: www.instagram.com/lonesometown9

Potencjał odpadów dostrzegł pochodzący z Los Angeles artysta ulicy ukrywający się pod pseudonimem Lonesome Town. Na swoich fotografiach ożywia niepotrzebne sprzęty, uwidaczniając melancholię towarzyszącą odrzuceniu – i to nie tylko tę, która mogłaby towarzyszyć niepotrzebnym meblom.

Źródło: www.instagram.com/lonesometown9

Dodatkowo maluje na zepsutych elementach wyposażenia twarze smutnych klaunów, przez co uzyskuje coś więcej niż tylko przewrotną kompozycję – to również metafora porzucenia w kontaktach międzyludzkich.

Źródło: www.instagram.com/lonesometown9

Anonimowy artysta zapoczątkował swoją serię w momencie, gdy natknął się na „przygnębioną” lodówkę, która wręcz zdawała się mu przyglądać. Dodał jej atrybuty smutnego klowna, a zwyczajny sprzęt zyskał nowe życie – stał się sztuką ulicy, która rozśmiesza przechodniów ze względu na swój niespodziewany, przewrotny charakter, ale również składnia do refleksji nad przemijaniem.

Źródło: www.instagram.com/lonesometown9

Od momentu powstania pierwszej kompozycji, Lonesome Town regularnie tworzy kolejne obiekty. Przestrzeń miasta Los Angeles jest ogromnym polem do popisu, ponieważ mieszkańcy często porzucają zużyte sprzęty na chodnikach przed domami. Słodko-gorzkie kompozycje dokumentuje w serwisie Instragram dostępnym pod tym linkiem – klik.

źródło zdjęć: www.instagram.com/lonesometown9




Street art wychodzi z miasta

Większość artystów ulicy za swoje płótna uważa przestrzeń miast, jednak pochodzący z Moskwy graficiarz Evgeny Ches tworzy w… lesie. Stosując specjalną technikę, sprawia, że między drzewami pojawiają się najróżniejsze, hiperrealistyczne postacie.

CelloGraffitti to technika, która zakłada wykorzystanie najzwyklejszego celofanu. Rozpościerając go pomiędzy pniami dwóch drzew, uzyskuje się dużych rozmiarów „płótno”. Na przezroczystej folii, za pomocą farby w sprayu można stworzyć coś, co da się określić jako niezwykłe murale. Zamiast wysokich budynków w przestrzeni miejskiej – rosłe drzewa!

Źródło: www.evgenyches.com

Dzięki przezroczystemu tłu, każdy obraz nabiera realistycznej głębi. Gigantyczna wiewiórka wygląda jak żywa, niedźwiedź polarny może wzbudzić przerażenie, a dinozaur… no cóż, to dopiero zaskoczenie! Więcej na temat postaci zwierząt i street artu przeczytasz  między innymi w tym wpisie – klik.

Źródło: www.evgenyches.com

Artysta pobudza naszą wyobraźnie dzięki temu, że jego twory zdają się pojawiać znikąd, niemal tak, jak prawdziwe zwierzęta. Dzięki pomysłowemu mocowaniu celofanu na pniach, dostępna jest niemal każda lokalizacja w lesie – to dowód na to, że „street art” wcale nie musi być ograniczony do przestrzeni miejskiej. Stosowanie folii to również rozwiązanie dla osób, które dopiero zdobywają szlify w tworzeniu sztuki ulicy – w razie pomyłki wystarczy usunąć celofan i zacząć od nowa, bez szkody dla elewacji.

Źródło: www.evgenyches.com

Hiperrealistyczne dzieła ukryte miedzy drzewami mogą jednak budzić kontrowersje. Warto docenić talent artysty, jednak stosowanie tworzyw sztucznych w głębi lasu nie zawsze jest zgodne z ekologią. Mamy nadzieję, że niezwykłe „płótno” każdorazowo jest odpowiednio utylizowane: bez szkody dla natury, a z korzyścią dla widzów!

 Źródło: www.evgenyches.com

Zobaczcie więcej prac, jakie tworzy Evgeny Cheswww | Facebook | Instagram | YouTube | Behance

 




kompozycje-z-lisci-13

Jesienne kompozycje z liści

Porządkowanie podwórza z liści nie należy do najciekawszych zajęć, jednak istnieje sposób, by je takim uczynić. Wystarczy tylko nieco wyobraźni…

kompozycje-z-lisci-10

źródło: www.en.rocketnews24.com, www.instagram.com

„Ochiba” – to nowy internetowy trend, którego nazwa w luźnym tłumaczeniu oznacza „opadłe liście”. Dlaczego użytkownicy sieci tak bardzo go pokochali? Wystarczy spojrzeć na kilka zdjęć, by się o tym przekonać – bajecznie kolorowe kompozycje ze zwyczajnych liści to prawdziwe dzieła sztuki!

kompozycje-z-lisci-15

źródło: www.en.rocketnews24.com, www.instagram.com

Serwis Instagram wprost kipi od jesiennych inspiracji – na szczególną uwagę zasługują pomysły na oswojenie sezonowych porządków. Tworzenie kompozycji z kolorowych liści sprawia, że sprzątanie ich staje się choć nieco bardziej przyjazne.

Prym w sztuce układania liści wiodą Azjaci: to właśnie oni podsuwają najwięcej pomysłów, a większość z nich inspirowana jest światem anime, nie brakuje jednak również klasycznych bajek Disneya lub motywów uśmiechniętej twarzy lub serca.

kompozycje-z-lisci-13

źródło: www.en.rocketnews24.com, www.instagram.com

Tworzenie kompozycji z liści to świetny pomysł na jesienną zabawę z przyjaciółmi lub najmłodszymi członkami rodziny. Zwyczajne chodniki i domowe podwórka mogą, choć na chwilę, zamienić się w galerię sztuki – to ostatnie chwile, by móc spróbować swoich sił w takim rodzaju twórczości!

źródło: www.en.rocketnews24.com, www.instagram.com

Zapisz




Gra miejska – poznaj bohaterów dzieciństwa

Kto pamięta Super Mario? Kto grywał w słynne „Kaczki”? Kto pamięta rodzinkę Simpsonów? Do tego wpisu zapraszamy wszystkich miłośników street artu w przestrzeni miejskiej i… Fanów przebojów popkultury!

Artystyczna przestrzeń miejska

Johan Karlgren, znany również jako Pappas Pärlor, to szwedzki artysta, dzięki któremu przestrzeń miejska staje się znacznie ciekawszym miejscem. To jeden z tych szczęśliwców, którzy zdołali połączyć pracę zawodową z prywatnym hobby – postacie, ożywające za jego sprawą na chodnikach i skwerach, pochodzą bowiem przede wszystkim ze świata filmów animowanych oraz gier video. Dzięki sprytnemu nawiązaniu do świata popkultury i jego najpopularniejszych tworów, nie ma chyba przechodnia, który nie uśmiechnąłby się na widok tego, co tworzy Johan.

Źródło: www.instagram.com/pappasparlor

Wspomnień czar

Pamiętacie starą grę, w której gracz brał udział w polowaniu na kaczki, i to nie z pustymi rękoma, ale „uzbrojony” w specjalną strzelbę? Zwycięzca triumfował, a kto nie podołał – był narażony na kpiny pewnego czworonoga… I to właśnie jego, między innymi, możecie spotkać na ulicach oraz w najbliższym otoczeniu szwedzkich miast.

Źródło: www.instagram.com/pappasparlor

W czym tkwi sukces?

Ciekawie wkomponowane w przestrzeń postacie są „rozpikselowane” – takie jakie serwował je nam świat lat 80’ i 90’ – a to nadaje im wspaniałego stylu filmów i gier vintage. To najlepszy sposób na to, by w czasie zwyczajnego spaceru choć na chwilę powrócić do beztroskich czasów dzieciństwa, gdy naszym najważniejszym zadaniem było uwolnienie pewnej księżniczki z wieży…

Źródło: www.instagram.com/pappasparlor

Patrz uważnie!

Aby wprowadzić postacie jeszcze bliżej do otoczenia przechodniów, Pappas Pärlor umieszcza je bezpośrednio na ulicach – ukrywa w żywopłotach, na słupkach, plażach i wielu innych, często nie do końca oczywistych miejscach.

Źródło: www.instagram.com/pappasparlor

Jak sprawić, by przestrzeń miejska stała się bardziej przyjazna? Podglądając przykład ze Szwecji, można uznać z dużą dozą prawdopodobieństwa, że tajemnica sukcesu to nawiązanie do tego, co lubimy najbardziej. Ulubieni bohaterowie z gier i street art są chyba najbardziej doskonałym połączeniem!

Źródło: www.instagram.com/pappasparlor

Zdjęcia: www.instagram.com/pappasparlor




przejście dla pieszych 3d

Przestrzenna „zebra” sposobem na bezpieczeństwo?

Sposób na poprawę bezpieczeństwa czy coś zupełnie przeciwnego? A może to tylko oryginalna sztuka ulicy? Zanim zdecydujecie, zobaczcie jedną z najnowszych odsłon klasycznej „zebry”:

Zdania na temat trójwymiarowej „zebry” są podzielone, dlatego warto poświecić jej kilka chwil. Dwóch walorów odmówić jej nie sposób – jest dowodem troski o bezpieczeństwo przechodniów, a także ogromnego talentu malarskiego jej autora. Dlaczego więc uznaliśmy, że to pomysł dość kontrowersyjny? Zacznijmy od początku:

przejście dla pieszych 3d

Źródło: Gústi Productions

W Ísafjörður, niewielkiej rybackiej wiosce na Islandii temat bezpieczeństwa na drogach stał się niedawno tematem numer jeden. Co więcej, o niepozornym miasteczku usłyszał cały świat. Wszystko za sprawą nowego przejścia dla pieszych namalowanego w technice 3D, co pozwoliło uzyskać niesamowicie realistyczną iluzję optyczną.

przejście dla pieszych 3d

Źródło: Gústi Productions

Innowacyjna forma „zebry” nie tylko daje przechodniom wrażenie spaceru ponad powierzchnią gruntu ale przede wszystkim silnie wpływa na percepcję kierowców. Osoby kierujące pojazdami zbliżającymi się do przejścia zobaczą bowiem szereg wysoko zawieszonych, solidnych poprzeczek, które pozornie uniemożliwiają przejazd. Każdy z kierowców wręcz podświadomie zwolni, gwarantując pieszym bezpieczną przeprawę na drugą stronę chodnika. Pojawia się więc pytanie: jak wielu z nich, zaskoczonych niezwykłym obiektem na środku ulicy, podejmie złą decyzję i zamiast „zdjąć nogę z gazu”, gwałtownie zatrzyma się, tamując ruch i przyczyniając się do karamboli?

przejście dla pieszych 3d

Źródło: Vegamálun GÍH

O technice przestrzennego street artu pisaliśmy już między innymi w tym wpisie – klik. W przypadku takich przedsięwzięć ich odbiór jest jednoznaczny – to niezwykłe dzieła sztuki, które nieco „oszukują” nasze mózgi, dając nam zupełnie nowe bodźce w przestrzeni publicznej. Problem pojawia się, gdy sztuka staje się nadmiernie realistyczna i może stać się przyczynkiem nie do poprawienia bezpieczeństwa, ale czegoś zupełnie odwrotnego.

przejście dla pieszych 3d

Źródło: Vegamálun GÍH

Inspirowani, jakie jest Wasze zdanie na temat trójwymiarowych pasów na islandzkim przejściu dla pieszych? Warto przenieść go na nasze ulice, a może powinien zostać wyłącznie na chodnikach, z dala od pojazdów? Dajcie znać w komentarzach!

Źródło, zdjęcia:  Gústi ProductionsVegmálun GÍH

 

Zapisz




motyle murale street art (17) mantra

Efekt motyla

Znacie teorię, w myśl której delikatne trzepotanie skrzydeł motyla w jednym miejscu może wywołać wielkie zmiany w odległej lokalizacji? Ze sztuką jest podobnie: odrobina kreatywności może zrewolucjonizować postrzeganie miast na całym świecie…

 

Źródło zdjęć: Colossal, Instagram i Facebook.

Przestrzeń miejska inspirowana naturą

Pochodzący z Francji artysta ukrywający się pod pseudonimem Mantra przekształca miejskie blokowiska w… baśniowe łąki. Przy pomocy doskonale dopracowanych sztuczek wizualnych w technice 3D tworzy ogromne, hiperrealistyczne postacie motyli ujętych w drewniane ramy – niczym z prawdziwej kolekcji skrzydlatych okazów! Długie cienie i delikatne szczegóły, które tworzą wrażenie istnienia szklanej oprawy sprawiają, że iluzja optyczna wkracza na zupełnie nowy poziom.

Źródło zdjęć: Colossal, Instagram i Facebook.

Nie wszystkie motyle Mantry zdobią otwarte przestrzenie i elewacje budynków. Niektóre z nich znajdują się w pouczonych lokalizacjach, gdzie zdają się „wyłaniać” znikąd. Do tej pory skrzydlate dzieła sztuki trafiły do miast w Austrii, Francji i Kolumbii.

Pssst! Więcej na temat sztuki ulicy z nutką natury przeczytacie m.in. w tym miejscu – klik.

Źródło zdjęć: Colossal, Instagram i Facebook.

Street art nie dla wrażliwych

Chcecie mocniejszych wrażeń? Oto i one! Iluzje francuskiego artysty nie kończą się na pięknych motylach – uwiecznia on również koty, ptaki, gady i inne stworzenia, nie zawsze tak urokliwe (jednak zawsze perfekcyjnie wykonane). Ogromny pająk wspinający się po ścianie musi wywoływać co najmniej gęsią skórkę!

Źródło zdjęć: Colossal, Instagram i Facebook.

Zobacz więcej prac Mantry w serwisie Instagram i Facebook

Źródło zdjęć: Colossal, Instagram i Facebook.

Zapisz




Miasto słońca – miastem cieni!

W Kalifornii słońca nie brakuje. A jak wiadomo, gdzie słońce, tam i cień. Nic nadzwyczajnego? Zobaczcie, jak bardzo niezwykłe mogą być cienie rzucane przez typowe obiekty:

Jeśli przyjdzie Wam wędrować po słonecznych ulicach Redwood City w Kalifornii, możecie odnieść wrażenie, że coś jest „nie tak”. Przechodnie – zwyczajni. Pojazdy – typowe. Architektura – dokładnie taka, jaką spodziewalibyście się zastać w tym rejonie świata. O co więc chodzi?

Źródło: www.damonbelanger.com

Zmysły dobrze podpowiadają! Warto przyjrzeć się cieniom, jakie rzuca mała architektura i okoliczne dekoracje. Gdy przeciętny stojak rowerowy rzuca cień w kształcie kwiatów, na parkometr zasiada niewidzialna małpa, a skrzynka na listy zmienia się w potwora… To nie złudzenie, ale kreatywna praca artysty!

Źródło: www.damonbelanger.com

Nie martwcie się jednak, Wasze oczy widzą dokładnie to, co rzeczywiście istnieje. Wszystkie malunki przypominają wręcz do złudzenia cienie, jednak naniesiono je tak, by nabierały dość nietypowych form. Ich autorem jest Damon Belanger, grafik z okolic Zatoki San Francisco. W całym Redwood City można napotkać aż 20 „sztucznych cieni”, których zadanie jest bardzo proste: dodać okolicy nieco przewrotnego charakteru. „Cienie dodają zwyczajnym przedmiotom życia, dzięki czemu przechodnie stają się radośniejsi” – zaznacza Damon.

Jesteśmy pewni, że ten cel został w pełni osiągnięty 😉 Inspirowani, czy na naszych ulicach sprawdziłyby się podobne malunki?

Źródło: www.damonbelanger.com

Więcej informacji: instagram, www

Kliknij, by poznać inne prace Damona i nie zapomnij wybrać ulubionej!

źródło: www.damonbelanger.com

Zapisz




Co skrywa architektura?

Daniel Rueda i Anna Devis, kreatywny duet z Walencji podróżuje po świecie, bawiąc się perspektywą, geometrią i aparatem fotograficznym. Ta para w architekturze widzi naprawdę wiele!

źródło: www.instagram.com/drcuerda/, www.instagram.com/anniset/

Ujmując na zdjęciach architekturę w dość niezwykłym wydaniu, otwierają nam oczy na zupełnie inne oblicze przestrzeni miejskiej. „Nie wystarczy wykonać ujęcia, które po prostu dobrze wygląda. Fotografia musi mówić coś więcej, ale bez ubierania tego w konkretne słowa” – zaznacza Daniel.

źródło: www.instagram.com/drcuerda/, www.instagram.com/anniset/

Duet odnalazł pomysłową, zabawną formę interakcji z miejską architekturą. Na kolejnych zdjęciach sami stają się modelami dla śmiesznych, niekiedy dziwacznych ujęciach, co dodaje nutki niezwykłości do i tak już ciekawych fotografii.

źródło: www.instagram.com/drcuerda/, www.instagram.com/anniset/

Zastanawiacie się, jak znaleźć tak oryginalne tło dla zdjęć. Niestety nie mamy dla Was gotowej recepty. „Miejsce odnajduje mnie, a można nawet powiedzieć, że mam ukryty radar, który zawsze jest aktywny. Odkrywanie tych fascynujących budynków wcale nie jest trudne – pod warunkiem, że wiesz, czego szukasz” dodaje Daniel.

Inspirowani, czy dla Was przestrzeń miejska co coś więcej niż cegły, beton i stal? Jeśli zdołaliście ująć jej niezwykłe oblicze na zdjęciach, koniecznie się nimi pochwalcie!

Więcej informacji: Instagram Daniela oraz Instagram Anny.

źródło: www.instagram.com/drcuerda/, www.instagram.com/anniset/

 




Światło, koronka i… Jeżowce

Oto trzy podstawowe elementy, jakie złożyły się na pewną oryginalną instalację. Zobaczcie, w jaki sposób świat poznaje prawdę o potrzebie ochrony środowiska naturalnego:

Wbrew pozorom światło, koronka i jeżowce mogą stworzyć spójną koncepcję. W jaki sposób? Na to pytanie odpowiedzieli sobie twórcy z Choi+Shine Architects, którzy stworzyli instalację na potrzeby The iLight Marina Bay Festival w Singapurze, imprezy pod otwartym niebem, której motywem przewodnim była biomimikra i zrównoważony rozwój.

Źródło: © Choi+Shine Architects

Trzy wielkie „jeżowce” zostały stworzone tak, by ich forma współgrała z naturalnym światłem dnia i nocną iluminacją. Przechodnie mogli podziwiać zwiewne, koronkowe konstrukcje wyraźnie odcinające się na tle nowoczesnej architektury. Jeżowce mają delikatną konstrukcję, która poddaje się podmuchom wiatru, dzięki czemu zmienia się ona nieznacznie w każdej chwili, tworząc przy tym niezwykłe cienie.

Źródło: © Choi+Shine Architects

„Koronkowa tkanina” została stworzona z poliestrowego sznura, następnie podświetlono ją mnóstwem białych punktów świetlnych, tworzących bajkową strukturę. Ręcznie tkana instalacja pierwotnie powstała w Bostonie i wymagała dwóch miesięcy ciężkiej pracy aż 50 osób. Na całość składa się 20 segmentów połączonych ze sobą metalowymi obejmami, każdy „jeżowiec” ma 17 metrów wysokości i waży około 100 kg.

Źródło: © Choi+Shine Architects

Koronkowe dekoracje miejskie zachwyciły przechodniów na ulicach Singapuru. Czy jednak są w stanie przekazać wiadomość o potrzebie ochrony środowiska morskiego, czy też są wyłącznie miłym dla oka elementem architektury? Zapraszamy do dyskusji!

Źródło: © Choi+Shine Architects

Zapisz




Sztuka czy wandalizm?

Gdy zwyczajny miejski kosz na śmieci zmienia się w wazę dla kwiatów – wiedz, że w pobliżu „czai się” artysta. Gdy pomnik pokrywa się roślinami, możesz mieć już pewność, że chodzi o Lewisa Millera i ideę ukwiecania miasta w dość nietypowy sposób…

Tajemnicze wiązanki kwiatów zaczęły pojawiać się na ulicach Manhattanu. W ciągu ostatnich kilku miesięcy chodniki, kosze na śmieci, a nawet pomniki zyskały roślinną oprawę. „Wręczając kwiaty mieszkańcom Nowego Jorku, realizuję pomysł, który dojrzewał w mojej głowie od lat. Chciałem w ten sposób podarować uśmiech, naturalnie pojawiający się, gdy dostrzegasz taki bezinteresowny przejaw dobroci. To był mój cel, moja wizja. Zbudować emocje poprzez kwiaty”.

Seria zatytułowana „Flower Flashes” jest bardzo zróżnicowana. Jak zaznacza artysta: „Przykładowo, instalacja „Alicja w krainie czarów” była romantyczna, kobieca i delikatna, jednak tworzę również w innej skali. Największa z kompozycji składa się z tysięcy kwiatów: róży, dalii, storczyków. Co ważne, staram się używać kwiatów wielokrotnie, jeśli tylko jest taka możliwość. Działając w ten sposób, daję im drugie życie. Mam zamiar kontynuować tworzenie kwiatowych kompozycji, chcę uzyskać jeszcze więcej uśmiechów na ludzkich twarzach”. Dodaje Lewis.

Inspirowani, co sądzicie o takiej formie „ukwiecania” miasta? Czy sprawdziłaby się w Polsce?

Zobacz więcej: lewismillerdesign.com | Instagram

źródło: www.boredpanda.com, lewismillerdesign.com




Gdzie mieszkają miejskie wróżki?

Nawet jeśli kiedykolwiek odwiedziliście amerykańskie miasto Ann Arbor w stanie Michigan, istnieje duża szansa, że nie zauważyliście jednej z jego najciekawszych atrakcji.

Co prawda większość ludzi nie poświęca nadmiernie wiele uwagi poszukiwaniu nietypowych szczegółów w przestrzeni miejskiej, to czasem jednak warto wytężyć wzrok. Maleńkie, tajemnicze drzwiczki mogą bowiem pojawić się w najmniej spodziewanym miejscu…

Urban Fairies (8)

Pierwsze „Drzwi wróżek” pojawiły się w 2005 roku na elewacji jednej z miejskich kawiarni. Już niedługo później oczom przechodniów ukazały się kolejne, jednak… skąd się wzięły i czemu służą? Najpopularniejsza teoria mówi, że to dzieła Jonathana B. Wrighta, autora książek dla dzieci, określającego się jako „certyfikowanego wróżkologa”.

Urban Fairies (7)

Obecnie drzwiczki (a nawet domowe wnętrza, ukryte za nimi) pojawiają się w kolejnych miejscach Michigan – najczęściej na ścianach sklepów z pamiątkami i galeriach sztuki. „Drzwi „pojawiają się” w dowolnych lokalizacjach, a następnie znikają – wszystko zgodnie z mitologią „miejskich wróżek” – zaznacza Jonathan B. Wright.

Urban Fairies (6)

W kilku miejscach pozostawiono nawet księgi gości, w których każdy może pozostawić ślad po swojej wizycie i napisać kilka słów o magicznych drzwiczkach. Jeśli kiedykolwiek odwiedziecie Ann Arbor, wysilcie wzrok i szukacie czegoś więcej, niż tyko zwyczajnych miejskich krajobrazów!

Urban Fairies (5)

Urban Fairies (4)

Urban Fairies (3)

Urban Fairies (2)

Urban Fairies (1)

Urban Fairies (12)

Źródło: www.urban-fairies.com




Street art 2.0 w służbie lasom deszczowym

Francuski artysta przeniósł street art na zupełnie nowy poziom. Stare metody, które najczęściej wymagały użycia farby w sprayu zastąpił bowiem… technologią.

street-art-w-dzungli-1Źródło: www.philippe-echaroux.com

Mowa o Philippe Echaroux, który rozpowszechnia coś, co stopniowo zyskuje miano „street art 2.0”.

Przygoda ze street artem 2.0 rozpoczyna się na ekranie komputera. Najpierw powstają trójwymiarowe grafiki o rozmiarach odpowiadających przestrzeni, na których zostaną wyświetlone. Wielka premiera bezpośrednio przed oczyma widza to finalna część przedsięwzięcia – stworzone wcześniej obrazy trafiają za pośrednictwem rzutników na kamienice, mosty, ulice… a nawet na drzewa i masywy górskie!

street-art-w-dzungli-7Źródło: www.philippe-echaroux.com

Najnowszym dziełem Philippe’a Echaroux jest kompozycja na tle amazońskiego lasu deszczowego zamieszkałego przez plemię Surui. Tworząc tę niezwykłą kompozycję, artysta chciał nagłośnić problem wycinki rosnących tutaj lasów – wyświetlając ludzkie twarze na skupiskach drzew, pokazał, że eliminowanie ich jest niemal równoznaczne z zabiciem człowieka.

Tak bezkompromisowe porównanie może wydawać się brutalne w swej wymowie, jednak tylko takie kroki są w stanie uchronić bezcenne lasy deszczowe przed zniknięciem. Najnowsze technologie i przestrzenne obrazy to kolejny, świet(l)ny pomysł na ratowanie naszego wspólnego domu – Ziemi.

Zobacz więcej prac Philippe’a Echaroux

Źródło: www.philippe-echaroux.com

Zapisz




Miasto jest płótnem

Rozejrzyj się. Świat wokół Ciebie jest pełen szarych przestrzeni, które tylko czekają na artystyczne dusze. Wiele z tych miejsc już przemianę w kolorowe dzieła street-artu – zobacz efekty i zainspiruj się!

street-art-11Źródło: www.boredpanda.com

Miejsca, w których żyjemy nie zawsze zachwycają estetyką, jednak nic straconego! Między nami żyją bowiem ludzie, którzy są zdeterminowani do tego, by zmieniać nasz świat w barwną publiczną galerię sztuki. Wykorzystują najbardziej niespodziewane przestrzenie do tego, by wyrażać swoje spojrzenie na miasto – niekiedy płótnem jest kamienica a czasem… całe osiedle!

street-art-23Źródło: www.boredpanda.com

Nie brakuje imponujących przykładów z Polski:

street-art-22Źródło: www.boredpanda.com

Spójrz na zdjęcia najbardziej spektakularnych metamorfoz, jakie przechodzi przestrzeń publiczna za dotknięciem rąk kreatywnych mieszkańców (i gości z całego świata!). Które dzieło najbardziej przypadło Ci do gustu?

Źródło: www.boredpanda.com

Zapisz

Zapisz




Kolorowe i bezpieczne – nowy pomysł na przejścia dla pieszych

Niedawno zachwyciliśmy się tym, jak zmieniają się hiszpańskie ulice dzięki mistrzyni haftu. Okazuje się, że jeszcze co najmniej jeden aspekt wyróżnia Hiszpanię pod względem sztuki ulicy – oto bajczenie kolorowe przejścia dla pieszych:

christo-guelov-5Źródło: www.mymodernmet.com

Przejścia dla pieszych najczęściej niczym się nie wyróżniają. Ot, kilka białych pasów, czyli klasyczna „zebra”. Nie możemy odmówić jej funkcjonalności, jednak nie zaszkodzi, by spełniała również rolę estetyczną – i z takiego właśnie założenia wyszedł Christo Guelov – artysta uliczny z Bułgarii.

christo-guelov-10Źródło: www.mymodernmet.com

Pomysł Christo jest prosty – dodał przejściom dla pieszych na terenie Madrytu nieco koloru. Używając mocnych kontrastowych barw i geometrycznych kształtów, artysta zdołał tchnąć artystycznego ducha w jednolite ulice stolicy Hiszpanii.

christo-guelov-9Źródło: www.boredpanda.com

Artysta nazwał swój bajecznie kolorowy projekt ‘Funnycross’ i mówi o nim tak: „używam ‘zebry’, by ingerować w przestrzeń miast. To metafora, most łączący dwa brzegi, który ma dwojakie znacznie, zarówno czysto estetyczne, jak i funkcjonalne”.

christo-guelov-8Źródło: www.mymodernmet.com

„Założeniem projektu było bowiem również poprawienie bezpieczeństwa poprzez wyeksponowanie przejść dla pieszych i sprawienie, że wyróżnią się one na tle jezdni czy chodników” – dodaje Christo.

christo-guelov-7Źródło: www.mymodernmet.com

Czy zdołał tego dokonać? Zobaczcie i oceńcie sami!

christo-guelov-6Źródło: www.mymodernmet.com

christo-guelov-4Źródło: www.boredpanda.com

christo-guelov-3Źródło: www.mymodernmet.com

christo-guelov-2Źródło: www.boredpanda.com

christo-guelov-1Źródło: www.mymodernmet.com

Zapisz




Miasto nitką malowane

Przedstawiamy Raquel Rodrigo, hiszpańską artystkę, która sprawia, że ulice pokrywają się kwiatowymi instalacjami… w technice krzyżykowej!

raquel-rodrigo-street-art-4Źródło: www.thisiscolossal.com

Od jakiegoś czasu, podziwiając (i tak urokliwe!) hiszpańskie uliczki, możecie natknąć się na coś więcej, niż zapierająca dech architektura, a Wasze zmysły zachwyci nie tylko gorące słońce!

raquel-rodrigo-street-art-10Źródło: www.boredpanda.com

Pochodząca z Walencji artystka tworzy nanosząc gruby kolorowy sznurek na stalową konstrukcję z siatki. Przygotowuje swoje dzieła w zaciszu pracowni, a następnie nanosi gotowy obraz na elewację budynków.

raquel-rodrigo-street-art-9Źródło: www.thisiscolossal.com

Haft krzyżykowi najczęściej zdobi elementy przypisane do zadań typowo „domowych”, jednak Rachel udowodniła, że równie dobrze sprawdza się on jako dekoracja w przestrzeni publicznej. Co ciekawe cały proces haftowania odbywa się dokładnie tak, jak ma to miejsce w mniejszej skali – to co, zdobi poduszki i obrusy w stylu vintage, może z powodzeniem również stać się atrakcyjną dekoracją naszych miast!

raquel-rodrigo-street-art-8Źródło: ww.thisiscolossal.com

Haftowane dekoracje na elewacjach nie mają charakteru długoterminowego ze względu na gorące hiszpańskie słońce, które szybko zmienia kolory kompozycji. Tym bardziej warto poświęcić im kilka chwil, a nawet przenieść ten pomysł na polskie ulice – co Wy na to?

Źródło: www.boredpanda.com