Nowa Zelandia: mieszkańcy dla przestrzeni publicznej

Nowa Zelandia, choć bardzo odległa, nie różni się znacznie od europejskich krajów. Jej miasta zmagają się z podobnymi wyzwaniami – potrzebą ożywienia przestrzeni publicznych kolorami i nadania im wyjątkowego charakteru. 

Próba odpowiedzi na powyższe wątpliwości była początkiem dla programu Keep New Zealand Beautiful (KNZB – w wolnym tłumaczeniu: „Spraw, by Nowa Zelandia była piękna”).

Założenia programu obejmują między innymi edukację na temat gospodarki odpadami i ich recyklingu. To również dążenie do upiększania okolicy przez usuwanie szpecących malunków oraz uprzątanie zaniedbanych i zapomnianych zakątków. Do udziału zaproszono wszystkich chętnych: od uczniów szkół, poprzez całe rodziny czy lokalne społeczności.

Jednym z najbardziej efektownych założeń programu jest jednak „kolorowanie” miast poprzez tworzenie nowych, artystycznych murali. Mieszkańcy chcący mieć swój wkład w kreowanie krajobrazu miast, mogą „wziąć na warsztat” między innymi skrzynie elektryczne – elementy przestrzeni, bez których nie sposób funkcjonować, a które nie zawsze zachwycają estetyką.

Nowe malunki na nowozelandzkich skrzyniach elektrycznych wyglądają wspaniale! Każdy z nich to małe dzieło sztuki, które jest dostępna dla każdego przechodnia. Mamy nadzieję, że i w Polsce przyjdzie nam podziwiać tego typu prace.

A może podobna akcja odbywa się w już Waszej okolicy? Dajcie znać, chętnie opiszemy ją na blogu.

 

zdjęcia: www.chorus.co.nz/blog/cabinet-art-gallery

więcej o programie Keep New Zealand Beautiful: www.knzb.org.nz




Ale sztuka! Street art wtapia się w miasto

Jeszcze do niedawna street art nie cieszył się najlepszą opinią… Do czasu! Od kiedy za sztukę ulicy „wzięli” się prawdziwi artyści, nasze miasta nie tylko przestały być szpecone przez niskiej jakości malunki, to wręcz wypiękniały!

źródło: www.instagram.com/cosimocheone/

Cosimo Cheone Caiffa ma swój własny przepis na niezwykłą przestrzeń miejską. W swoich pracach łączy grafitti z architekturą, w kreatywny sposób wykorzystując jej formę. Puste ściany pokrywają się trójwymiarowymi obrazami, które wtapiają się w okolicę. Nas najbardziej zachwyciła postać tworząca „zebrę” – przejście dla pieszych. A która z prac Cosimo Cheone Caiffa najbardziej przykuła Wasze spojrzenia? Koniecznie dajcie znać!

źródło: www.instagram.com/cosimocheone/

zobacz więcej zdjęć artysty:

źródło: www.instagram.com/cosimocheone/




Najbardziej zaczytany mural w Europie

W tej okolicy każdy mól książkowy poczuje się jak w domu. Otoczenie nie dość, że miłe dla oka, to jeszcze inspirowane największymi dziełami literatury istnieje i znajduje się w Utrechcie!

Źródło: www.instagram.com/janisdeman/

Artyści uliczni tworzący pod pseudonimami Jan Is De Man i Deef Feed zwarli siły, by stworzyć coś naprawdę wyjątkowego, a na dodatek w skali XXL. Tak właśnie powstała przestrzeń, z którą mogą identyfikować się mieszkańcy…

Źródło: www.instagram.com/janisdeman/

Trójwymiarowy mural można obecnie podziwiać na jednym z budynków w Utrechcie (Holandia). Rozpościera się na przestrzeni całej ściany i przedstawia półki pełne najróżniejszych książek. Obraz prezentuje się na tyle realistycznie, że aż chce się sięgnąć po jedną z nich!

Źródło: www.instagram.com/janisdeman/

Zobaczcie więcej prac, jakie w przestrzeni miejskiej stworzył Jan Is De Man: klik




Uwaga, słoń w metrze!

Żyjemy coraz szybciej i coraz intensywniej. Czasami wpadamy przez to w nudną, szarą rutynę. Też Wam się to zdarzyło? Zajrzyjcie do wpisu z niezwykłymi ujęciami, a dzień stanie się bardziej kolorowy!

Rzucić wyzwanie logice, pobudzić kreatywność – to główne założenia, którym przyświecało stworzenie tej niesamowitej kolekcji zdjęć. Malajczyk Zulkarnain Ismail pracował – jak wielu współczesnych twórców – w oparciu o technologie komputerowe, jednak wszystko zaczyna się w jego pełnej pomysłów głowie…

źródło: instagram.com/en.ps/

W zdigitalizowanym świecie podróż przez wyimaginowane światy nie przysparza już żadnych trudności, a granica między rzeczywistością a fikcją staje się wręcz umowna. Porzućmy więc utarte schematy i pomyślmy przez chwilę „poza pudełkiem”:

źródło: instagram.com/en.ps/

Zulkarnain Ismail podsuwa nam mnóstwo inspiracji – jego fotomanipulacje czerpią zarazem ze świata natury, jak i zwyczajnego, codziennego życia. Tak właśnie powstają zaskakujące kompozycje, na których jednocześnie możecie dojrzeć i wielkiego słonia, i podróżujący metrem tłum!

źródło: instagram.com/en.ps/

Zobaczmy świat oczami kreatywnego fotografika – zbiór najciekawszych prac znajdziecie poniżej, a po więcej zapraszamy do serwisu Instagram: klik.

źródło: instagram.com/en.ps/




Gdy drzewo nosi szalik… Miejscy partyzanci w natarciu

…gdy słupki drogowe ubierają czapki, gdy miejskie donice „same” wypełniają się kwiatami, a (pozornie opuszczone) publiczne rabaty pięknieją… Coś się dzieje!

Za tego typu akcjami stoją partyzanci. Ich orężem nie jest broń palna ani nawet siła fizyczna. Nic z tych rzeczy! Co prawda „ogrodowa partyzantka” (ang. guerilla gardening) nawiązuje do walki, to jest to walka o naturę, a konkretniej: naturę w „miejskim” wydaniu i maksymalne zwiększenie jej zasięgu. To, co wyróżnia ogrodowych partyzantów, to działanie wyłącznie na „ziemi niczyjej” – w przestrzeniach zapomnianych, porzuconych przez właściciela bądź bez prawnie ustalonej własności. To właśnie przydrożne rabaty, stare, zapomniane donice i pojemniki na rośliny stoją w centrum zainteresowania tej niezwykłej, społecznej armii.

Światowy trend

 „Ogrodowa partyzantka” zyskuje popularność na całym świecie. Mieszkańcy miast podejmują społeczne inicjatywy, których celem jest poprawienie estetyki okolicy bądź zwrócenie uwagi włodarzy na zagospodarowanie lokalnej zieleni (czy też jego brak). To również głos w dyskusji o zwiększanie obszarów zadrzewionych (parków, skwerów). Coraz częściej działalność typowo „partyzancka”, jednorazowa, przekształca się w długofalowe, sformalizowane przedsięwzięcia – więcej na temat tak zwanych ogrodów społecznych przeczytacie tutaj – klik. Tego typu miejsca nie tylko scalają lokalną społeczność pod wspólnym hasłem, ale także poprawiają estetykę okolicy, a nawet pełnią rolę edukacyjną, dając mieszkańcom szansę na naukę uprawy własnych warzyw. I to wszystko w centrum miejskiej dżungli!

Jak działają ogrodowi partyzanci?

Nie noszą mundurów ani broni – to już pewne. Najczęściej są to zwyczajni ludzie, zupełnie tacy jak Ty i ja! Działają w nieformalnych grupach, spontanicznie, by „odzyskać” zaniedbane przestrzenie i tchnąć w nie nowe życie. Przykład – twórczość Zielonogórskiego Towarzystwa Upiększania Miasta, które zazieleniało zaniedbane rabaty, lub Saskie Trykoty – stołeczną formację, która „przebiera” małą (i dużą!) infrastrukturę w kolorowe, wełniane wdzianka – barwne stroje dostają nawet drzewa i słupki drogowe! Tak zwany Urban Knitting to zbliżona do ogrodowej partyzantki inicjatywa, w której narzędziami walki są nie nasiona i sadzonki, ale bajecznie kolorowa włóczka. …a wszystko po to, by wprowadzić nieco natury i kolorów w miejsca, które do tej pory umykały uwadze włodarzy.

Gdzie spotkać ogrodowego partyzanta?

Najczęściej komórki guerilla gardening działają na terenie większych miast. Zazwyczaj nie dba się o skomplikowane planowanie. Liczy się spontaniczne działanie na rzecz natury i estetyki we wspólnych przestrzeniach. Typowy partyzant działa po zmroku i jak na buntownika przystało, towarzyszy mu grupa przyjaciół – praca w zespole jest nie tylko sprawniejsza, ale i o ile weselsza! Uzbrojeni w zapas sadzonek, ziemię ogrodniczą, narzędzia i nieco dobrych chęci – przechodzą do działania!

UWAGA zawsze należy działać z umiarem, by nie zakłócić codziennej równowagi miejskiego życia

i nie działać wbrew prawu.

Poniżej przypominamy Mały Poradnik Ogrodowego Partyzanta:
  • Wykorzystaj podstawową szkolną wiedzę. Umieszczaj rośliny jedynie tam, gdzie mają szanse przetrwać. Ważna jest obecność światła i wody, kwiaty powinny być wyrośnięte, gdyż w starszym stadium rozwoju są silniejsze.
  • Zrezygnuj z pięknych, szlachetnych roślin – te są zagrożone kradzieżami.
  • Brzydkie płoty i szare mury zasłaniaj zielonymi pnączami. Nie tylko szybko rosną, ale są w stanie zasłonić mało atrakcyjną przestrzeń.
  • Nie kupuj nasion ze względu na koszty. Z łatwością znaleźć je można podczas zwykłej wizyty na łące.
  • Dbaj o swoje sadzonki, warto podlać je od czasu do czasu, zanim nie osiągną samodzielności.
  • Dobrze przemyśl każdą akcję. Zaznaczamy, że w żadnym wypadku nie popieramy ani promujemy aktów wandalizmu, nawet dla ochrony natury. Wyszukaj miejsce zaniedbane, ale tylko takie, w którym twoja akcja nie stworzy żadnego zagrożenia, nie zaburzy przestrzeni ani nie narazi nikogo na wydatki – w ten sposób uzyskasz odwrotny efekt.

zdjęcia: fotolia.com, elements.envato.com




Krokodyle łzy?

Dziś o emocjach, świecie przyrody i… nieco o sztuce. Wszystko w wydaniu „maxi” i ogromnej skali – bo i przedsięwzięcie jest niemałe, a na dodatek obejmuje działania wpływające przyszłość kolejnych pokoleń!

„Płacz zwierząt” to najnowsza seria instalacji artystycznych – zdjęć, których cel jest inny niż większość tego typu przedsięwzięć. Poza rolą czysto estetyczną, wizualną, ma ona jeszcze jedno, znacznie ważniejsze zadanie. Julien Nonnon – twórca street artu, o którym pisaliśmy już tutaj – klikchciał w nietypowy sposób zwiększyć świadomość na temat wymierania najbardziej majestatycznych  górskich stworzeń. To wołanie o pomoc!

Zobaczcie, jak pracował Julien:

 

Dzięki krótkotrwałej, przemijającej naturze przedstawień zwierząt, uzyskanej przez silny projektor, autor chciał podkreślić zagrożenia, z jakimi zmagają się te piękne zwierzęta w swoim środowisku. Sylwetki wyświetlane są nocą, w ogromnym powiększeniu, na tle oryginalnych, naturalnych siedlisk.

źródło: www.juliennonnon.com

„Planuję wyświetlić więcej zdjęć zagrożonych wyginięciem zwierząt w kolejnych częściach świata. Na przykład lwy w górach Atlas, wymarłe w 1950 roku, pumy w Kalifornii (których wymieranie zostało potwierdzone kilka miesięcy temu), a także goryle w rejonie Wielkich Jezior – ich wymieranie zostało przyspieszone przez konflikty i wycinki lasów. Poprzez pryzmat mojej sztuki chcę też inspirować do spotkań lokalnych społeczności z interesariuszami, które mogłyby wpłynąć na ochronę środowiska i zwierząt, a także zachęcać młodzież do działań na rzecz ich własnej przyszłości”.

– zaznacza Julien Nonnon

źródło: www.juliennonnon.com

Więcej informacji na stronie: www.juliennonnon.com

źródło: www.juliennonnon.com




Street art nie dla wrażliwych

Kto lubi pająki? Kogo pasjonują tajemnicze modliszki? A może pośród Was jest miłośnik os? Jeśli tak, zajrzyjcie do tego wpisu – jeśli jednak wolicie podziwiać te stworzenia wyłącznie w artystycznym wydaniu… również musicie to zobaczyć!

źródło: www.instagram.com/odeith

Portugalski artysta ukrywający się pod pseudonimem Odeith szykuje dla mieszkańców miast terapię szokową. Czy można inaczej nazwać wielkie, trójwymiarowe wizerunki rodem z koszmaru niejednego z nas? Wytwory Odeitha to jednak forma sztuki. Nanosząc na zniszczone elewacje postaci owadów i innych, niezbyt przyjemnych postaci, zmienia je nie do poznania, wykorzystując dodatkowo ich „atuty” – położenie, szczególną formę, a nawet porzucone wokół odpady.

źródło: www.instagram.com/odeith

Przygoda artysty z tworzeniem niebanalnej sztuki ulicy trwa już od lat 90’ i zaczęła się dość zwyczajnie. Najpierw powstawał szkic, który trafiał na wybraną ścianę. Z czasem wizerunki zaczęły zyskiwać głębię, i tak do momentu, aż stały się one wręcz trójwymiarowe. Wystarczy spojrzeć na dzieła pod odpowiednim kątem – i zimne ciarki z pewnością „przebiegną” po plecach… a następnie przejdą w westchnienie zachwytu.

źródło: www.instagram.com/odeith

Sztuka Odeitha może być nazwana kontrowersyjną, jednak z pewnością nie można odmówić mu talentu i wyjątkowo czujnego, wrażliwego na piękno natury, oka. Warte pochwały jest również działanie na rzecz przestrzeni miejskiej, która nie zawsze musi być „doskonała” – czasami liczy się jej ulotność i dostrzeżenie tego, co czasami umyka naszym spojrzeniom.

źródło: www.instagram.com/odeith

Czy ulice polskich miast są gotowe na taki przejaw sztuki? Czy wizerunki wielkich owadów spotkałyby się z ciepłym przyjęciem? A może macie inny pomysł na ożywienie naszych wspólnych przestrzeni? Zapraszamy do dyskusji!

Zobaczcie więcej pomysłów na „porażającą” przestrzeń miejską:

Więcej informacji/źródło: wwwInstagram




Czy widzisz to, co ja?

Takie pytanie zapewne często zadaje najbliższym Tom Bob – artysta uliczny, który w przestrzeniach miast dostrzega wiele więcej, niż inni, a następnie ‘ożywia’ swoje pomysły.

Zakątki Nowego Jorku, które odwiedza Tom, i które zdołają go zainspirować – nigdy nie zostają takie same. W pozytywnym tego słowa znaczeniu! W miejscach, gdzie znajdują się zwyczaje elementy naszej codzienności – barierki ochronne, pokrywy studzienek, hydranty – on widzi coś więcej.

źródło: www.instagram.com/tombobnyc

Aby umożliwić innym mieszkańcom wizytę w tym samym „świecie”, przekształca miejską infrastrukturę zgodnie ze swoim wyobrażeniem. I tak – barierki okazały się zakochanymi wężami, pokrywa studzienki to klepka na muchy, a hydrant… to księżniczka Leia we własnej osobie!

źródło: www.instagram.com/tombobnyc

Sztuka ulicy, jaką prezentujemy, pozwala zobaczyć nasze miasta w zupełnie innym wydaniu. W opiniach na temat prac Toma przeważają głosy zachwytu i uznania wobec wyobraźni, jednak… są tacy, którzy dostrzegają w nich elementy wandalizmu.

Inspirowani, jakie jest Wasze zdanie na temat takiej formy kreowania przestrzeni miast? Dajcie znać!

Zobaczcie więcej pomysłów Toma na przestrzeń miejską w serwisie instagram




Lilliputs series - Hakan Keleş (18)

Miasto – wielkie pole dla wyobraźni!

Hakan Keleş to architekt, wykładowca i mieszkaniec Turcji, który dostrzegł na ulicach miast swego kraju „coś więcej”. Z czasem okazało się, że otaczająca go przestrzeń miejska zdaje się być miejscem życia dla… olbrzymów. Jedyne, co trzeba zrobić, by je zauważyć, to uruchomić wyobraźnię!

Lilliputs series - Hakan Keleş (18)

Hakan Keleş – „Lilliputs series” | źródło: www.instagram.com/haakankeles

Artysta zainspirowany serią powieści o podróżach Guliwera autorstwa Jonathana Swifta zaczął fotografować budynki, place i ulice. Następnie dorysował do nich gigantycznych rozmiarów postacie ze świata zwierząt i ludzi zajmujące się dość zwyczajnymi rzeczami. Tytułowymi liliputami stali się prawdziwi mieszkańcy tureckich miast, którzy stanowią jednocześnie dość oryginalne tło dla wielkich „sąsiadów”.

W grafikach zebranych w serwisie Instagram pod tytułem „Seria Liliputów” widzimy więc gigantyczną ośmiornicę, ławicę ryb, kobietę przechadzającą się z bańkami mleka, biznesmena, ulicznych muzykantów, a nawet miłośnika wędkarstwa, któremu za wędkę posłużył… dźwig budowlany.

Lilliputs series - Hakan Keleş (18)

Hakan Keleş – „Lilliputs series” | źródło: www.instagram.com/haakankeles

Czy przestrzeń miejska może być inna, niż wydaje się to na pierwszy rzut oka? Oczywiście! Czasami wystarczy bardzo niewiele, by diametralnie zmienić jej charakter: niekiedy wystarczy nieco ją uporządkować, innym razem sprawdzają się roślinne i architektoniczne detale, ale najszybszym i najbardziej dostępnym sposobem jest nasza wyobraźnia.

Inspirowani, czy dostrzegacie w swojej okolicy miejsce dla wyimaginowanych olbrzymów? A może uważacie, że mogą do niej trafić jeszcze inne postaci? Zachęcamy do eksperymentowania z fotografią, rysunkiem i projektowaniem graficznym – efektami swoich prac możecie pochwalić się na naszym blogu.

 

Zobaczcie więcej prac Hakana w serwisie Instagram

źródło: www.instagram.com/haakankeles

 




Słodko-gorzkie życie rzeczy

Porzucona kanapa i niepotrzebny fotel to tylko część spośród wielu „modeli”, którzy występują na zdjęciach artysty z Los Angeles. Co je łączy? Przewrotna forma, która jednocześnie bawi i składnia do przemyśleń.

Bez względu na miejsce zamieszkania, każdemu z nas, podczas wędrówki ulicami miast, zdarzyło się natknąć na porzucone meble, sprzęt RTV i inne elementy domowego wyposażenia. Niechciane, uszkodzone, „czekają” na kogoś, komu znowu się przydadzą.

Źródło: www.instagram.com/lonesometown9

Potencjał odpadów dostrzegł pochodzący z Los Angeles artysta ulicy ukrywający się pod pseudonimem Lonesome Town. Na swoich fotografiach ożywia niepotrzebne sprzęty, uwidaczniając melancholię towarzyszącą odrzuceniu – i to nie tylko tę, która mogłaby towarzyszyć niepotrzebnym meblom.

Źródło: www.instagram.com/lonesometown9

Dodatkowo maluje na zepsutych elementach wyposażenia twarze smutnych klaunów, przez co uzyskuje coś więcej niż tylko przewrotną kompozycję – to również metafora porzucenia w kontaktach międzyludzkich.

Źródło: www.instagram.com/lonesometown9

Anonimowy artysta zapoczątkował swoją serię w momencie, gdy natknął się na „przygnębioną” lodówkę, która wręcz zdawała się mu przyglądać. Dodał jej atrybuty smutnego klowna, a zwyczajny sprzęt zyskał nowe życie – stał się sztuką ulicy, która rozśmiesza przechodniów ze względu na swój niespodziewany, przewrotny charakter, ale również składnia do refleksji nad przemijaniem.

Źródło: www.instagram.com/lonesometown9

Od momentu powstania pierwszej kompozycji, Lonesome Town regularnie tworzy kolejne obiekty. Przestrzeń miasta Los Angeles jest ogromnym polem do popisu, ponieważ mieszkańcy często porzucają zużyte sprzęty na chodnikach przed domami. Słodko-gorzkie kompozycje dokumentuje w serwisie Instragram dostępnym pod tym linkiem – klik.

źródło zdjęć: www.instagram.com/lonesometown9