Jesień to dobry czas na zakładanie ogrodu

Rośliny ogrodowe, krzewy owocowe i drzewa lepiej sadzić jesienią, a nie podczas suchych wiosen – radzi dr hab. Marcin Zych. Po inspiracje zaprasza do Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie jesień jest jedną z najbardziej spektakularnych pór roku.

„Jesienią można sadzić większość roślin bylinowych, krzewy i drzewa. Posadzenie ich przed zimą daje większe prawdopodobieństwo, że będą w miarę odporne na wiosenną suszę” – mówi dr hab. Marcin Zych, dyrektor Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego. Rekomendacja ta nie dotyczy roślin jednorocznych czy upraw warzywnych.

Z jego obserwacji wynika, że jesień i zima są zdecydowanie wilgotniejsze niż ostatnie wiosny. Stąd większa szansa, że rośliny się ukorzeniają i przyjmą, jeśli zostaną posadzone jesienią, a nie wiosną.

MŁODE DRZEWA LEPIEJ SIĘ PRZYJMUJĄ

Według botanika, w nowo zakładanym ogrodzie lepiej sadzić rośliny młode, niż kilku lub nawet kilkunastoletnie drzewa i krzewy trzymane wcześniej w donicach. Zasadzone jesienią drzewka mają szansę dość szybko wytworzyć bardzo sprawny system korzeniowy. Dzięki korzeniom rośliny lepiej wykorzystają wodę zgromadzoną w glebie. Duże drzewa i wysokie krzewy, choć dają świetny efekt wizualny natychmiast po posadzeniu, stanowią kłopot w dłuższym okresie.

„Właściwie permanentnie musimy je podlewać. Tak jest często z drzewami miejskimi. Na zabudowanych terenach sadzone są duże, czasami kilkudziesięcioletnie okazy, które przez wiele lat są utrzymywane w pojemnikach. Ich system korzeniowy jest mizerny. Zapotrzebowanie takich roślin na wodę jest ogromne i często usychają, bo nie są w stanie bez ciągłego nawadniania właściwie się przyjąć” – ubolewa dr hab. Zych.

KAŻDY TRAWNIK LEPSZY NIŻ KOSTKA BRUKOWA

Botanik odradza fantazyjne nasadzenia na piaszczystej glebie, gdzie rośliny nie mają szansy utrzymać się bez permanentnego podlewania. Zamiast tego proponuje… przydomową łąkę, przyjazną pszczołom, żabom i jaszczurkom.

Dr hab. Zych wkłada między mity przekonanie, że trawniki stanowią kłopot w ogrodnictwie, ponieważ trzeba je ciągle podlewać. Przyznaje, że zwolennicy pięknych szmaragdowo zielonych trawników muszą liczyć się z kosztami, bo taki trawnik nie da się utrzymać bez permanentnego podlewania. Ale radzi, by zaakceptować okresowe żółknięcie trawników. Zwykle takie wysychające trawniki są w stanie się odbudować, kiedy w naturalny sposób pojawi się woda.

„Im wyższa roślinność tym łatwiej utrzymać wodę w glebie. Od króciutkiego trawnika wimbledońskiego lepszy jest taki, który ma 3 cm wysokości. A od kilkucentymetrowego trawnika lepsza jest łąka, którą wystarczy skosić dwa razy w roku. Jest ona świetnym miejscem dla owadów, ślimaków, płazów a nawet gadów, można w niej dodatkowo utrzymywać wczesnowiosenne rośliny cebulowe, to daje naprawdę fantastyczny efekt wizualny” – przekonuje naukowiec.

OGRÓD BOTANICZNY NAJPIĘKNIEJSZY JESIENIĄ

W Ogrodzie Botanicznym UW obecnie kwitną późne odmiany róż, zobaczyć można trochę jesiennych bylin, w tym dzielżany, rudbekie, dalie. Botanicy wciąż zachęcają do podziwiania i smakowania dywanu kwiatowego, który w tym roku jest złożony z ziół i warzyw – sałat, kopru, bazylii i marchwi.

„We wrześniu parter kwiatowy wygląda najpiękniej, a za chwilę zaczną się przebarwiać liście, więc to będzie jeden z najbardziej spektakularnych momentów w ogrodzie botanicznym” – zachęca do odwiedzin kierownik uniwersyteckiego ogrodu.

Kalendarzowa jesień rozpoczyna się 23 września i trwa do 21 grudnia.

 

PAP – Nauka w Polsce, Karolina Duszczyk

źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

zdjęcie główne: www.makeithome.pl / elho




wieże kwiatowe, jesienne ukwiecenie

Naukowcy: miejska wyspa ciepła – można z nią walczyć

Z roku na rok Warszawa traci coraz więcej zieleni na rzecz centrów handlowych i osiedli. W świecie asfaltu i betonu latem upał nie słabnie nawet nocą. Możne to złagodzić obecność drzew i właściwa zabudowa.

Dominujące w miastach – asfalt, żelbet i betonowe elewacje budynków – latem za dnia mocno się nagrzewają, a w nocy całe ciepło przekazują otoczeniu. W konsekwencji w centrach miast temperatura powietrza jest wyższa niż w niezabudowanej okolicy. Różnica wynosi średnio 1-2 st. C, ale może też sięgać nawet 10 st. C. Takie zjawisko nazywane miejską wyspą ciepła odczuwa się głównie nocą i wczesnym rankiem.

Wyspa ciepła jest tym większa, im mniej jest zieleni i wody (tzw. powierzchni biologicznie czynnych), i im większa jest gęstość zabudowy – tłumaczył prof. Krzysztof Błażejczyk z Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN (IGiPZ) podczas seminarium pt. „Dlaczego w mieście jest cieplej niż poza nim? – czyli o miejskiej wyspie ciepła w Warszawie”.

Naukowcy ostrzegają, że stałe przebywanie w upale źle wpływa na organizm i bywa niebezpieczne, zwłaszcza dla osób starszych, małych dzieci, osób niepełnosprawnych i ludzi z problemami oddechowymi lub chorobami układu krążenia. Dlatego naukowcy sprawdzają, czy – i na ile – można ograniczać skalę nagrzewania się miast.

Zjawisko miejskiej wyspy ciepła jest bardzo wyraźne w Warszawie.

„W ostatnich 20 latach obserwujemy bardzo intensywną zabudowę wszystkich wolnych przestrzeni w mieście i drastyczne zmniejszenie się powierzchni biologicznie czynnej. Nadgryzamy wszystkie parki, ogródki działkowe; zabudowujemy zielone tereny wzdłuż torów kolejowych. Warszawa się bardzo zmienia, i zmienia się jej klimat”

– podkreślała dr Magdalena Kuchcik z IGiPZ.

Naukowcy z tego instytutu od lat monitorują zmiany urbanistyczne, przyczyniające się do nasilania się zjawiska miejskiej wyspy ciepła w stolicy. Zdaniem ekspertów z miejską wyspą ciepła można walczyć, można się starać ją minimalizować, np. dzięki odpowiedniemu planowaniu przestrzennemu.

„Jeszcze do lat 60. w Warszawie zabudowywano głównie centrum. Od końca lat 80. trwa zabudowa całej strefy podmiejskiej, a my – urbaniści, musimy sobie radzić z nowymi zjawiskami”

– zauważyła Krystyna Solarek z Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej (WA PW).

„- Dziś miasto budują przede wszystkim prywatni deweloperzy – i trzeba na to pozwolić. Ale też trzeba stworzyć taką strukturę dla miasta, by nie zatracić walorów układu przestrzennego i myśleć także o innych aspektach, w tym – o aspekcie klimatycznym”

– zaznaczyła.

Jak dodała Solarek obecnie na większości stołecznych terenów nie obowiązują miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. Wszelkie działania podejmuje się na podstawie przepisów prawa krajowego i tzw. decyzji o warunkach zabudowy.

„Ale warto zauważyć, że plany zagospodarowania powinno się robić nie tylko po to, żeby umożliwić budowę, ale też, by chronić tereny zielone. Czasem trzeba wprowadzić plan tylko po to, by wprowadzić zakaz zabudowy. Trudno to jednak przeprowadzić w mieście, gdzie takie rozwiązania odbierane są jako system hamujący inwestycje”

– mówiła urbanistka.

Jak dodała, w Warszawie przez wiele lat zabudowę planowano tak, by domy rozdzielały pasma zieleni, co widać np. na planach miasta z lat 50. Miasto się jednak stale rozbudowywało, tereny zielone natomiast się kurczyły. Te, które się zachowały, należy chronić i nie dopuścić do ich dalszej degradacji; zapewniają one bowiem dopływ powietrza do centrum miasta i ułatwiają jego chłodzenie – podkreślali uczestnicy konferencji.

Prof. Błażejczyk zauważył, że dobry efekt daje też stosowanie zielonych dachów, czyli dachów obsadzonych roślinnością, zwłaszcza w centrum. Najbardziej skuteczne są jednak „działania drastyczne”, np. rezygnacja z gęstej zabudowy – mówił. Skuteczności takiego zabiegu naukowcy z IGiPZ dowiedli teoretycznie na komputerowym modelu warszawskiego Osiedla Włodarzewska. Wirtualnie „wyburzyli” tam dwa spośród ok. dwudziestu bloków – i zastąpili je zielenią. To wyraźnie zmniejszyło lokalny efekt miejskiej wyspy ciepła.

W ramach międzynarodowego projektu UHI (Urban Heat Islands), naukowcy z IGiPZ opracowują katalog działań łagodzących zjawisko miejskiej wyspy ciepła w polskich miastach. Wśród ich rekomendacji – podkreślił Błażejczyk – znajdzie się np., absolutna potrzeba zachowywania w miastach niezabudowanych przestrzeni, a tam, gdzie przewidziano zabudowę, zadbanie o obecność drzew i zieleni. Dotyczy to m.in. osiedli domów jednorodzinnych i tzw. szeregowców; osiedla te – zdaniem klimatologa – bardzo często „bywają pustyniami zieleni”.

Naukowcy postulują też, by w centrach miast wprowadzać zielone dachy, a skwery, place zabaw i ulice zacieniać zielenią.

 

PAP – Nauka w Polsce

zan/ krf/ abe/

źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

zdjęcie główne: www.wiezekwiatowe.pl, Warszawa. 




Słoneczne Motyle na ścianie w Forum Gdańsk

Słoneczne Motyle to nazwa nowej, 14. instalacji artystycznej w Forum Gdańsk. Dzieło na skutek pozornego ruchu Słońca na niebie tworzy unikatowy zestaw cieni optycznych rzucanych na ścianę przez obiekty w kształcie motyli.

Jest to pierwsza tego typu instalacja artystyczna w Polsce. Aby uzyskać zamierzony efekt artystka musiała dokonać precyzyjnych obliczeń i połączyć je ze specjalną techniką, dzięki której wizja mogła się ziścić.
Instalacja artystyczna Słoneczne motyle (z ang. Sun-Sensing Butterflies) nawiązuje do bioróżnorodności ogrodów znajdujących  się na terenie kompleksu Forum Gdańsk. Autorką dzieła jest Izabela Bołoz. – Światło słoneczne odgrywa istotną rolę w tej instalacji. To dzięki niemu stalowe, kolorowe motyle rzucają na ścianę cienie swoich skrzydeł, ujawniając fantazyjne ornamenty. Ich wielkość i kształt zmieniają się w zależności od godziny i pory roku – informuje Dominika Górniak z Galerii Your Art Maison. – Efekt zależy zatem od promieni słonecznych padających na przestrzeń, w której zainstalowane jest dzieło. Rano cień optyczny jest długi i rozciągnięty, w południe mniejszy i wyraźny. Współpraca człowieka z naturą, oparta na szacunku do niej oraz na precyzyjnych pomiarach pozwala na uzyskanie unikatowych wzorów – wyjaśnia Dominika Górniak. I dodaje: – Warto zobaczyć wariację tworzoną Słońcem.
źródło: Biuro Prasowe Forum Gdańsk



jesienne nasadzenia donice miejskie kwietniki miejskie meble miejskie września

Ekspert: zmiany klimatyczne wpływają na miasta

Miasta jednocześnie są pod wpływem globalnych zmian klimatycznych, ale same też modyfikują lokalne warunki klimatyczne m.in. poprzez tzw. miejskie wyspy ciepła; wpływają także na wielkość opadów czy wilgotność – mówi PAP prof. Krzysztof Fortuniak z Uniwersytetu Łódzkiego.

Podstawowym czynnikiem, który określa klimat w danym mieście są czynniki globalne czy regionalne. Jednak same miasta też wpływają na klimat lokalny – lokalne pole temperatury, opadów, wilgotności.

Klimatolog prof. Krzysztof Fortuniak z Katedry Meteorologii i Klimatologii Uniwersytetu Łódzkiego przypomniał, że jednym z najbardziej znanych przejawów wpływu miasta na klimat jest tzw. miejska wyspa ciepła, czyli relatywne podwyższenie temperatury miasta w stosunku do temperatury obszarów go otaczających. Jest to zjawisko dynamiczne, które pojawia się głównie w nocy i zanika w ciągu dnia.

„Jest to zjawisko obserwowane głównie w pogodne, bezchmurne noce, kiedy wymiana energii pomiędzy ziemią a atmosferą, zabudowa miejska, nagromadzenie ciepła w mieście i kilka innych czynników powodują, że ta temperatura jest wyraźnie wyższa” – zaznaczył klimatolog. Ekstremalnie te różnice temperatur mogą sięgać nawet kilkunastu stopni, ale zazwyczaj jest to 1-2 stopnie C.

To zjawisko w świetle zmian klimatycznych ma swoje dodatnie i ujemne strony. Plusem jest mniejsze zużycie energii zimą do ogrzewania mieszkań. Natomiast negatywne aspekty tzw. miejskiej wyspy ciepła są odczuwalne głównie podczas fal upałów, które pojawiają się coraz częściej w związku ze zmianami klimatycznymi.

„Wówczas organizm ludzki ze względu na to, że temperatura w nocy w mieście jest wyższa niż poza nim, może nie mieć odpowiednich warunków, żeby od tych upałów odetchnąć” – zaznaczył ekspert.

Według klimatologa miasta wpływają także na modyfikację pola wiatru czy opadów. Jednak – jego zdaniem – z polem opadów sytuacja jest bardziej złożona niż z temperaturą, gdyż różne procesy fizyczne mogą w odmienny sposób wpływać na wielkość i intensywność opadów.

„Tutaj wpływ miasta jest troszkę mniej ustalony, ponieważ ze względu na to, że mamy zanieczyszczenia powietrza i więcej tzw. jąder kondensacji, mogą się tworzyć mniejsze krople wody i te opady mogą nie być takie silne. Ale z drugiej strony, ze względu na podwyższenie temperatury, mamy wzmożone ruchy konwekcyjne, czyli wzmożone ruchy powietrza wznoszącego, i wobec tego oczekiwalibyśmy wzmożenia burz czy opadów nawalnych” – zaznaczył.

Średnio obserwuje się jednak podwyższone sumy opadów na obszarach miejskich. Mniej jasne jest, w jaki sposób miasta wpływają na opady ekstremalne, chociaż niektóre badania wskazują na wzrost burz i opadów nawalnych głównie w zawietrznych dzielnicach miast.

Zdaniem prof. Fortuniaka, jeżeli chodzi o adaptację miast do zmian klimatycznych, to należałoby stosować proste sposoby. Możliwy wzrost opadów nawalnych sugeruje, żeby tak modernizować sieć kanalizacyjną w miastach, aby mogła odprowadzić większe ilości wody. Innym sposobem jest tworzenie większych terenów zielonych, żeby woda miała gdzie wsiąkać, a nie tylko spływała ulicami.

Kwestia adaptacji miast w związku z miejską wyspą ciepła jest – jego zdaniem – bardziej złożona. „Jeżeli w przypadku fali upałów będziemy montowali np. klimatyzację w budynkach, to ciepło, które zabierze ona ze środka budynków, musi wyprowadzić na zewnątrz. A to powoduje dalsze nasilenie temperatury na zewnątrz” – ocenił klimatolog.

Na świecie wprowadzane są różnego rodzaju nowatorskie pomysły adaptacji miast do zmian klimatu. Pojawiają się na przykład propozycje jasnych dachów budynków, które zmniejszają ilość energii słonecznej, jaką pochłania miasto. Historyczne dzielnice w południowej Europie charakteryzuje zabudowa, która poprzez odpowiedni stosunek szerokości ulic do wysokości budynków, powoduje, że te obszary mogą być bardziej zacienione.

„Wprowadzane są materiały, które mają większą bezwładność cieplną i powodują, że domy tak szybko się nie wychładzają i nie nagrzewają” – zaznaczył klimatolog.

Łódzcy naukowcy w ostatnich latach zajmują się wymianą powierzchniową gazów cieplarnianych pomiędzy powierzchnią ziemi a atmosferą i prowadzą takie unikatowe pomiary m.in. w miastach.

„Mierzymy strumienie pary wodnej, dwutlenku węgla i metanu, czyli podstawowych gazów cieplarnianych. Okazuje się, że miasta są bardzo silnymi, punktowymi źródłami dwutlenku węgla i metanu do atmosfery o bardzo dużej, powierzchniowej emisji, którą jesteśmy w stanie zmierzyć” – wyjaśnił prof. Fortuniak. Pomiary powierzchniowych strumieni metanu w miastach, obok Łodzi, prowadzone są jedynie w Londynie.

„Okazuje się, że emisja metanu z miast jest porównywalna z emisją z bagien takiej samej wielkości, bo prowadzimy podobne badania na bagnach biebrzańskich. Bagna to podstawowe lądowe źródło emisji metanu do atmosfery, a więc miasta są również bardzo silnym źródłem emisji tego gazu cieplarnianego do atmosfery i oczywiście także dwutlenku węgla” – podkreślił ekspert.

Jego zdaniem, w ten sposób miasta wpływają nawet na klimat globalny. „Lokalnie ten efekt nie jest zbytnio widoczny, natomiast miasta występują jako źródła gazów cieplarnianych, takie gorące punkty na mapie świata, i odgrywają dużą rolę w wymianie tych gazów cieplarnianych pomiędzy powierzchnia ziemi a atmosferą” – zakończył prof. Krzysztof Fortuniak. (PAP)

 

szu/ ekr/

źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

zdjęcie główne: www.terraform.pl /  Września




Botanik: także w ogrodzie warto wspomagać retencję

Skutkiem suszy, paradoksalnie, są podtopienia. Woda nie wsiąka w przesuszoną ziemię, tylko spływa po niej. O tym, jak prowadzić ogród ekonomiczny pod względem wykorzystania wody i dlaczego ogrodnicy powinni zrezygnować z torfu na rzecz kompostu, mówi dr hab. Marcin Zych, dyrektor Ogrodu Botanicznego UW.

O SUSZY PODCZAS DESZCZU

To, że od kilku dni pada, wcale nie oznacza, że suszy nie ma. Susza jest faktem. Na uwodnienie gleby wpływa to, co dzieje się w atmosferze przez cały rok.

Jak tłumaczy botanik, zimą zwykle pojawiały się w Polsce opady śniegu, które topniejąc, uwalniały wodę. Woda pozostawała w glebie podczas wilgotnej niegdyś wiosny. Później następowało suche lato, ale też lipcowe deszcze powodowały, że gleba nie była przesuszona. Obecnie zimy już nie przypominają zim z dawnych lat, a problem suszy istnieje w ciągu całego roku.

Można to zobaczyć na mapach tzw. uwilgotnienia gleby publikowanych przez IMGW. Nawet po ulewnych lub długotrwałych deszczach widać, że cały obszar Polski jest oznaczony na pomarańczowo, co oznacza deficyt wody w glebie.

„Kilkudniowe opady to zbyt mało aby odbudować zasoby wodne, które nie pozostały po zimie. A tegorocznej zimy niemal w ogóle nie było śniegu. Po niej nastąpiła wyjątkowo sucha wiosna i nawet jeśli trochę potem padało, to woda nie pozostawała w glebie”

– mówi dr hab. Zych.

Tłumaczy, że gleba pozostaje sucha podczas deszczu, ponieważ woda nie wsiąka w nią, ale spływa – do okolicznych zbiorników wodnych, a w zabetonowanym mieście – do kanalizacji. To może powodować lokalne podtopienia. Gdyby gleba wcześniej była wilgotna, woda mogłaby w nią wsiąkać.

Aby to zobrazować, dr hab. Zych proponuje przeprowadzenie prostego eksperymentu. Wystarczy wylać szklankę wody na kompletnie suchy piasek, a następnie wylać taką samą ilość wody na piasek, który jest wilgotny. Ta prosta czynność pozwala zaobserwować, że przesuszona gleba prawie w ogóle nie przyjmuje wody.

APEL BOTANIKA: OSZCZĘDZAJMY TORF

Filozofia prowadzenia ogrodu powinna zakładać wykorzystywanie jak najmniejszych ilości wody. A to można uzyskać stosując rośliny lokalne, dostosowane do siedliska, które pasują do typu gleby i umiarkowanego klimatu.

„Nie warto na siłę tworzyć fantastycznych ogrodów – estetycznych, ale niezwykle kosztownych w utrzymaniu. Mówię tutaj na przykład o różanecznikach, do których trzeba stosować tony torfu a potem je obficie podlewać. Jeżeli już mamy wodę w ogrodzie, to powinniśmy zrobić jak najwięcej, żeby ją tam utrzymać, czyli stosować zabiegi, które wspomagają retencję”

– mówi dr hab. Zych.

Dyrektor Ogrodu Botanicznego UW tłumaczy, że retencja to utrzymywanie wody w glebie i niedopuszczanie, żeby ta wilgoć wyparowała i uciekała z ogrodu. Warto stosować ściółkowanie czyli przykrywanie gleby po posadzeniu roślin zrębkami drewna, korą lub sieczką słomianą. Goła gleba szybko paruje.

Aby nie dokładać swojej cegiełki do globalnej suszy i efektu cieplarnianego, ogrodnicy i działkowcy powinni, zdaniem naukowca, zrezygnować z wykorzystywania torfu.

„Torfowiska są cennym rezerwuarem wody i węgla. Wykorzystanie torfu, który szybko rozkłada się w naszej glebie, oznacza dewastowanie torfowisk i dostarczanie dodatkowych porcji dwutlenku węgla do atmosfery, co wzmaga efekt cieplarniany. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem dla wzbogacenia gleby, jest kompost”

– uważa dr hab. Zych.

Własny kompost można dodawać do piaszczystej gleby, wzbogacając ją w ten sposób w substancje organiczne. Dzięki strukturze, jaką daje kompost, woda jest bardziej dostępna dla roślin.

***

Botanik dr hab. Marcin Zych jest ekspertem akcji #UważniNa Suszę prowadzonej przez Uniwersytet Warszawski. Jej uczestnicy, zamieszczając post opatrzony odpowiednim hasztagiem, mogą dzielić się własnymi sposobami na oszczędzanie wody. Więcej na ten temat w serwisie Nauka w Polsce – tutaj.

 

PAP – Nauka w Polsce, Karolina Duszczyk

kol/ agt/

źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

zdjęcie główne: www.terraform.pl




Im więcej zieleni wokół szkoły, tym mądrzejsze dzieci

Obecność zielonych terenów w mieście, a zwłaszcza wokół szkół, sprzyja rozwojowi intelektualnemu dzieci w wieku szkolnym – potwierdzają badania, które publikuje pismo „Proceedings of the National Academy of Sciences”.

Już wcześniej zaobserwowano, że obecność zielonych terenów w mieście pozytywnie wpływa na zdrowie fizyczne i umysłowe dzieci oraz dorosłych.

Aby sprawdzić, czy ma ona również związek z rozwojem intelektualnym młodszych uczniów, naukowcy z Centre de Recerca en Epidemiologia Ambiental w Barcelonie razem z kolegami z innych ośrodków naukowych z Hiszpanii, w Norwegii i USA przeprowadzili badanie wśród ponad 2,5 tys. dzieci w wieku 7-10 lat z 36 różnych szkół podstawowych w stolicy Katalonii. Między styczniem 2013 r. a marcem 2014 r. uczniowie co trzy miesiące przechodzili testy oceniające różne aspekty sprawności umysłowej. Dane na temat rozmieszczenia terenów zielonych w okolicy, w której mieszkały dzieci, jak również szkoły, do której chodziły i przy drodze, którą do niej docierały, pozyskano z obrazów satelitarnych. W analizie uwzględniono m.in. wykształcenie matek dzieci i zatrudnienie rodziców.

Analiza wykazała, że w ciągu mniej więcej roku uczniowie, którzy mieszkali i uczyli się w miejscach, gdzie było więcej terenów zielonych, robili większe postępy w testach na tzw. pamięć roboczą (a także w testach na wyjątkowo sprawną pamięć roboczą). Malała natomiast ich skłonność do rozpraszania uwagi. Szczególne korzystny wpływ miała zieleń w okolicy szkoły. Pamięć robocza jest często porównywana do pamięci RAM komputera, gdyż pozwala krótkotrwale przechowywać informacje i nimi manipulować, w celu wykonania jakiegoś zadania intelektualnego. Koreluje ona z innymi zdolnościami poznawczymi, od których zależy nasza inteligencja.

Naukowcy wyliczyli też, że zaobserwowana zależność tylko częściowo (w 20-65 proc.) miała związek z tym, że obecność terenów zielonych redukuje poziom zanieczyszczeń powietrza związanych z ruchem ulicznym. Dlatego, ich zdaniem rolę muszą tu odgrywać jeszcze inne czynniki, jak np. to, że zieleń tłumi hałas, sprzyja aktywności fizycznej, która pozytywnie wpływa na wyniki w nauce, stwarza dzieciom możliwość wymyślania i uczestniczenia w kreatywnych zabawach, etc.

Badacze sugerują, że tworzenie zielonych terenów wokół szkół może wywierać korzystny wpływ na osiągnięcia dzieci w nauce. (PAP)

 

jjj/ krf

źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

zdjęcie główne: www.terracity.pl – Szkoła Podstawowa numer 1 we Wrześni. 




Pochwała drzew (zwłaszcza w mieście)

Obecność w mieście drzew to dla ludzi same korzyści. Drzewa sprzyjają zatrzymywaniu w glebie wody, a w upały obniżają temperaturę. Pochłaniają szkodliwe gazy i produkują niezbędny tlen. W dodatku nie trzeba ich podlewać. O korzyściach z sąsiedztwa tych niezwykłych biologicznych „maszyn” mówią dendrolodzy z UPP.

Panująca w Polsce susza to temat coraz częściej poruszany w mediach tradycyjnych czy społecznościowych. W Poznaniu w 2018 r. spadło zaledwie 373 mm opadów, podczas gdy w latach 2001-2010 było to średnio 535 mm. Rok 2019 także był rokiem suchym, podobnie jest i w tym roku. A woda jest niezbędna do życia wszystkich organizmów. Jaka jest zależność pomiędzy suszą a drzewami w miastach?

Duże drzewo wytwarza do 140 kilogramów tlenu (O2) w ciągu roku. To tyle ile zużywa jeden człowiek

Powszechne przekonanie jest takie, że rośliny trzeba podlewać, aby mogły one rosnąć. W odniesieniu do drzew uprawianych w pojemnikach będzie to zdanie prawdziwe. A co z drzewami przyulicznymi lub rosnącymi w zieleni osiedlowej i parkowej? Przecież dużych drzew tam się nie podlewa, a jednak rosną! Dlaczego tak się dzieje? „To skutek ich przystosowania do życia w różnych warunkach siedliskowych” – tłumaczy dr inż. Marcin Kolasiński z Katedry Dendrologii, Sadownictwa i Szkółkarstwa Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu – „Korzenie stabilizują drzewa w glebie i pobierają z niej wodę wraz ze składnikami mineralnymi”.

A jeśli roztwór glebowy na skutek suszy zanika? Na ten problem drzewa mają dwie strategie. Ich korzenie mogą wrastać w głębsze warstwy gleby, gdzie są jeszcze wody podskórne (tylko na glebach, które nie są zdegradowane) albo wchodzą we współpracę z grzybami mikoryzowymi. „Taka zależność jest obopólnie korzystna. Grzyby mające strzępki 100-krotnie cieńsze od ludzkiego włosa potrafią pobrać wodę z przestrzeni niedostępnych dla korzeni drzew” – opowiada dr inż. Joanna Bykowska z tej samej katedry.

W zamian grzyby dostają od roślin cukry.

Ale to nie jedyne funkcje korzeni – przypominają eksperci z poznańskiej uczelni. Potrafią one zmienić strukturę gleby w sposób umożliwiający wsiąkanie wody opadowej w głębsze warstwy, a tym samym przeciwdziałają spływowi powierzchniowemu i bezpowrotnej stracie w wyniku ewaporacji. Korzenie drzew mogą zwiększyć wskaźnik infiltracji wody do 63 proc., a na glebach bardzo zdegradowanych nawet do 153 procent!

Szacuje się, że na skutek korzyści ekosystemowych jedno drzewo pozwala zaoszczędzić wydatkowanie z pieniędzy publicznych do 400 zł rocznie

Z korzeni woda transportowana jest poprzez pień do korony. Pień poza funkcją transportową pełni także rolę stabilizującą drzewo (tak jak kręgosłup u człowieka), a w okresie zimy również magazynującą składniki asymilacyjne i wodę potrzebne do wznowienia wegetacji wiosną. Poprzez konary woda trafia do korony drzew, gdzie liście – istne fabryki – przetwarzają ją i pobrany z atmosfery dwutlenek węgla w życiodajny cukier. Czy tylko? W tym procesie produktem ubocznym jest tlen. Duże drzewo wytwarza do 140 kilogramów tlenu (O2) w ciągu roku. To tyle ile zużywa jeden człowiek. Przy okazji pochłania do 68 kg dwutlenku węgla (CO2), 20 g dwutlenku siarki (SO2), 30 g dwutlenku azotu (NO2), 60 g pyłów zawieszonych PM10 i 1,9 kg innych zanieczyszczeń powietrza. A ile liści jest do tego wszystkiego potrzebnych? Dojrzały buk może mieć ok. 800 000 liści, co daje w przybliżeniu powierzchnię 1600 m2.

Jakie inne korzyści uzyskujemy od drzew – szczególnie dużych – w miastach? Drzewa regulują stopień ocienienia powierzchni oraz wzbogacają powietrze i glebę w wilgoć. Na powierzchni pokrytej zielenią i w odległości do 25 m dalej parowanie gleby jest o 25-30 proc. mniejsze, niż na przestrzeni otwartej.

Dorosłe drzewo potrafi w ciągu doby – w odpowiednich warunkach – oddać do atmosfery 300-500 l wody. Dzięki temu powietrze w rejonach zadrzewionych ma wilgotność większą o 3,5 do 13,7 proc., a temperaturę niższą o ok. 3,5 stopnia C. Ponadto liście i gałęzie drzew zatrzymują wodę opadową (w okresie od maja do sierpnia nawet do 35 proc.), co znacznie obniża spływy powierzchniowe do kanalizacji i cieków wodnych.

Mając w sąsiedztwie drzewa, zyskujemy również korzyści niemierzalne, np. obniżenie poziomu stresu, wzmocnienie układu odpornościowego, poprawę pamięci i koncentracji, zwiększenie bezpieczeństwa, poprawę atrakcyjności miejsc, a nawet wzrost cen nieruchomości. W końcu drzewa zarabiają! Szacuje się, że na skutek korzyści ekosystemowych jedno drzewo pozwala zaoszczędzić wydatkowanie z pieniędzy publicznych do 400 zł rocznie.

Brytyjski Urząd Statystyczny w swoim najnowszym raporcie podał, że dzięki pokryciu londyńskich ulic przez drzewa w latach 2014-2018 udało się zaoszczędzić 5 mld funtów dzięki chłodzeniu powietrza, a dodatkowe 11 mld funtów – z powodu ograniczenia spadku wydajności pracy będącego następstwem wysokich temperatur. Szczególną dbałością należy w miastach otoczyć drzewa starsze. Aby zrównoważyć „pracę” jednego zdrowego 100-letniego buka potrzeba ok. 2700 małych drzew o średnicy korony do 1 metra!

Myśląc o drzewach w miastach, trzeba mieć na uwadze, że każdego dnia muszą one mierzyć się z często bardzo niekorzystnymi dla siebie warunkami. Z tego względu obecnie sadzone młode drzewa często nie dożywają wieku dojrzałego. W miastach Wielkiej Brytanii średnia długość życia drzewa wynosi zaledwie 12 lat. Najtrudniejsze warunki panują w pasach drogowych. Długotrwała susza w okresie wiosennym objawia się u drzew ok. 2-3 miesiące później nekrozą brzeżną liści.

Jeśli więc nie będziemy dbali o drzewa w mieście, musimy się liczyć nie tylko z utrudnieniami, jakie powodują ‚miejskie wyspy ciepła‚, ale także ze znacznymi stratami finansowymi.

 

Powyższy materiał został przekazany PAP przez Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu.

Nauka w Polsce – PAP

zdjęcie główne: Daniel Frank z Pexels




I zimą, i latem – ażurowe dekoracje służą cały rok!

Przywodzą na myśl świąteczny klimat, jednoznacznie kojarzą się z magią Bożego Narodzenia i… świetnie sprawdzają się jako niebanalne kwietniki w pozostałych momentach roku. Trudno o bardziej wszechstronne rozwiązanie dla miast – Inspirowani, oto ażurowe dekoracje w wydaniu jakiego nie znacie!

Miasto piękne cały rokJak ukwiecić wieże kwiatowe wiosną? Czym mogą zachwycić latem, a czym… jesienią? A może interesują Cię nasadzenia w donicach XXL? Zbiór najciekawszych, sprawdzonych pomysłów na wielosezonowe ukwiecenie i aranżację przestrzeni publicznych znajdziesz w katalogu „Miasto piękne cały rok – Vademecum inspiracji Terra Group”. Daj się zainspirować - kliknij i pobierz bezpłatnie!

 

Koziegłowy | źródło: www.terrachristmas.pl

W Koziegłowach postawiono na uniwersalność. Nie jest to jednak „byle jakie” rozwiązanie – nie, nie, nic bardziej mylnego! Ażurowe dekoracje w kształcie kuli zdobią obecnie miasto, podkreślając uroki letniego sezonu. Wewnątrz tworzących całość półkul nasadzono surfinię i pelargonię, wykorzystując przy tym dolną część w roli niebanalnej donicy miejskiej. Tak właśnie powstała najpiękniejsza ozdoba w okolicy – zwiewna, lekko uchylona kula, która „kipi” wręcz kolorami roślin.

Koziegłowy | źródło: www.terrachristmas.pl

 

Nic nie stoi na przeszkodzie, by pozostała w tym samym miejscu również i jesienią, a nawet zimą. Wystarczą zdolne dłonie ogrodnika miejskiego, by z typowo letniej kompozycji uczynić zestaw inspirowany schyłkiem roku (tak jak w Zielonej Górze – kliknij, by przeczytać więcej na ten temat).

1 pisanka, mnóstwo możliwości – ażurowe dekoracje w Zielonej Górze

 

Podążając za sprawdzonym już rozwiązaniem, wewnątrz nasadzić można na przykład chryzantemy czy wrzosy – przeboje jesiennych ukwieceń. A zimą? Zimą w ażurowej dekoracji mogą zagościć gałązki roślin zimozielonych. Tak przygotowaną kompozycję warto urozmaicić kolorowymi łańcuchami, bombkami oraz sznurami świetlnymi… po czym przychodzi wiosna, a co za tym idzie: pierwsze nasadzenia z bratkami czy stokrotkami.

Koziegłowy | źródło: www.terrachristmas.pl

 

Włókno szklane, z którego wykonano zdobiącą Koziegłowy kulę, jest na tyle wytrzymałe, że nie oprze się przymrozkom ani odpadom: śniegu czy deszczu. Jest również odporne na silne nasłonecznienie, przez co dekoracja może być eksponowana na zewnątrz przez cały rok. To dobry sposób na oszczędność płynącą z użytkowania jednej, solidnej bazy, która zmienia się wraz z następującymi po sobie sezonami.

Koziegłowy | źródło: www.terrachristmas.pl

 




Sadzenie kwiatów cebulowych – co i jak

Sierpień to czas na… sadzenie kwiatów cebulowych

Sadź jesienią, ciesz się wiosną – mówi stare powiedzenie. W myśl tej zasady już teraz warto zadbać o nasadzenia roślin cebulowych, by miały wystarczająco wiele czasu, by solidnie się ukorzenić, a już wiosną: cieszyć nasze oczy swoim pięknem.

Sadzenie najpiękniejszych okazów wiosny nie jest trudne, wymaga jednak odpowiednio wczesnego zaplanowania. Prace rozpoczynamy już od połowy sierpnia (szczególnie w przypadku narcyzów), a kończymy je maksymalnie do końca listopada. Cebulki hiacyntów, przebiśniegów, szafirków czy tulipanów bez problemu znajdziecie teraz w centrach ogrodniczych, niekiedy nawet w wielobranżowych dyskontach.

Sadzenie kwiatów cebulowych – co i jak

Rośliny sadzimy według reguły – im większa cebula, tym głębiej musi być zakopana (szczególnie na glebach piaszczystych), średnio jest to głębokość od 5 (dla najmniejszych) do 15 centymetrów (dla największych okazów).

Sadzenie kwiatów cebulowych – co i jak

Z pewnością zgodzicie się, że rośliny cebulowe pięknie prezentują się w większych grupach, dlatego też warto zasadzić je już w taki sposób. Gleba powinna być przepuszczalna i próchnicza. A dobór miejsca? Istnieją dwie możliwości: nasadzenia bezpośrednio w gruncie lub w pojemnikach, skrzyniach, donicach lub specjalnych warzywnikach z wygodnymi nóżkami (znanych również jako stół do rozsadu).

warzywnik teraplast makeithome zielnik (5)

źródło: www.makeithome.pl

Jak wybrać te najzdrowsze cebulki, które przeistoczą się w najpiękniejsze wiosenne okazy? Trzeba szczególnie przyjrzeć się ich kondycji – jedynie jędrne i pozbawione zmian okazy dadzą w przyszłości dobry plon. Liczy się też odpowiednie przechowywanie, po zakupie – możliwie jak najkrótsze, zawsze w zacienionym, suchym miejscu.

warzywnik makeithomepl

źródło: www.makeithome.pl

Dla ekspozycji w gruncie warto dodatkowo zabezpieczyć miejsce okrywą z liści lub słomy, która zabezpieczy glebę przed przemarznięciem. Sadzenie w warzywniku lub donicy wygląda podobnie, a w ramach osłony sprawdzają się dedykowane, załączone do nich pokrywy – przezroczyste i z otworami cyrkulacyjnymi dla lepszego dostępu powietrza i… jako ukłon w stronę bardziej ciekawskich ogrodników. W obu przypadkach podlewanie jest koniecznie dopiero w momencie wytworzenia się korzeni, czyli na jakiś czas można zapomnieć o uprawie i poświęcić się wypatrywaniu wiosny…

zdjęcia: www.makeithome.pl, www.elements.envato.com




Miejskie motyle to nie tylko bielinki i rusałki

Wiele gatunków motyli dziennych możemy spotkać nie tylko na łąkach, leśnych polanach czy nad rzekami, ale również w miastach. I choć są to dla nich tereny mało przyjazne do miejskiej fauny należą nie tylko pospolite bielinki i rusałki, ale także wiele innych gatunków.

Motyle cieszą się niezmienną popularnością wśród miłośników przyrody. Do tej pory opisano ponad 160 tys. gatunków, jednak – według naukowców – ich rzeczywista liczba może sięgać nawet pół miliona. Co ciekawe wśród motyli zdecydowanie przeważają ćmy – motyli dziennych jest zaledwie ok. 20 tys. gatunków.

Według badaczy w Polsce występuje ok. 160 gatunków motyli dziennych i 3 tys. gatunków ciem. W polskich miastach ta różnorodność jest mniejsza, ale i na terenach zurbanizowanych można spotkać kilkadziesiąt gatunków motyli dziennych i ok. tysiąca nocnych – mówi PAP Robert Sobczyk z Katedry Zoologii Bezkręgowców i Hydrobiologii UŁ, współautor książki „Motyle dzienne Łodzi”.

„Jeżeli chodzi o gatunki, które najlepiej przystosowane są do życia w mieście, to są to na pewno gatunki, które mają dużą możliwość dyspersji, czyli rozprzestrzeniania się. Są to też gatunki, która albo są polifagami i ich gąsienice mają wiele roślin żywicielskich, albo też takie, które nie mają ich wiele, ale są one pospolite w mieście” – podkreślił Sobczyk.

A jakie gatunki motyli dziennych możemy spotkać w polskich miastach? Na przykładzie Łodzi można stwierdzić, że najbardziej pospolitym motylem jest rusałka pawik, którego gąsienice żerują na pokrzywie zwyczajnej.

Powszechnie występują także dwa bielinki: bielinek rzepnik i bielinek bytomkowiec, które są nieco mniejsze od pospolitego bielinka kapustnika. Zdaniem Roberta Sobczyka ciekawymi gatunkami są również mieniaki. W Łodzi żyją dwa gatunki tych motyli: pospolity mieniak stróżnik oraz nieco rzadszy mieniak tęczowiec.

„Ciekawostką jest fakt, że te motyle żyją w koronach drzew i rzadko zlatują, żeby się posilić na ziemię, dlatego często uważano, że są one rzadkie w miastach. A okazuje się, że występują często nawet w centrach miast, tylko są rzadko spotykane. Gatunki te mają też nietypowy pokarm – na ziemi pożywiają się na urynie lub psich odchodach” – wyjaśnił.

W Łodzi można również spotkać gatunek dostojka laodyce. Jest to motyl, który po zachodniej stronie Wisły ma bardzo niewiele stanowisk, a jedno z nich znajduje się w okolicach dworca PKP Łódź Żabieniec. Inny „miejski” gatunek to modraszek korydon, występujący w okolicach Lotniska Lublinek. Larwy tego motyla żerują tylko na jednej roślinie – cieciorce pstrej.

„Jest to o tyle ciekawy gatunek, że jest związany z mrówkami. Jego gąsienica wydziela słodką wydzielinę, którą pożywiają się mrówki i na koniec dnia, kiedy gąsienica przestaje żerować, mrówki ją zakopują, aby nic jej nie zagrażało” – dodał Sobczyk.

Motyle dzienne, poza tym, że cieszą ludzkie oko, stanowią również istotny element łańcucha pokarmowego. Już od stadium jaja są narażone na różnorakie niebezpieczeństwa. Mogą być np. nosicielami larw pasożytniczych błonkówek, ale również stanowią pokarm dla ptaków czy niektórych innych rzędów owadów.

„Co ciekawe niektóre gatunki motyli mają skłonności kanibalistyczne. Przykładem jest zorzynek rzeżuchowiec, którego larwy mogą zjadać się nawzajem, jeżeli zabraknie im pokarmu. Dlatego samica bardzo często składa jaja pojedynczo na każdej roślinie. Motyle są także zapylaczami, które są bardzo ważne zwłaszcza w ekosystemach miejskich” – dodaje badacz.

Miasta nie są przyjaznym środowiskiem dla wielu gatunków motyli. Zmiany spowodowane urbanizacją i towarzyszące jej przekształcenia roślinności i zanieczyszczenia środowiska sprawiły, że wiele gatunków wyginęło na danym obszarze wraz z rozwojem dużych metropolii.

Wiele naturalnych siedlisk motyli, tj. łąki, lasy, rzeki, wraz z rozbudową miast uległo degradacji, zaburzone zostały stosunki wodne, czyli cykl hydrologiczny, co sprawia, że z „betonowych” miejskich terenów woda szybciej spływa, a obszar ten staje się bardziej suchy. „Jeżeli jakiś motyl jest zależny od rośliny, która lubi wilgoć, a ta roślina z racji tego, że jest bardziej sucho wyginie, to motyl także nie przetrwa” – dodał Sobczyk.

Kolejnym zagrożeniem dla motyli mogą być zanieczyszczenia zarówno gleby, roślin, jak i powietrza. Zanieczyszczenia m.in. ze spalin osiadają na liściach roślin, a gąsienice motyli są egzofitofagami zjadającymi powierzchnie liścia. Wchłaniając zanieczyszczenia są narażone na różne choroby, a nawet na śmierć.

Jest to ogromne zagrożenie dla różnorodności gatunkowej motyli, zwłaszcza, że już ponad 60 proc. ludzkości mieszka w miastach, a w przyszłości procesom urbanizacyjnym poddawane będą coraz większe obszary Ziemi.

 

„Patrząc ogólnie na proces urbanizacji jest to proces niekorzystny dla motyli dziennych, ponieważ bardzo wiele gatunków, pierwotnie zamieszkujących dany obszar, wyginie. Natomiast kilka gatunków prawdopodobnie skorzysta na rozwoju miast – zwłaszcza te, które występują w nich pospolicie lub potrafią przystosować się do warunków w mieście” – podsumował Robert Sobczyk z UŁ.

Książka „Motyle dzienne Łodzi” ukazała się nakładem Towarzystwa Przyjaciół Ogrodu Botanicznego. Jest to przewodnik po miejskiej faunie motyli, który w założeniu ma spełniać przede wszystkim funkcje edukacyjne, choć oparty jest o wyniki kilkuletnich badań naukowych. Jej autorami – obok Sobczyka – są prof. Krzysztof Pabis z Katedry Zoologii Bezkręgowców i Hydrobiologii UŁ oraz fotograf przyrody Grzegorz Wieczorek.

 

PAP – Nauka w Polsce,  Kamil Szubański

szu/ agt/

źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

zdjęcie główne: @slbrokaw via Twenty20