Jak na urlop, to nad Bałtykiem

Wrzesień 21, 2015

Przez lata całe pokolenia rodzin z dziećmi objuczone walizami latem wlokły się nad Bałtyk. Bo tylko tam spędzony urlop uważany był za ten prawdziwy, pozwalający wypocząć i pokazujący sąsiadom, że nam się dobrze powodzi.

jak urlop to nad morze I Slow Life Magazyn (1)

Coś z tej opinii pozostało do dziś i w letnie miesiące na piaskach polskich nadmorskich plaż ręcznik leży obok ręcznika, a na każdym białe, różowe, czerwone albo rzadziej brązowe ciało.

Wprawdzie dziś właściciele kwater nad naszym morzem liczą za łóżko tak, jakby było zrobione przez światowej sławy artystę ze złota i wysadzane koronnymi klejnotami, ale urok szumiącego, zmieniającego kolor Bałtyku wabi i przyciąga niezmiennie tłumy.

Lek na całe zło

Specjaliści radzą, by zapomnieć o telewizorze, radiu, smartfonie, tablecie, telefonie i innych urządzeniach nachalnie wciskających nam do głowy i myśli świat polityki i polityków. A zamiast tego wsłuchać się w szum fal, podziwiać jak to pięknie od wieków brzmi, i tak będzie szumieć nadal, gdy po naszych prywatnych zmartwieniach i kłopotach, a także politycznych zawirowaniach, priorytetach, klikach, prezesach i innych przywódcach nie zostanie nawet kurz.

jak urlop to nad morze I Slow Life Magazyn (8)

Dlatego warto poszukać takiego miejsca, w którym przypomnimy sobie, że świat nie składa się z kredytu, procedur, obowiązków, pędu do wypełnienia narzuconych norm. Łatwiej może będzie to poczuć w gospodarstwie agroturystycznym, w którym gospodarze nie nastawili się jeszcze na to, aby przez trzy letnie miesiące w roku „zarobić” na cały rok na nas zdzierając za pobyt, jak za wycieczkę na Malediwy czy na Fidżi. A zamiast tego zaoferują nam nocleg w czystej, pachnącej ziołami pościeli, nakarmią regionalnymi smakołykami i poczęstują zrobionymi z własnych owoców nalewkami z dodatkiem miodu, ziół czy innych tajemniczych składników.

A dzieci? Zamiast siedzieć nam na głowie i marudzić, że się nudzą, zejdą nam z oczu. Te najmłodsze oszaleją ze szczęścia widząc prawdziwą „fabrykę mleka”, czyli krowę, kozę czy owcę. A także głaszcząc kotka, pieska, karmiąc kurki, kaczki, gęsi. Pójdą z dziećmi gospodarzy i gospodarzem do ogródka i lasu, będą podziwiać listki, kwiatki, grzyby, jagody czy borówki.

jak urlop to nad morze I Slow Life Magazyn (6)

Zamiast nas zamęczą gospodynię, pomagając jej lepić pierożki, gnieść ciasto czy czarami zmieniać śmietanę i mleko w ser. Tym starszym, jeśli poświęcą się i pojadą z wami, po pierwszych dniach, gdy będą udawać, że się śmiertelnie nudzą, zaproponujcie (jeśli oczywiście nie umieją) naukę jazdy na rowerach, co jest teraz trendy. A jeśli umieją, wybierzcie się razem na wycieczkę po okolicznych pięknych i ciekawych miejscach.

Bo okazuje się, że właśnie w Polsce są wszędzie przepiękne dzikie okolice, jakich nie ma nigdzie indziej na świecie. Są parki narodowe pełne dzikich zwierząt, ptaków i roślin, cudownie niespotykanych. I to rower, a nie auto pozwalają zaprzyjaźnić się z przyroda i jej spokojem.

Wystarczy poczytać albumy, przewodniki, zapytać zakochanych w swojej okolicy miejscowych.

Łeba

Pamiętam lata, kiedy co roku jeździłam z mamą do Łeby, malutkiej miejscowości, z kilkoma domami wypoczynkowymi, jedną główną uliczką, gdzie największą atrakcją i miejscem wieczornej rozrywki był bar z dancingiem. Tam przez cały rok bawili się głównie rybacy. A latem pojawiali się spragnieni wrażeń wczasowicze i wczasowiczki.

jak urlop to nad morze I Slow Life Magazyn (4)

Wielkim wydarzeniem była wtedy wyprawa nad jezioro Łebsko. Pan przewodnik tłumaczył, że to jest dziwne jezioro, bo ma trochę słoną wodę, ponieważ oddzielone jest od Bałtyku wąskim pasem ruchomych wydm. A gdy wiatr powieje huraganem, wlewa morską wodę do jeziora. Z tym wiąże się pewna straszna historia z mojego życia. Otóż pewna pani opowiadając mi o tym zamieniła ruchome wydmy na ruchome piaski. A ja wyobraziłam sobie, że tak jak pokazują w horrorach, przez nieuwagę stanę na piasku i ten mnie wciągnie, i tak umrę… Te straszliwe chwile śniły mi się przez lata…

Prawda zaś jest taka, że piaskowe wydmy wędrują do jeziora, popychane mocnym wiatrem i zasypują go po około 1 metr rocznie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ale to nie jedyna ciekawostka tego obszaru, znajdującego się w Słowińskim Parku Narodowym. Otóż płynąca przez niego rzeka Łeba czasami zostaje tak spiętrzona przez morskie fale, ze zaczyna płynąć w odwrotnym kierunku. Czy jest na świecie drugie takie cudo? A nawet jeśli jest, to nasza rzeka jest ładniejsza!

W Słowińskim Parku Narodowym wiatr wyczynia też inne cudeńka. Gdy weźmie się do solidnej roboty i wieje, zasypuje wszystko, co mu przeszkadza albo leży na drodze. Pokrywa kawałek lasu, jezioro, a nawet podobno zasypał kilka miejscowości. A lokalne opowieści głoszą, że przed kilkuset laty zasypał ich sporo. Niektórzy twierdza, że archeolodzy czekają, aż przy wielkiej wichurze odsłoni te stare ludzkie siedziska.

jak urlop to nad morze I Slow Life Magazyn (2)

W miejscach, które wiatr „wydmuchał” aż do wilgotnej ziemi, rosną rzadko spotykane rośliny, wszystkie pod ochroną, na przykład drapieżna rosiczki, widliczki, wrzos bagienny.

Po latach pełna wspaniałych, rozczulających wspomnień, wybrałam się już sama do mojej Łeby. I doznałam wielkiego, wielkiego rozczarowania. W miejscach polan, młodych lasków, i łąk, cudownie rozmieszczonych między domkami tuż przy głównej uliczce, rozpanoszyły się betonowe bunkry zwane prze właścicieli willami, ogrodzone wydumanymi w kształtach metalowymi albo drewnianymi płotami. Zamiast morza i lasu uderzał w nos zapach przygotowywanego jedzenia. Pojawiły się kramy, bary, lodziarnie, kawiarnie, restauracje, restauracyjki, smażalnie ryb, stoiska z pamiątkami znad morza np. góralami z ciupagami, muszelkami naklejonymi na korę z napisami Pamiątki znad morza i sprzedawcy wszelkiego innego dobra. Zasmucona, zawiedziona i rozczarowana nie doszłam nawet do plaży, zawróciłam, żałując, że chciałam wrócić do przeszłości…

Jastrzębia Góra

W latach 20. miejscowość cieszyła się wielką popularnością wśród warszawskich polityków. Lubili ja także lwowianie. A skoro lubili ją prominentni, to, aby ułatwić im życie, doprowadzono do osady drogę z Władysławowa i pociągnięto ją z rozpędu nawet do sąsiedniej Karwi. No i co za tym idzie, łatwiejszy dojazd oznaczał więcej wczasowiczów, którzy przywożą pieniądze i w efekcie powodują rozwój miejscowości.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gdy pójdzie się przepięknym, mieszanym lasem (w sezonie zbierając grzybki albo orzeszki bukowe) lub drogą na wschód od centrum, spotyka się Lisi Jar. Strome brzegi i panująca w nim wilgoć i chłód, wysokie buki zacieniające spadziste ściany, nawet w gorące i słoneczne dni lata, wywołują gęsią skórkę na ramionach. Robi się jakoś strasznie…

Podobno to w Jastrzębiej Górze, a nie na Rozewiu znajduje się najdalej na północ wysunięty kraniec Polski. Piękna, choć niezbyt szeroka plaża położona jest poniżej klifu, na którym leży osada.

Zdumiewające jest to, że główne wejście na plażę, ilustruje teorię Einsteina o względności tych samych schodów. Otóż zejście po nich w dół po 187 nierównych stopniach to nic takiego. Ale wejście po nich, po całym dniu na plaży, kąpielach w słońcu ( bo w wodzie jest zbyt zimno dorosłym, choć nie dzieciom!) staje się problemem.

Aby wejść do miasteczka z plaży, zamiast po stromych schodach niemal po płaskim trakcie, trzeba przespacerować się plażą w stronę Karwi spory kawałek.

jak urlop to nad morze I Slow Life Magazyn (7)

Jastrzębia Góra to miejscowość mojej wieloletniej męczarni. Na ulicy złośliwie nazwanej Wesołą, jest budynek tytułowany dla niepoznaki ośrodkiem pozbywania się zbędnych kilogramów i łapania kondycji oraz urody. Za zamkniętymi drzwiami w jednym skrzydle mieści się sala, w której tajemniczy lekarz odsysa tłuszcz zdesperowanym paniom i panom. Ponoć wycina się tam ludziom zmarszczki i inne szpecące kawałki ciała.

W każdym razie po dwóch tygodniach męczarni, nadążania za trenerami, ćwiczeń, drakońskiej diety, ze zdumieniem stwierdzałam (kilkakrotnie), że te 187 stopni pod górę z plaży, staje się jakby bardziej płaskie. To Einstein się kłania!

 Iwonna Widzyńska-Gołacka

Tekst ukazał się w magazynie SlowLife Food & Garden nr 21 lipiec/sierpień

slow live (Custom)

SlowLife Food & Garden to ogólnopolski magazyn lifestylowy popularyzujący ideę życia bez pośpiechu. Jest czasopismem skierowanych do świadomych i dojrzałych Czytelników poszukujących swojego rytmu we współczesnym świecie, inspiruje do lepszego życia i podejmowania mądrych wyborów

Print Friendly, PDF & Email
Woda w ogrodzie
Największa parada kwiatów za nami!

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis
Poprzedni wpis
Holendrzy słyną z zamiłowania do kwiatów, a kochają je tak bardzo, że organizują uroczystości na ich cześć. Kolejna parada właśnie…